Skupisko sekwoi

#51
Dużo przeszedł, jednak wędrowanie go już nie męczyło. Można by pomyśleć, że to dlatego, że ma szczupłą sylwetkę i został przyzwyczajony do długich wędrówek, jednak nie te rzeczy były główną przyczyną. Dużo myślał, zwłaszcza o Dzikiej Róży; szukał jej, gdziekolwiek można było szukać. Nie chodził zamyślony tak bardzo, jakoby stracił kontakt ze światem; ona była zawsze w jego myślach, cokolwiek robił, gdziekolwiek był; nawet na końcu głowy, lecz miał ją w swej pamięci. Chciał odwiedzić wszystkie zakamarki świata, żeby móc chociaż na chwilę spojrzeć na nią i śledzić jej cień. Miał ochotę wołać jej imię, lecz zapewne odbiłoby się ono echem, a jeżeli nawet by przyszła, to inna Dzika Róża. Bo jest milion Dzikich Róż na świecie. A on chciał jedną jedyną z miliona, swoją.
Szedł ze swoim nowym kompanem-Totino- już od jakiegoś czasu; czasami go zastanawiało, czy przypadkiem basior nie jest zmęczony tak długą podróżą. Spotkał go w pewnym momencie, zupełnie niespodziewanie. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego udało im się szybko nawiązać dialog, zdania same się układały. Kaźmir zdążył obdarzyć sympatią miodowego; wreszcie miał z kim zamienić słowo, a nawet więcej niż jedno. Rozmawiając czuł się lepiej, czuł, że nie jest ignorowany. Czasem zapadała cisza głucha, lecz z czasem stawała się bardzo przyjemna. Nie musieli rozmawiać przez cały czas, czasem trzeba odpocząć, bo od bardzo wielu rzeczy trzeba odpoczywać, zwłaszcza od innych.
W trakcie wędrówki nie zwracał wielkiej uwagi na florę i faunę otaczającą ich, jednak zauważył, że bywała różna. Tyle mogło starczyć. W końcu dotarli do jakiegoś miejsca; był to las iglasty. Korony drzew ledwo były w stanie przepuścić jakiekolwiek światło. Było pochmurno i wietrznie, jednak można było dostrzec zieleń i świeżość młodych, wiosennych pędów.
Wtem usłyszał głos Totino; Kaźmir zaśmiał się lekko, bo nie było czego wybaczać- każdy kiedyś traci siły, to całkiem normalne, na porządku dziennym. On sam pragnął usiąść, po prostu się zatrzymać i słuchać głębokiej ciszy.
-Nie ma czego przebaczać-zaczął głosem zdecydowanym-Nikt nie musi mieć takiej kondycji, jak ja. Połóż się, odpocznij...
Trochę się martwił. Basior poczuł jakąś więź, coś łączyło go z miodowym- chęć posiadania kogoś bliskiego i znalezienie domu, chociaż białemu wystarczałoby to pierwsze. Poza tym w życiu należy być wyrozumiałym. Słyszał, że głos drugiego jest trochę niepewny, zmęczony, jednak mimo wszystko wolał spytać:
-Dotrzymać ci towarzystwa, Totino?
Postanowił być dla niego milszy, przecież to chyba jedyny osobnik, który zwrócił na niego uwagę...

Skupisko sekwoi

#52
Zamerdał nieznacznie ogonem, słysząc pytanie; nie chciał znowu zostać sam, wiedząc, że nikogo nie ma w pobliżu. W czasie rocznego marszu jego jedynym kompanem był wiatr szumiący wśród traw, liści oraz kwiatów, lecz nawet i szum z czasem ucicha, pozostawiając po sobie głuchą, martwą ciszę, która oplata swoimi nędznymi mackami słaby umysł. To właśnie wtedy rozlegają się fałszywe dźwięki - krzyk z oddali, tajemnicze szepty, brzęczenie nieistniejącej muchy obok ucha, trzaśnięcie gałęzi. Od zostania szaleńcem, Totino uratował się jedynie pogawędkami z samym sobą - czuł, że to jedyna rzecz, jaka jeszcze trzymała go przy zmysłach. Rok samotności był wystarczającą przerwą od kontaktów z obcymi, jak i bliskimi, których i tak już nie miał. Szanse na to, że jeszcze kiedyś spotka członka swojej rodziny są znikome, więc najlepiej byłoby o nich zapomnieć.
- Byłbym ci wdzięczny - odpowiedział uradowany. Wyciągnąwszy swoje styrane ciało, położył się na zimnej ziemi. Słońce raz na jakiś czas wyłaniało się zza szarego nieba, by na kształt spłoszonej łani szybko czmychnąć przed niegodziwymi oczyma barbarzyńców i skryć się wśród ciemnych chmur. Miodowy basior przymknął oczy, chcąc delektować się chwilą - delikatny szum drzew wraz z szelestem liści tworzył kojącą pieśń, zaś chłodne podłoże zmniejszało niemiłosierny ból piekący łapy i mięśnie. Nastawiwszy uszy, począł wsłuchiwać się w leśną melodię, chcąc zapamiętać każdy jej dźwięk, każdą, nawet i najcichszą nutkę, która wraz ze swoimi siostrami tworzyła istne arcydzieło. W tej melancholii w głowie wilka zrodziła się myśl, by poznać lepiej swojego kompana. Wszakże to idealny moment, by pomówić; wokół nich nie działo się nic, co mogłoby odwrócić uwagę lub przerwać rozmowę. Wydawałoby się, że nawet i las zachęcał Totino do zrealizowania tego - jakże mądrego - pomysłu, uciszając brzęczące liście. Przecież powinien wiedzieć, z kim podróżuje. Powinien znać swojego towarzysza, jego zachowania, nawyki, charakter, rzeczy, które lubi i nie, a może i nawet historię. Rozmyślania te upewniły go jeszcze bardziej w jego słuszności.
- Nie chciałbym wyjść na nachalnego, lecz czy nie uważasz, że skoro razem przemierzamy świat, to powinniśmy wiedzieć o sobie coś więcej, niż tylko imię? Wszakże każdy je ma, lecz nie mówi ono zbyt wiele o osobistości, która je nosi - chrząknął, zastanawiając się, co dalej. - Może ja przejmę pałeczkę mówcy, z racji tego, że już zacząłem temat. A więc znasz me imię, a ja znam twoje. Co powiesz na małą gierkę? Informacja za informację, pytanie za pytanie. Jeżeli taki układ ci pasuje, zadasz pierwsze pytanie, na które ja odpowiem i zadam ci kolejne, na które ty odpowiesz.

Skupisko sekwoi

#53
Dzika Róża, Dzika Róża... Tylko ona mu w głowie siedziała nieustannie. Jak blizna na skórze, jak rysa na szkle, tak ona była śladem w jego sercu. Myśl o niej potrafiła męczyć jak najcięższa z najcięższych wędrówek. Zawsze chciał ją widzieć. Warunkiem osiągnięcia spokoju przez Kaźmira było zobaczenie jej postaci, chociaż z daleka. Gdziekolwiek był, cokolwiek robił, zawsze w jego myślach było wyryte, może niegdyś zapomniane, jak na płycie nagrobnej, imię: D z i k a R ó ż a.
Lecz teraz nie było Dzikiej Róży, ba, od roku jej nie było. Teraz jest on. Basior. I Totino. Oni we dwoje, wśród sekwoi.
Jak się jest koło kogoś to zaczynamy o nim myśleć. Tak było też w przypadku naszej dwójki bohaterów: miodowy myślał o białym, biały myślał o miodowym. Przechodził mu przez myśl jak echo w górach. A miał okazję teraz się dowiedzieć o nim czegoś więcej...
Kaźmir usadowił się na kamieniu naprzeciwko towarzysza.
-To, że idziemy razem, nie znaczy, że musimy o sobie wiedzieć cokolwiek, jednak, jeśli nalegasz...-mówił-Dobrze, zgadzam się.
Myślał nad pierwszym pytaniem, jednak miałoby ono postać: 'Jak masz na imię?' jednak wiedział, jak zwie się Totino. Myślał, żeby cokolwiek, byleby mógł ominąć temat Dzikiej Róży jak największym łukiem.
-Ile wiosen sobie liczysz?-rzekł lekko przekrzywiając łeb.
Basior się zastanawiał nad tą kwestią; wydawało mu się, że oboje są w podobnym wieku, lecz wypada się upewnić.

Skupisko sekwoi

#54
Zraził się stwierdzeniem, że nie muszą się znać, nawet jeżeli razem podróżują, lecz basior zawsze ciężko znosił odmowę. Wbił wzrok w ziemię, nie chcąc okazywać swojego zawodu. Taki już jest - zbyt często oczekuje od innych przychylności, poparcia, a nawet i akceptacji; pokłada zbyt wielką wiarę w obcych. Nikt go nie nauczył, jak zaprzyjaźniać się z innymi, jak nimi manipulować, jak rozmawiać, żartować, kłamać - jedynym towarzystwem jakie miał, był ukochany brat, z którym nauczył się, żeby sobie bezgranicznie ufać. Nigdy nie pomyślał, by go okłamać, nawet nie wiedziałby o czym - rzadko rozmawiali, a nawet jeżeli to o przyziemnych sprawach, takich jak polowanie czy tropienie. Ich relacja nie wydawała się być kolorowa, a mimo tego jeden był w stanie zdjąć dla drugiego gwiazdkę z nieba. Mieli tylko siebie.
Cholera jasna, nie teraz czas na smutne rozmyślanie, Chester. Jego już nie ma, głupcze, Nigdy go nie zobaczysz. Rusz tyłek i zrób coś ze swoim życiem, inaczej wszyscy będą cię wykorzystywać przez twoją wrodzoną dobroć. Skarcił się w myślach. Jednakże gdy zerknął ukradkiem na Kaźmira, zobaczył w nim wilczycę, która uratowała go od śmierci. Gdyby nie jej dobra wola, jego truchło gryzłyby robale. Gdyby nie ona, nigdy by tu nie dotarł, a jego brat nie odnalazłby partnerki. Jeden gest, a może zmienić tak wiele. Postanowił, że dopóki nie napotka kogoś, kto wyrządzi mu krzywdy, dopóty będzie ufał obcym, wierzył w dobro w ich sercu. W końcu każdy je ma. Ach, jakże on lubił filozofować! Nie dość, że dzięki temu w jakiś sposób się rozwijał, to i zawsze był w stanie poprawić sobie humor.
- Jak na razie przeżyłem trzy wiosny, choć swój żywot liczę w latach, bowiem to wtedy przyszedłem na ten srogi świat - odpowiedział, wlepiając niebieskie ślepia w Kaźmira. Dopiero teraz zauważył, że jego tęczówki są różnych kolorów. Dla miodowego wyglądał jak stworzenie z obcego świata; nigdy nie myślał, że tęczówki mogą się różnić. - Niesamowite - wyszeptał sam do siebie, oczarowany. Dopiero świergot ptaka wyciągnął go z głębin jeziora rozmyślania i wrzucił do kolejnego - jakie pytanie by zadać? Wraz z natłokiem myśli pojawiło się uporczywe mrowienie w głowie wilka. Istnieje tyle pytań, które mógłby zadać i dwa razy więcej odpowiedzi na nie. Nie chciałby usłyszeć rzeczy, które nie powinny dolecieć do jego uszu, chociażby dla przykładu jakiejś historii o nieszczęśliwej miłości albo o wygnaniu, choć większą niechęć czuł do tych pierwszych. Przecie brat go opuścił, gdy odnalazł swą wybrankę, czyż nie? Od tego czasu, niczym szczeniak, nie wyrósł ze swojego afektu do miłości i zakochanych; ciężko było mu na nich patrzeć, gdyż każda para przypominała mu o samotności, na którą został skazany. Potrząsnął głową, odganiając od siebie ponure wspomnienia, w końcu powinien już zadać pytanie, jego kompan nie powinien tyle czekać. Nie mogąc wpaść na coś lepszego, zdecydował się na podstawowe pytanie.- A więc Kaźmirze, powiedz mi, skąd pochodzisz?

Skupisko sekwoi

#55
Jego przypuszczenia się potwierdziły, są (tak jakby) w podobnym wieku; tylko Totino jest starszy od Kaźmira o pół roku. To raczej nie jest duża różnica, a jeszcze mniejsza będzie, jak przeżyją już razem kilka lat i oboje będą zdychać.
-Nie wiem, skąd jestem. Wiele wędrowałem z watahą, ale podejrzewam, że urodziłem się na północy.-odpowiedział na pytanie miodowego.
Powiedział, co wiedział. Nie zastanawiał się długo, bo nie musiał akurat kłamać. Nie miał po co, nie było nawet najmniejszej przyczyny.
Nic nie wiedział. Chciał ją widzieć, żądał, ale nie wiedział, czy chce kochać, bo po co podążać za czymś, co jest nieosiągalne? Bywały chwile, kiedy nie chciał myśleć, chciał zapomnieć, lecz zawsze była na końcu myśli. Była najpiękniejszym wszystkim, co nie należało do niego.
Za dużo Dzikiej Róży. Za dużo. Zbyt wiele. Ona go kiedyś wykończy.
Był taki młody, nie powinien kończyć żywota na jego początku. To złe. Bardzo złe!
Podczas rozmyślań zauważył, że miodowy się patrzy w jego oczy. A niech się patrzy! Sam bym chciał utkwić wzrok w czyichś oczach! Niebawem skarcił się w myślach, przecież kiedyś musi zapomnieć o modrookiej. Ale Kaźmir dopiero w którymś momencie przypomniał sobie, że to dwukolorowe tęczówki mogły skupić uwagę Totino. Uśmiechnął się pod nosem, po jego słowie, które jakimś cudem udało mu się usłyszeć. Położył na chwilę łeb na łapach, by po wypowiedzeniu kwestii podnieść go pewnie, może nawet gwałtownie.
-To nic niesamowitego.-zaczął-Nie musiałem ich mieć, tak czy tak jesteś tylko ty, tak samo by było, gdybym miał dwoje oczu takich samych. To nic nadzwyczajnego...
Może to te dziwne ślepia basiora sprawiły, że kilka razy mógł się z nią bawić? Dość, dość, dość!...
Lekki wiatr szumi wśród sekwoi; ptaki tak pięknie śpiewają, same są śliczne; bardzo lubił słuchać ich śpiewu, to zawsze go uspokajało. Tym razem przypomniały mu o tym, że musi zadać pytanie miodowemu. Westchnął pod nosem i rozpoczął rozmyślanie nad pytaniem. Po jakimś czasie, dostał to, czego poszukiwał w tejże chwili.
-Totino, powiedz mi, gdzie idziesz?-rzekł spokojnym tonem, jak kobieta przy kawie.
Oczy Głuchego Krzyku spoczęły w oczach miodowego. Może on chociaż wie, gdzie oboje idą? Bezsensowna wędrówka musi mieć jakiś koniec, prawda? Wbrew pozorom, wszystko ma jakiś sens, musi; nawet rzeczy bezsensowne kiedyś się zaopatrzą w coś takiego jak 'sens'.

Skupisko sekwoi

#56
Pokiwał głową, słysząc odpowiedź na pytanie.
- Najwidoczniej mamy ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Także pochodzę z północy - wtrącił, drapiąc się za uchem. Gdy skończył, ujrzał, że kompan wpatruje się w jego niebieskawe oczy. Speszony, szybko odwrócił łeb. Gdyby jego poliki nie były pokryte sierścią, z pewnością zostałyby zalane czerwonym rumieńcem. Nie wiedząc, jak wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji, spojrzał na swoje przednie łapy, by po chwili zacząć wylizywanie mieszanki błota, piachu i ziemi, która dostała się pomiędzy opuszki. Chciał zrobić wszystko, aby uniknąć kontaktu wzrokowego z Kaźmirem; czuł się jak pajac. Wiedział, że nie powinien podniecać się do takiego stopnia różnokolorowymi ślepiami. Przecież tak jak rzekł biały, to nic nadzwyczajnego. A jednak jest w tym coś niesamowitego - jakieś piękno, będące zagadką dla Totino. A może jest ucieleśnieniem jakiejś magicznej, wyższej istoty, która zeszła na ziemię? Mały, pusty móżdżek wnet zaczął wymyślać setki teorii spiskowych, wskazujących na to, że nieznajomy chce go wykorzystać w swoich haniebnych - albo chwalebnych - celach. Nie, nie, to nie robota dla kogoś, kto wyleguje się w słońcu dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, rozmyśla o niczym, prowadzi bezsensowne konwersacje z samym sobą oraz poluje tylko wtedy, kiedy musi. Ktoś taki jak nasz basior nie nadaje się do wykonywania boskich poleceń.
Totino, powiedz mi, gdzie idziesz? Słowa te zbiły basiora z tropu; przewierciły się przed odmęty umysłu, pozostawiając za sobą zimną pustkę. Dokąd zmierzał? Czego szukał? Dlaczego wciąż szedł? Wszakże w ciągu roku przebył tyle żyznych i pięknych terenów, które kusiły osiedleniem się. Przechodząc przez nie, nie czuł "tego czegoś", co mogłoby zakończyć jego wędrówkę. Ale czymże była ta tajemnicza rzecz, mogąca zakończyć jego cierpienia? Czy było to poczucie bezpieczeństwa? A może duża ilość zwierzyny, przez której brak został wyrzucony ze swojej watahy? Gdzie idziesz? Pytał bezdźwięczny głos, jakoby serce lub dusza. Zakręciło mu się w głowie; uderzył gorąc, mimo pochmurnego dnia. Nie wiedział, co ma zrobić, co powiedzieć. Zamknął ślepia i przestał się ruszać. Przypominał posąg, gdyby nie świadczący o oddychaniu ruch brzucha. Począł medytować, a przynajmniej szukać odpowiedzi. Czego szukasz? Czego pragniesz? Dokąd zmierzasz?
Otworzył ślepia i zamerdał ogonem. Na jego pysku pojawił się ogromny, szczery uśmiech.
- Idę do domu. I - rozejrzał się po lesie; był piękny, przepełniony harmonią - chyba go znalazłem. A ty, Kaźmirze, czego szukasz w życiu?

Skupisko sekwoi

#57
Pokiwał głową na wzmiankę o pochodzeniu. Ledwo się znali, a już ich coś łączyło- obydwaj są z północy. W umyśle białego pojawiły się pytania, czy może nie kojarzył go z minionych dziejów, jednak zaprzeczył im, albowiem byłby zdolny go rozpoznać.
Zdziwiła go reakcja Totino na to, że Kaźmir spojrzał się w jego ślepia. On tylko czekał na odpowiedź, nic więcej; poza tym trzeba utrzymywać kontakt wzrokowy z rozmówcą. Mało brakowało, by speszyć się jego reakcją, jednak zaczął lizać łapy. Wyglądało to dziwnie, ale niech mu będzie. Różne są zboczenia na tym świecie. Jednak on nadal chciał nawiązać kontakt wzrokowy, no ale dobrze, niech się dzieje jak miodowy chce...
Towarzysz nie zmusił białego do długiego oczekiwania na odpowiedź, jednak mógł poczekać z pytaniem, zwłaszcza takim pytaniem; przynajmniej mógł oszczędnie zagospodarować prawdą, bowiem zmieszał się, w jego głowie powstał natłok myśli składający się z ich pustki. Nie wiedział. Najzwyczajniej w świecie nie wiedział, jak mu odpowiedzieć; nie miał pojęcia. Gdyby zaś powiedział mu o Dzikiej Róży, to nie mógłby dojść mu do słowa, a później czułby się źle z powodu, iż zdradził to, co czuje komuś, kto nie musi być tego godzien. Darzył basiora sympatią, jednak nie był to czas, żeby mu aż tak zaufać.
-Spokoju-zaczął, odwracając wzrok w korony drzew, próbując ukryć zmieszanie-Szukam w życiu spokoju. Myślę, że każdy go poszukuje, bo to bardzo ogólna definicja...
Na szczęście w porę ugryzł się w język, albowiem wdrążyłby się w temat tegoż pojęcia dopowiadając: 'Spokój to dla jednych dom, dla drugich zdrowie, a dla jeszcze innych rodzina', na co Totino mógłby go spytać o jego definicję spokoju. A nie chciał jej zdradzać, nawet jeśliby jego obawy się spełniły, skłamałby. Nie lubił kłamać. Bo kłamstwo trzeba pamiętać.
-Często chciałbym położyć się pod drzewem, słuchać śpiewu ptaków i odpocząć od wszystkiego, co codzienne. Doczekać się jakiegoś takiego spełnienia, wiedzy, że wszystko się układa, że jest jak z górki, że się przestaje śnić.-rzekł tonem rozmarzonym, uśmiechając się pod nosem.
Rozglądał się po lesie przez chwilę, myśląc o tem, cóż by było, gdyby taki spokój osiągnął; jak bardzo by się cieszył, gdyby Dzika Róża była obok! Byłoby w nim coś pięknego, coś urzekającego, że z jego pyska nie znikałby szeroki, szczery uśmiech. Taka duma, takie szczęście...
Jednak trzeba było powrócić do rzeczywistości- trzeba było zadać kolejne pytanie.
-Masz jakieś plany na przyszłość?

Skupisko sekwoi

#58
Pierwsza część wypowiedzi Kaźmira wydała mu się dziwna, urwana. Wolał jednak nie dopytywać się o jej znaczenie. A zresztą, co go to obchodziło. W końcu i tak ich drogi w końcu się rozdzielą, a jeden zapomni o istnieniu drugiego. Na razie wolał z kimś zostać, nie być samemu. Dlatego też miodowy powstrzymywał się od palnięcia jednego z głupich pytań, które chodziło mu po głowie, aby nie zrazić do siebie towarzysza. Dlaczego poroża jeleni są takie piękne, a zarazem i ostre? A gdyby je tak zjeść... Może i mi by wyrosły? Pokręcił łbem, chcąc odpędzić od siebie tę jakże niemodrą myśl. Postanowił odłożyć ją na później, kiedy zmuszony przez samotność rozpocznie dialog z samym sobą. Jednakże słysząc dopełnienie odpowiedzi białego, Totino wstał i zaczął wesoło dreptać w tę i z powrotem. Dreptanie szybko zmieniło się w radosne podskoki. Wpatrzony w pochmurne niebo, cicho zawył.
- Ależ to wspaniale! - niemalże krzyknął z podniecenia. Merdając żywo ogonem, przysiadł naprzeciwko basiora, zapominając o swojej chwilowej niechęci do kontaktu wzrokowego. Obudził się w nim wewnętrzny szczeniak, który dotąd nie opuścił jego duszy. Rok samotności nie pozwolił mu wydorośleć. - No bo wiesz, ja tak często robię. Znaczy, robiłem, zanim nie zaczęliśmy razem iść, bo... Trochę się wstydziłem. Ale to nic! Teraz możemy się kłaść i nie robić nic całymi dniami! To naprawdę fajne. I przyjemne. I możesz robić całymi dniami co zechcesz, myśleć, nad czym tylko chcesz i, najważniejsze, nic nie robić! Tylko ty, jakiś kamulec i cieplutkie słońce! Istny raj! - powiedział szybko z głupawym uśmieszkiem na twarzy. Słowa wypadały z jego pyska niczym zające z nor. Dopiero teraz przypomniał sobie o o zadanym mu pytaniu. - To właśnie są moje plany. Słuchaj... Odpocząłeś? Bo ja tak. Mógłbym już dalej iść. Ba, czuję, że zwiedziłbym cały świat! - rzekł nieco wolniej, ostudzając swój zapał.
Miodowy ożył, zupełnie zapominając o swoich zmartwieniach. O rodzinie, samotności, małym szaleństwie w jego umyśle, braku kontroli nad swoim zachowaniem. Zdawał sobie sprawę, że musi z niego wyrosnąć, że długo tak nie pociągnie. Powinien porzucić szczenięce zachowanie, dziecięcą radość i ekscytację, dopóki nie wsiąkła mu w krew. To był ostatni raz. Ostatni. Obiecał sobie, mając nadzieję, że sam siebie nie zawiedzie; że nie złamie własnej przysięgi.

Skupisko sekwoi

#59
Wszystko było dobrze. Piękna pogoda, oni w skupisku sekwoi, ciepło. Można było dostrzec młode pędy oraz gdzieniegdzie promienie słońca, które zdołały przemknąć się przez korony wysokich drzew iglastych, chociaż wciąż panuje półcień. Dość przyjemnie. A Kaźmir siedział spokojnie wśród tych drzew. Słuchał śpiewu ptaków czekając na słowa towarzysza; patrzył to na las, to na jego twarz, to na jego oczy.
Słowa Totino wydały mu się być co najmniej dziwne, dziecięce. Lubił dziecięcą naiwność, chęć poznawania świata, wiarę, że wszystko jest dobrze; jednak nie u kogoś, kto jest od niego o pół roku starszy, zwłaszcza u trzyletniego basiora. Był podniecony, merdał żywo ogonem, zachowywał się jak szczeniak; jego uśmiech zdawał się białemu być szalonym. Jednak powoli zaczynał mu zazdrościć, gdy zaczął mówić o tym, że często kładzie się pod drzewem, słucha śpiewu ptaków, odpoczywa od wszystkiego, co codzienne. To była teoretyczna definicja spokoju Kaźmira. On tak bardzo chciałby odpocząć...
Stopniowo jego wzrok zstępował ku ziemi, by móc w niej utknąć. Wyraz twarzy miał obojętny, jednak głęboko w duszy coś było nie tak.
-Mógłbym tu zostać, jest tu całkiem miło-zaczął odwracając swe ślepia ku basiorowi-Jednak nie muszę, odpocząłem już.
Fakt, zostałby, jednak coś mu podpowiadało, że musi iść razem z nim, żeby szukać Dzikiej Róży.
-Zapomniałeś o pytaniu.-upomniał go, patrząc w jego ślepia.
Najwyraźniej nie miał już chęci na dalszą grę, jednak po tym incydencie w Kaźmirze obudziła się chęć głębszego poznania towarzysza. Pozwolił mu jednak przejąć pałeczkę, żeby nie dać mu szansy na długie namyślanie się nad pytaniem, które mogłoby sprawić białemu problem.

Skupisko sekwoi

#60
Spojrzał zdziwiony na towarzysza, który najwyraźniej w szale wesołości miodowego nie zdołał dosłyszeć pytania.
- Nie, nie zapomniałem. To ty nie usłyszałeś - wyszczerzył zęby w głupawych uśmiechu. - Pytałem, czy już odpocząłeś, na co - chyba nieświadomie - już odpowiedziałeś. Jesteś chyba jakimś jasnowidzem lub innym czortem, Kaźmirze. - To by wyjaśniało dwukolorowe oczy. dopowiedział sobie w myślach. Odszedł od białego, zastanawiając się, w którym kierunku mogliby pójść. Północ, a może południe? Wschód czy zachód? Tyle ciekawych kierunków, a w każdym z nich nowe miejsce, nowa przygoda. Które wybrać, które wybrać? Nerwowo zatrzepotał uszami i zamknął oczy; miał w zwyczaju tak robić. Pomagało mu się to skupić, spróbować poszukać ukrytego wewnątrz swojej duszy pomocnego głosu, którego radę basior zawsze wysłuchiwał. Dopiero po dogłębnej analizie, o ile można to tak nazwać, Totino podejmował decyzję. Jednak tym razem niczego nie usłyszał. Czy był to dobry znak? Nie wiedział. Czasami gdybał, że ów głos jest pierwszą oznaką szaleństwa wywołanego przez samotność, lecz nie dopuszczał do siebie tej myśli. Wolał uważać go za sumienie, serce lub duszę. Westchnąwszy, zerknął wesoło na Kaźmira.
- Co myślisz o pójściu na północ? Kierunek, z którego pochodzimy, mógłby mieć dla nas jakieś niespodzianki, nie sądzisz? - spytał, merdając ogonem. Nadstawiwszy uszy, chciał ostatni raz wsłuchać się w piękną pieść lasu, kojącą wilcze zmysłu. Raz po raz odzywał się ptak, ożywiając piosnkę dzikim, aczkolwiek w pewnym stopniu i szlachetnym świergotem. Mimo że słońce wydawało się na dobre zniknąć, a wiatr nasilić, basiorowi nie było zimno - wygrzał się wystarczająco, a jego tłuste cielsko nie oddawało ciepła tak szybko. Cóż to za wspaniałe miejsce! Tyle kamieni do leżenia, tyle drzew do obwąchania, krzaków do zobaczenia. Z pewnością będzie musiał tu jeszcze powróci, by dogłębnie zbadać to miejsce.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron