Gwiaździsta polana

#91
Caremay nie bardzo wzięła do siebie warczenia szczeniaka. Może i się myliła, ale sądziła, iż szczeniaki nie mają tendencji do atakowania większych od siebie. W każdym razie wydało jej się dziwne, że osesek nie wyczuł pokojowych zamiarów białej. Może za mało znaków dawała ze swojej strony? Jej chód był swobodny, aczkolwiek pełen obaw i bardzo możliwe, iż to myliło. Jednakże, mały szczeniak dał wyraźną demonstrację odwagi i Biała czuła, że w przyszłości będzie naprawdę silną i zdrową waderą. Silniejszą niż Car, która całe życie wszystko miała podawane na tacy, a los nagle postanowił sobie z niej zakpić. Wszystkiego trzeba było się nauczyć od początku. Przede wszystkim radzenia sobie samemu oraz... samotności. Car musiała nauczyć się żyć sama, bez nikogo, mając w głowie tylko obawy czy przeżyje następny dzień. Przecież miała już tylko siebie.
Sin? Sinharadin? A któż to taki? Wilczyca ostrożnie przysiadła po jakże przedziwnym powitaniu, gdy to Bura zatopiła mokry nos w jej białym futrze. Przeszedł ją ten znajomy dreszcz niepokoju wywoływany przez nieufność wobec obcych. Wadera była stanowczo za blisko, ale Car nie wycofała się zastygając w siadzie Od dawna nikt nie był tak blisko Caremay nie licząc zdobyczy, które napotykała, aby przeżyć następne dni. Gdy wadera nieco się wycofała, Biała dostrzegła w jej oczach iskierki tlącej się nadziei. Masa pytań wypadła z psyka Burej, a biała wilczyca nie bardzo wiedziała od czego zacząć.
Przedstaw się. No tak...
I bądź miła. Po kolei...
- Nazywam się Caremay, zwana również Białą Damą czy Kwiatem Śniegu. Przybywam z samej północy, gdzie nie zna się takich zapachów jakie czuć teraz. - tutaj wilczyca nawiązała do woni przedziwnej mieszanki, którą jeszcze niedawno oba przedstawicielki jej gatunku przerabiały na papkę - Północ jest uboga w roślinność. Na fiordach rosną tylko mchy i jakieś małe krzaczki z jagodami. Nie, nie mieszkam tutaj. Kilka godzin temu przekroczyłam granicę tej pięknej Krainy. - zrobiła małą pauzę, aby wziąć głębszy wdech - Z polowania zrezygnowałam, by myślałam, że stało ci się coś poważnego. Nie ciepię patrzeć na krzywdę innych. - to powiedziała bardzo poważnym tonem, w którym ulokowała swoje uczucia wobec obrzydzenia do przemocy. Wydawać to się mogło na pewno być głupotą, ale Car była pełna sprzeczności. Na propozycję przyłączenia się do wilczycy i małego oseska, wadera poczuła przyjemne ciepło w gardle. Jej rozum mówił stanowcze nie wobec nieznajomych wilków, ale serce kazało iść na przód. "Masz zapomnieć o tym co cię spotkało. Idź!" Caremay westchnęła.
Może będę tego żałować, ale...
- Z przyjemnością, ale nie wiem nic o trenowaniu... - mówiąc to zaburczało jej w brzuchu - Jeżeli można spytać... Kim jest Sin?

Gwiaździsta polana

#92
Speszyła się gdy Cis dała jej znać, że wszystko w porządku, a jej panika jest bezpodstawna. Położyła po sobie uszy i schowała łeb między łapami.
- Pseprasam. - Wybąkała, opluwając się zieloną papką. Dalej ją żuła i rozcierała tak by zrobiła się gładka.
Nie wiele się ruszyła obserwując wadery. Biała wyglądała jej się teraz niepewna. Jak mogła to wcześniej pomylić z wrogością. Znów zrobiło jej się głupio i na nowo zakryła łapami oczy.
Szczenię jak to szczenię jednak długo się tym nie przejmowało. Zaraz jej przeszło i zerwała się z ziemi. Pognała do Cis i zatrzymała się uderzając łbem o jej łapę. Rozłożyła się na ziemi i zaczęła tarzać jednocześnie patrząc na Białą. Tak się składa, że wtedy nadal miała nie do końca zmieloną papkę w paszczy i zaczęła się ksztusić. Szybko wstała i zaczęła trzepać łebkiem.

Gwiaździsta polana

#93
Oba ślepia wpatrywały się w Białą, pozwalając sobie na przerwę tylko w chwili gdy samica potrzebowała mrugnąć. Zachowanie nowej towarzyszki były dla Cis co najmniej niezrozumiałe. Z resztą co się dziwić, dla Burej każde jedno zachowanie inne od tego jej było, delikatnie mówiąc, dziwne. Przekrzywiając nieco łeb drgnęła zdeformowanym uchem. - Chyba jesteś zbyt spięta koleżanko. - swoją wypowiedź skwitowała wyszczerzonymi w uśmiechu kłami, po czym kontynuowała.. - Ja wiem, że wyglądam nieziemsko groźnie, ale nie gryzę. Jak nie muszę. - szaleńczy chichot który wyrwał się z samiczej piersi, w towarzystwie kłapania pyskiem, trochę zaprzeczał słowom Wariatki, ale ta się tym nie przejmowała. Gdy tylko udało się jej uspokoić powędrowała łapą w kierunku młódki, która najwyraźniej przejmowała się swoim bohaterskim występem. Gdy tylko skończyła mierzwić słodki łebek pochyliła się i wyszeptała. - Ładnie się spisałaś. - prawdę mówiąc Cis teraz była bardziej dumna z siebie, za wielce opiekuńczą postawę, jak z młodej, ale chyba nie było to zbyt ważne. Starając się zabawić młodą poprzez machanie kitą, skupiła się na rozmowie z nowoprzybyłą waderą. Szybko jednak na pysku Cis szło zauważyć swego rodzaju zakłopotanie. Tyle imion, tyle przydomków. Zakłopotanie zmieniło się w smutek, a ten w iskierkę zazdrości. - Nooooo. - wymamrotała iście aktorsko pociągając noskiem. - Ja jestem Cis, Cis jak Cis, jak chaszcz, po prostu Cis, znana z domu jako Cis. - głosem wielce obruszonym przedstawiła się samicy, z grymasem niezadowolenia odwracając pysk. - A to jest Lilka. - dodała wskazując na krztuszące się szczenie. - O losie, ona się dusi! - krzyknęła dostrzegając problem szczeniaka i szybko przystąpiła do pomocy Lilith, która polegała na klepaniu ją po grzbiecie. - Juf, juf, juf. Oddychaj. Liiilkaaa. - dramat w głosie samicy można było wręcz kroić. Roztrzepanie Cis jednak nie pozwoliło jej długo zajmować się problemem młódki, bo gdy tylko uznała, że mała ma się dobrze to Chudzina wróciła do rozmowy z Caremay, ponownie wprawiając ogon w ruch. - Zapachy? Mówisz o tym co teraz robimy? To są mieszanki, w tych okolicach, oraz tych z których pochodzę roślin zawsze było dużo. Może nie do końca się na nich znam, ale za to w tworzeniu mieszanek jestem mistrzem! - dumnie wypinając pierś poczęła kiwać pyskiem, jakoby czekając na owacje. - Możemy Cię nauczyć jak będziesz chciała. - ooo tak, rola nauczyciela przypadła do gustu Cis, samica czuła się wyjątkowo ważna i gotowa przemierzać Konkordię w celu nauczania niedouczonych. Jej duma szybko ustąpiła miejsca śmiechowi, który sprawił, że samica aż zgięła się wpół ledwo nabierając oddech. - Spokojnie, żadna krzywda mi się nie działa. Trudno mnie zabić. - unosząc lekko łeb ukazała ślepia, w których znajdował się dziwny błysk. Co najmniej nienaturalny. Ciska dobrze wiedziała co ją spotkało, co się działo po opuszczeniu watahy i jak to ją wzmocniło. Nie bała się śmierci, czy bólu. Doświadczenia z młodości sprawiły, że czuła się wręcz nieśmiertelna.
Im dłużej trwała rozmowa z waderą, tym większe Wariatka odnosiła wrażenie, że Car chyba nie do końca ma pojęcie o świecie, który ją otacza. Przekrzywiając pyska i wprawiając zdeformowane ucho w ruch uśmiechnęła się. - Nigdy nie walczyłaś? Och, to trochę niecodzienne. - oblizując pysk samica zerwała się z gleby, by podejść do samicy i nieco przyjrzeć jej ciału. Brak widocznych blizn utwierdził ją w przekonaniu, że przed, nota bene dorosłą, samicą jeszcze długa droga. - Jeśli jesteś zainteresowana możemy odbyć mały trening. Wy dwie na mnie jedną, wydaje mi się, że będzie sprawiedliwie. Pokażę Wam kilka dobrych chwytów, nauczę czegoś ciekawego. Umiejętność walki to podstawa w tym świecie. Bez tego łatwo będzie podzielić los byle gryzonia, prawda? - mówiąc to lawirowała między dwoma samicami od czasu do czasu uśmiechając się, czy posyłając znaczące spojrzenia. - Rzecz jasna, nie zmuszam. Ja się sporo już nawalczyłam i jeśli to Was martwi, to obiecuję dać Wam fory. - chichocząc zrobiła kilka susów by znów być przed Caremay, gdy tylko się obok niej znalazła to padła jak długa na plecy wpatrując się od dołu w pysk Białej. Na pytanie o Sinie zmarszczyła brwi jakby sama musiała się zastanowić kim on w ogóle był. - Sin..? Aaa! Sin! Sin już nie żyje, jakaś kretynka przyszła go zabić, a on się nie bronił. Że niby takie przeznaczenie. Do dziś tego nie zrozumiem, ale no cóż. Nic nie mogłam zrobić. - machając łapami podziwiała ciemniejące niebo. Jeśli dojdzie do treningu to mrok jaki niosła za sobą noc doda jeszcze większej zabawy.

Gwiaździsta polana

#94
Rzut Lilith na tworzenie:
Wynik rzutu: 3
Eliksir zyskuje 3 PM.

Rzut mieszanki na odrzucenie:
Wynik rzutu: 4
Odrzucenie nie powodzi się.
Eliksir zyskuje 3PM.

Rzut mieszanki na tworzenie:
Wynik rzutu: 3
Eliksir zadaje 3 punkty obrażeń.

Stan po I turze:
Mieszanka 3 PM (z wymaganych 5)
Lilith 110 PŻ

Młódka dobrze radziła sobie z rozcieraniem, jednak brak doświadczenia sprawiał, że samicza potrzebowała trochę więcej czasu na stworzenie mieszanki niż jej starsza towarzyszka. W dodatku w przeciwieństwie do niej młoda miała szansę uniknąć podrażnienia przez aloes, poprzez wyplucie wyczuwalnych na języku kolców.

Gwiaździsta polana

#95
Wadera było nieco zaskoczona żywymi ruchami towarzyszki. Nie ukrywała sama przed sobą, że Bura zachowywała się jak wariatka, ale miała w sobie coś naprawdę pozytywnego, co sprawiało, że Caremay chciała ją poznać jeszcze bardziej. Miodowe spojrzenie powiodło po Lilce, która nie wiedziała za bardzo jak uczestniczyć w tej rozmowie. Być może była jeszcze wypłoszona po ataku kaszlu, który spowodowała ta mieszanka? To aż takie niebezpieczne? Car sama również do końca nie wiedziała co powinna powiedzieć, aby nie wyszło to głupio, zważywszy na to, iż pierwszy raz od półtorej roku spotyka wilka, który jest nie tyle co blisko, bardzo blisko, ale również jest wobec niej przyjacielsko nastawiony, co rozwiało wszystkie wątpliwości Białej. Dzięki takiemu kontaktowi wadera poczuła nie tyle co dobrze, lecz także powoli wszystkie spięte mięśnie zaczęły się powoli rozluźniać. Ale wypadałoby zrobić pierwsze, dobre wrażenie, czyż nie?
- Och, tak... Pewnie jestem nieco... sztywna. To pewnie przez to, że dawno z nikim nie rozmawiałam. - wilczyca zmarszczyła nos, a słysząc co stało się z Sinem, Car pomyślała, że musiał być dla Cis kimś naprawdę ważnym - Cis. Bardzo ładne imię. - odparła po chwili, gdy znowu między nimi pojawiła się cisza - Bardzo... bardzo mi przykro z powodu Sina. Cokolwiek mu się przytrafiło, naprawdę mi przykro. Wiem, że w tym świecie wygrywa się jedynie siłą. Wiem o tym doskonale, ale mimo to, myślę, że Sin powinien się bronić, bo zgaduję, że był dla Ciebie kimś naprawdę ważnym. Prawo silniejszego samo w sobie odcisnęło na mnie piętno, ale to piekło wykreowali mi akurat ludzie. Człowiek. Nie wilk. - tutaj zrobiła pauzę i nieco pociągnęła nosem, aby powstrzymać wzbierające się łzy w miodowych ślepiach. Kiedy usłyszała o propozycji bycia uczniem, nagle jej smutek zastąpiło podniecenie, co pokazała energicznym machaniem ogona - Och, Cis. To naprawdę miłe z twojej strony. Chciałabym jednak na początek nauczyć się jakichś mieszanek. Coś o tych ziołach. Walkę proponowałabym przesunąć na inny termin... - tutaj niepewnie przystąpiła z łapy na łapę odganiając tym samym lęk. Bura miała doświadczenie. Z pewnością jeden ruch łapą wystarczyłby, aby Car powalić na ziemię - Może któreś z tych ziół uciszy na chwilę mój głód?

Gwiaździsta polana

#96
Lilka nadal się wierciła, nie bardzo potrafiąc sobie znaleźć miejsce. Przed atakiem kaszlu biegała za ogonem Wariatki, teraz też, ale zaczynało to być nudne. Skoczyła na zad Cis i podjęła próbę wspinania się wyżej.
- Czemu boisz się walczyć? To tylko trening. - Teraz mówiła już bardziej normalnie, choć pyszczek nadal miała zielony, a w nim pełno papki tego samego koloru. Udało jej się na tyle już zmielić rośliny, że nie jest uciekały z jej paszczy. Całe szczęście wypluła te dziwne kolce, choć z dwa ją zraniły. Mimo wszystko nadal jeszcze mieliła, cały czas czuła, że nie jest to gładka maź.
- Jak jesteś głodna to zapolujmy. Potem powalczymy. - W małą wstąpił entuzjazm. Uwielbiała polować, tym bardziej, że wychodziło jej to oraz lepiej. Zeskoczyła z grzbietu Cis i specjalnie przepychając się między jej łapami, pobiegła do Białej. Swoim zwyczajem zatrzymała się dopiero gdy uderzyła w nią pyskiem, zostawiając przy okazji kilka zielonych plamek na jej wspaniałym futrze. Uniosła łeb i merdając ogonem spojrzała w oczy wadery. Miła je takie śliczne. Lilka żałowała, że nie ma takich, no i Biała pewnie widzi na oba. Lilka widziała tylko na jedno prawie białe oko, drugie miało nienaturalnie rozszerzona źrenice i kiedy ktoś na nie patrzy, ma wrażenie, że zagląda w nieskończenie głęboką otchłań. Waderka jednak zdawała się tym nie przejmować i intensywnie wpatrywała się w Białą.

Gwiaździsta polana

#97
Rzut na unik Lilith
Wynik rzutu: 8
Unik powodzi się.

Rzut na procent unikniętych obrażeń.
Wynik rzutu: 1
(1*10) + 4% = 14%
Lilith przyjmuje 3 punkty obrażeń.

Rzut Lilith na tworzenie:
Wynik rzutu: 7
Eliksir zyskuje 7 PM.

Rzut mieszanki na odrzucenie:
Wynik rzutu: 7
Odrzucenie powodzi się.

Rzut na procent odrzucenia:
Wynik rzutu: 1
(1*10)+4% = 14%
Eliksir zyskuje 6PM.

Rzut mieszanki na tworzenie:
Wynik rzutu: 10
Eliksir zadaje 10 punktów obrażeń.

Rzut na unik Lilith:
Wynik rzutu: 3
Unik nie powodzi się.
Lilith przyjmuje 10 punktów obrażeń.


Stan po II turze:
Mieszanka 9 PM (z wymaganych 5) - stworzona
Lilith 97 PŻ

Nieostrożne postępowanie z kolcami aloesu doprowadziło do poważnego podrażnienia podniebienia, oberwały również wargi samiczki. Krwawienie powinno jednak szybko ustąpić, co pozwoli młodej normalnie funkcjonować. Teraz jednak nie powinna się tym przejmować, w końcu stworzyła swoją pierwszą mieszankę! Błogi spokój coraz szybciej rozlewał się po ciele młódki, papka zaczynała działać.

Gwiaździsta polana

#98
Ostatnio stałaś się zbyt nostalgiczna. na swój własny głos samica prychnęła z niezadowolenia, po czym przeturlała się z powrotem na brzuch by usiąść u boku białofutrej. Opierając pysk na jej barku zerkała na niebo, gwiazdy ją dzisiaj wyjątkowo fascynowały. Nie wiedziała czy to już starość, czy jeszcze magia tego miejsca. Po dłuższej chwili zamyślenia Cis zaczęła szturchać Caremay nosem w bok. - Teraz już rozmawiasz, więc nie bądź sztywna. Nie. Bądź. Niee. - teraz Bura naciskając głową na bok samicy próbowała ją trochę rozruszać, a nawet przewrócić, szybko jednak się tym znudziła ponownie wywracając na plecy i podziwiając niebo. - Cis jest trujący. Mało kto lubi trujące rzeczy. [b] - w głosie wadery nie było słychać smutku, wręcz przeciwnie. Po tym stwierdzeniu Wariatka wybuchnęła śmiechem tarzając się w trawie. Kolejne słowa Car sprawiły, że Chudzina momentalnie się uspokoiła i przekręciła na bok by dobrze widzieć rozmówczynię. - [b] Ja go nawet nie znałam. - szczerząc żółte kły wpatrywała się w Białą Damę jakby ta była szalona. Cis nie zwykła przywiązywać się do wilków z którymi miała styczność, od szczeniaka zmuszona była do życia z dala od wszystkich na rzecz swojego kruchego zdrowia. Teraz? Owszem, lubiła spędzać czas z innymi, ale czy uważała to za coś bez czego nie da się żyć? Nie. - Sina wspominam tylko dlatego, że dobrze walczył. Rzadko spotykam wilki, które walczą ze mną jak równy z równym. - na potwierdzenie swojej wypowiedzi wstała i podeszła pomiędzy obie samice, tam znowu się położyła. - Mam bliznę na bliźnie. Trudno mnie czymś zaskoczyć. - wypinając dumnie pierś wręcz czekała na masę pochwał i owacji, gdy to się jednak nie stało to ułożyła pysk na skrzyżowanych łapach. - Człowiek? Kim jest człowiek? Da się to zjeść? - zdeformowane ucho drgnęło z zainteresowania, a ślinianki Cis oszalały. Najwidoczniej tylko Cis ekscytowała się "człowiekami", bo Car na wspomnienie o tym znacznie posmutniała. Chcąc zmienić temat Wariatka zerwała się gwałtownie z gleby i rozejrzała po okolicy. - Masz aloes? Ja ostatnie dwie gałązki zużyłam na nasze mieszanki. - wadera próbowała odnaleźć jakiś zawieruszony kawałek tej rośliny, ale niestety nic już nie miała. Z Lilką zużyły wszystko. - Bez tego nic nie zrobimy. Aloes jest bazą dla każdej jednaj mieszanki, nie ma zamienników. - zgarbiła się pokładając uszy po sobie. Poniekąd czuła się winna, że nie udało jej się zebrać więcej tej głupiej rośliny, z drugiej strony skąd mogła wiedzieć?
Swoją drogą Cis miała wrażenie, że opieka nad Lilith wychodzi jej całkiem dobrze, w końcu potrafiła rozmawiać z Białą, a w tym samym czasie bawić się z małą. Choć Bura nie ukrywała, że miała w sobie sporo energii to Lili była wyjątkowo aktywnym dzieciakiem, który świetnie ten nadmiar energii wykorzystywał. Po kolejnej serii wygłupów młódka poszła do Białej Damy, co pozwoliło Cis na chwilę odpoczynku. - O toto! Polowanie, później trening. Dobry pomysł! - Chudzina z uznaniem skinęła w stronę swojej podopiecznej szczerząc kły w uśmiechu. - Towarzyszyć w polowaniu Wam nie mogę, bo niedawno jadłam, ale z chęcią się przyjrzę. A później będziemy mogły powalczyć. - Wariatka oblizała pysk, wciąż się szczerząc. - Chyba nie stchórzysz Caremay? - po tym pytaniu przewróciła się na plecy wciąż chichocząc.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron