Skupisko sekwoi

#21
Łapy i obce, wabiące swoją tajemnicą wonie zwabiły Naerys, a wraz z nią pilnującą jej Melodię, na południe i wschód, ku obfitym lasom porastającym wschodnie rubieże Konkordii. Roślinność, mimo panującego chłodu z powodu zimy, była tu gęsta i świeża, gdzieniegdzie poszycie przekłuwały wybijające młode drzewka i mniejsze rośliny. Kraina ta żyła i radziła sobie świetnie mimo cyklicznie przybywającego w te strony chłodu. To bardzo dobrze świadczyło - zdrowe okolice są domem dla obfitego zaplecza zwierzyny, zatem tu jeleni i podobnych zwierząt, którymi wilki mogłyby się posilić, nie brakowało i prawdopodobnie nie zabraknie.
Nae z chęcią zapolowałaby przy najbliższej nadarzającej się okazji, i to nie na myszy, króliki czy inne mniejsze żyjątka, a na coś większego - może sarnę, może jelenia, a z czasem może dzika albo coś jeszcze większego? Czuła głód przygody, chciała pokazać na co ją stać, zarówno stadu, jak i sobie samej, aby móc potem przechwalać się z dumą ze swoich osiągnięć.
Teraz jednak nie było na to czasu, a ona sama była zbyt mała, aby móc mierzyć się z dużą zdobyczą. Nie bała się ran, bo pozostawiłyby na sobie blizny, z których mogłaby być dumna. Bała się porażki i sprowadzenia wstydu na siebie i swoich krewnych.
Od czasu do czasu zapominała zupełnie o towarzystwie Melodii, która zdawała się być zupełną oazą spokoju, dodatkowo bardzo życzliwą i opiekuńczą. Z jednej strony Złotooka chciała dowiedzieć się o niej więcej - zwłaszcza o pochodzeniu blizny na jej oku. W mniemaniu samiczki musiała się kryć za nią fascynująca i budząca emocje i dumę historia. Tylko skoro tak było, to dlaczego czarna wadera wydawała się jej wstydzić? A może Naerys nie do końca zrozumiała jej wcześniejsze zachowanie? Z drugiej strony, widząc, że Melodia niechętnie wypowiada się o sobie i o swojej przyszłości, Naerys powstrzymywała się ze swoimi pytaniami, zostawiając je na później.
Wiatr niósł ze sobą początkowo tylko woń gleby, roślinności i niewielkich, zupełnie nieważnych dla zwiadowców stworzeń. Nie było śladu łownej zwierzyny, która być może poruszała się nieco innymi szlakami niż droga, którą wadery sobie wybrały. Samiczka była pewna, że odnalazłaby tropy gdyby tylko zechciała poświęcić temu więcej uwagi, nie to jednak było celem zwiadu, z resztą zapewnieniem im strawy miał się zająć Keiran. Po jakimś czasie jednak do jej kufy dotarły charakterystyczne zapachy - woń wilka.
Naerys przystanęła, uważniej smakując niesioną przez powietrze woń, starając się określić kierunek, skąd owe zapachy dobiegały. Nie rozpoznawała ich, nie mogły więc należeć do kogoś, kogo już spokała. Zrobiwszy parę kroków dalej, dojrzała jakieś kształty skryte za roślinnością - na tyle daleko, aby szczegóły nie były łatwo dostrzegalne, na tyle blisko jednak, aby było można dostrzec ile osobników wadery miały przed sobą, a było ich troje.
- Co robimy? - odwróciła się do Melodii i zapytała się jej cicho, również się zastanawiając. Były w mniejszości, a tamci wydawali się zrelaksowani.. Zupełnie, gdyby to miejsce należało do nich, ale stężenie zapachu z kolei przeczyło takiej teorii - nie mogli tu zabawić zbyt długo, być może znaleźli się tu całkiem niedawno? - Myślisz, że Lokatt chciałaby, żebyśmy zamieniły z nimi kilka słów, może nawet zwerbowały ich do watahy? Czy zostawiamy ich i wracamy do domu, żeby jej o tym powiedzieć?

Skupisko sekwoi

#22
Kune nie potrafiąc spać spokojnie, wstał przed waderami, udając się na poszukiwanie czegokolwiek do zjedzenia. Głownie myślał o Thaisis, słaba i wygłodniała była bezużyteczna w jego mniemaniu. Rzucił tylko hasło do samic, które przebudziły się, gdy ten się poruszył, że będzie niedaleko. Vune pokiwała mu głową, oddając się znowu spokojnemu snu. Póki czuła ciepło Thaisis, wiedziała, że jest wszystko dobrze.
Basior oddalił się niedaleko, węsząc. Długo nie musiał szukać- natrafił na ranną kunę. Wędrówka nauczyła go jak sobie radzić z tymi małymi, sprytnymi istotkami. Jednak ta, nie stanowiła dla niego problemu. Szybko ją upolował i przyniósł samicom, by chociaż one częściowo zapełniły żołądki.
Słońce przedzierało się powoli przez korony drzew, przyjemnie zaznaczając swoją obecność na ziemi i futrach wilków. Basior przysiadł przy nich, kładąc martwą kunę nieopodal.
-Zjedzcie to, później będzie trzeba coś porządniejszego upolować. - Oblizał pysk na samą myśl. Pogoń, ah. Miał tylko nadzieję, że będzie to ekscytujące wydarzenie. To była dla niego esencja sztuki. Vune spojrzała na kunę, po czym jej wzrok powędrował ku Thaisis.
-Zjedz ty. Tobie się to bardziej przyda.- rzekła wstając. Przeciągnęła się leniwie, otrząsając futro z kurzu. Kłapnęła szczękami tuż przed nosem swojego brata, wybijając go z zadumy. Wtem Kune wstał powoli pociągając nosem, na co jego siostra mu zawtórowała.
-Czujesz to, drogi bracie?
-Mamy towarzystwo.-Basior odpowiedział, a sierść na jego karku się zjeżyła. Czyżby to były wilki goniące Thaisis? A może zupełnie obce, nieznane im osobniki. Przez myśli bliźniąt przelatywały setki pomysłów, skąd mogły się tutaj pojawić obce drapieżniki.

Skupisko sekwoi

#23
Melodia podążała za żywą i pełną energii Naerys, cierpliwie znosząc wszystkie jej zaczepki oraz odpowiadając na zadawane przez nią pytania. Te dotyczące pochodzenia blizn oraz genezy zmiany odcienia jednej z tęczówek kulturalnie zbyła, zmieniając temat lub odwdzięczając się pytaniem za pytanie. Zapomniana widząc, iż waderka nie ma nic przeciwko wymijającym wypowiedziom, odetchnęła z ulgą, wyraźnie zadowolona. Nie chciała kolejny raz wracać do tamtych wydarzeń, a przynajmniej nie w tej chwili. Teraz cieszyła się, że odnalazła swój zakątek, miejsce na świecie, dom. Do tej pory jedynie tlący się płomyczek nadziei, wzmocnił się, rozświetlając i ogrzewając wnętrze szmaragdookiej. Nie pokazywała tego po sobie, ale podobnie do jasnofutrej, była zaciekawiona wszystkim, co na swej drodze spotykały. Uważnie przyglądała się śpiewającym ptaszkom, przypatrującym im się z zaciekawieniem, obserwowała pojedyncze, soczyście zielone listki na krzewach, które zwiastowały przyjście wiosny. Odczuwała radość i miała z kim ją dzielić.
Wyczuwając nieznajome wonie, przystanęła. Określiwszy ich źródło, postąpiła w tym kierunku kilka kroków, lecz podobnie do swej podopiecznej, po chwili zatrzymała się. Również dostrzegła majaczące w oddali sylwetki, ale były na tyle daleko, że nie mogła wyłapać żadnych szczegółów. Zdawała sobie sprawę, że jeśli stadko spojrzałoby w tym kierunku, również byłoby w stanie dojrzeć członkinie Szepczących Cieni. - Wróćmy. - Odparła po chwili zastanowienia, a jej głos popieścił uszy podrostka niczym przyjemny dźwięk malutkich dzwoneczków. - Lokatt poprosiła nas o zdobycie informacji, a więc dostarczmy je jej.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Skupisko sekwoi

#24
Złotooka zaczekała na odpowiedź Melodii, wciąż nie spuszczając wzroku z gromady zebranej w oddali, zastanawiając się, analizując. Lokatt nie chciała, żeby przyprowadzili obcych ze sobą w miejsce, gdzie mieszkają, ale nie mówiła nic o rozmowie z nimi i ewentualnym zwerbowaniu ich do stada. Może to była dokładnie taka okazja?
- Chyba już nas zauważyli - powiedziała cicho, dalej obserwując trójkę. - A może udałoby się ich zaprosić do naszego stada? Co ty na to? Lokatt się ucieszy, w końcu chciała, żeby było nas więcej - dodała po chwili, próbując wydumać jakiś pomysł jak mogłyby zachęcić te obce wilki do przyłączenia się akurat do nich.
Złotooka przyjęła jak najbardziej neutralną pozę, wykluczającą agresywne zamiary, jakie tamci mogliby u nich podejrzewać. Z resztą - czemu mieliby? Mimo swojego wysokiego mniemania o sobie Nae wciąż wyglądała jak sporawe szczenię, nie dało się jej jeszcze nazwać dorosłą, a Melodia wyglądała dokładnie na tego, kim aktualnie dla Nae była, choć godziło to nieco w jej dumę - opiekunkę. Nie powinny zostać wzięte za wrogie osobniki, chyba, że tamci chronili świeżego miotu. Nie towarzyszył im piżmowy zapach krwi i narodzin, związanych z pojawieniem się nowego życia na świecie.
- A w razie czego - zagadała, jakby zupełnie spokojnie, choć chyba Melodii nie spodoba się podobne pytanie - Chyba umiesz się obronić, prawda? Albo przynajmniej zgubić pościg. Nie sądzę jednak, żeby to było konieczne. Mam po prostu takie przeczucie. - Tak, waderka mogła wierzyć w swoje przeczucia, geny i krew rodziny i przodków a także swoje wrodzone zdolności, otoczenie jednak mogło mieć swoje własne zdanie, zupełnie różne od jej własnego, a co gorsza, mogło mieć więcej doświadczenia lub siły, czego mała w ogóle do siebie nie dopuszczała. Czy to, że dotąd uniknęła wplątania się w tarapaty, było zasługą szczęścia?

Skupisko sekwoi

#25
Thai słysząc głos basiora spojrzała w jego stronę, zastanawiając się co zamierza. Odprowadziła go wzrokiem, aż zniknął w gęstwinie lasu, po czym zmrużyła oczy, chcąc jeszcze chwilę odpocząć. Cieszyła się, że nareszcie znalazła towarzyszy z którymi może porozmawiać i spędzić czas, razem z nimi było też zdecydowanie bezpieczniej, więc bądź co bądź wszystko ułożyło się dobrze. Wstała, po czym przeciągnęła się, ziewając. Ból łap pozostały po wczorajszym szaleńczym biegu, minął prawie całkowicie, a ona sama czuła się już zdecydowanie lepiej mimo niespokojnej nocy. Gdy Kune wrócił ze zdobyczą powitała go promiennym uśmiechem.
Spojrzała w stronę Vune i uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością. Dawno nic nie jadła, a po ostatnio upolowanym bażancie, dawno nie było już śladu. Zabrała się więc do jedzenia, rozrywając cienką skórę kuny, aby dostać się do mięsa. Tak jak wcześniej, dokładnie pochłaniała nawet najmniejsze kawałki pożywienia.
Posiłek jednak gwałtownie przerwał jej komunikat o pojawieniu się kogoś obcego w okolicy. Natychmiast podniosła się na łapy, wlepiając spojrzenie w to samo miejsce co rodzeństwo. Czyżby jednak ją znaleźli? Przeszył ja nieprzyjemny dreszcz przerażenia. Nie to nie mogła być prawda ... Nie teraz znalazła dla siebie miejsce. Przecież nie mogli jej tego odebrać po raz kolejny.
Najwyraźniej jej nocny koszmar miał się ziścić z kilkugodzinnym opóźnieniem.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Skupisko sekwoi

#26
Bliźnięta stanęły obok siebie, wyraźnie napięte. W oddali widziały dwie postaci, ale kto wie, czy za nimi nie było ich więcej. Czy to ci co gonili poprzedniego dnia Thaisis? Niewykluczone. Ich bujna sierść najeżyła się, a wargi drgały, lekko odsłaniając kły. Nie wiedzieli, czy będą musieli walczyć, czy też obce drapieżniki mają pokojowe zamiary. Jednak instynktownie chcieli pokazać, że są silni, plus dodać trochę pewności waderze, która im towarzyszyła.
-Thaisis, czy poznajesz...
-Te zapachy?- Kune dokończył zdanie, mówiąc typowym dla siebie warkotliwym tonem. Obydwoje nawet nie oderwali wzroku od majaczących w oddali sylwetek. Jednak zdecydowanie były zbyt daleko, by mogli wyciągnąć bardziej szczegółowe informacje o nich.
Vune w tej chwili bardziej zachowaniem przypominała swojego brata, niż siebie. Może byłoby inaczej, gdyby nie spotkali Thaisis i nie wiedzieli o agresywnej grupie nieopodal. Widząc jej reakcje, wiedziała, że mówiła im wtedy prawdę. Miała swój dowód, którego potrzebowała.
Kune zastanawiał się, co zrobią obce wilki. Nie odczuwał lęku, jednak jego ciało było wypełnione adrenaliną i zaciętością. Czekał tylko na odpowiedź beżowej, by wiedzieć, czy mają do czynienia z drapieżnikami, z którymi ich kompanka miała już okazję się spotkać. Od jej słów zależało, co zrobią dalej.

Skupisko sekwoi

#27
Pytanie zadane przez dwójkę towarzyszy, nieco ją otrzeźwiło. "No tak ... nie wpadajmy w paranoję, przecież to wcale nie muszą być oni, ... prawda?" - chciała w to wierzyć, lecz było po niej widać, iż jest praktycznie przekonana, że obcymi czającymi się w zaroślach byli jej niedoszli oprawcy. Wypadałoby jednak to sprawdzić, przed wydaniem ostatecznego osądu, więc uniosła nieco głowę po czym pociągnęła nosem wdychając wyrazisty, wilczy zapach niesiony w ich stronę przez lekkie podmuchy zimnego wiatru. Wtem, wyraz jej pyska zmienił się całkowicie, ukazując szczere zdziwienie. Woń ta, całkowicie różniła się od ciężkiego odoru z którym zetknęła się w okolicach swojej byłej nory.
- Nn-nie. - zdołał z siebie wydusić - To nie oni - dodała, już nieco pewniej. Tamte wydarzenia, pozostawiły po sobie wyraźny ślad w pamięci szarawej, przez co nie miała żadnych wątpliwości - to musiał być ktoś inny.
Nie poprawiło to jednak zbytnio samopoczucia Thaisis - ci nieznajomi w końcu także mogli okazać się niebezpieczni - lecz sprawiło, że nie czuła się już całkowicie jak ofiara. Stanęła pewnie obok bliźniaków, napinając mięśnie - w razie czego nie miała zamiaru stać bezczynnie, czy uciekać. Może i odczuwała niepokój dużo częściej niż inni oraz wolała unikać konfliktów, ale nie była kompletnym tchórzem - czasem potrafiła się postawić.
Zerknęła kątem oka na swoich towarzyszy - nie licząc rozmiarów - wyglądali zupełnie tak samo, a teraz nawet ich zachowanie było identyczne. Nadal ją to fascynowało, ale zmusiła się, aby skupić całą swoją uwagę, na obecnej, dość niepewnej sytuacji.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Skupisko sekwoi

#28
Słysząc odpowiedź Thaisis, Kunę kłapnął szczękami ukazując kły. Wyprostował się, przybierając mniej agresywną postawę. Jednak z jego twarzy biło zimno. Brązowe oczy nie dawały ciepła, można by rzec, że basior nie posiadał żadnych przyjaznych uczuć. A może tylko takiego zgrywał?
Vune tknięta słowami, że to nie te same wilki widocznie się rozluźniła. Poczyniła parę kroków przed siebie, dając znak obcym, by również się zbliżyli. Jej mięśnie były napięte, gotowe do nagłego ruchu w razie potrzeby. Liczyła, że ten poranek będzie spokojniejszy, ale widocznie te okolice zamieszkiwało wiele drapieżników. Ten fakt niezbyt ja zadowalał, bo to by świadczyło, że niedaleko może być jakaś wataha, albo po prostu jest tu pełno samotników szukających pożywienia. Sama wiedziała, że głód może niszczyć od środka, powodując agresję. Takie osobniki były wyjątkowo niebezpieczne, bo nie miały nic do stracenia. Chciały tylko zapełnić brzuch. Uniosła więc wyżej łeb, jej nozdrza i uszy ciągle pracowały, nie chcąc by cokolwiek ją zaskoczyło. Jej brat milczał. Chciał zapewnić poczucie bezpieczeństwa Thaisis, która ku jego zaskoczeniu stanęła u ich boku, zamiast z tyłu ze skulonym ogonem.

Skupisko sekwoi

#29
Melodia pozostawała spokojna, nawet po wzmiance Naerys dotyczącej dostrzeżenia ich przez potencjalnych agresorów. Dwoje zielonych ślepi powoli omiatało najbliższą okolicę, pragnąc odnaleźć potencjalne drogi ucieczki oraz oceniając możliwość zgubienia ścigających je osobników. Słysząc pytania, uwiesiła szmaragdy na młodej waderce. - Nigdy nie możesz mieć stuprocentowej pewności, że będą mieć pokojowe zamiary. - Zaświergotała, a w śpiewnym głosie rozbrzmiała smutna nuta. - Nie ufaj nikomu, kogo widzisz pierwszy raz w życiu. Nigdy. - Dodała, nieco bardziej dosadnie, żeby białofutra przyswoiła sobie tę naukę. Zapomniana miała nadzieję, że mimo młodego wieku i charakterystycznego dla niego roztrzepania, "wiedzenia lepiej" oraz ciekawości, samica będzie w stanie wysnuć samodzielnie wnioski i stosować się do tej uniwersalnej zasady. Na pewno pomogłoby to jej uniknąć wielu nieprzyjemnych sytuacji.
Czarna zdawała sobie sprawę, że wciąż mogły bezpiecznie oddalić się od trojga wilków znajdujących się w oddali. I zapewne uczyniłaby to, gdyby nie fakt, że zwerbowanie nowych członków stada dałoby duże korzyści Szepczącym Cieniom. Wciąż jednak pozostawała kwestia nastawienia gromadki i ich poglądów na przynależność do stada. Oszpecona wykonała większy wdech, a następnie powoli wypuściła powietrze z płuc. Kolejno ruszyła przed siebie i z chwilą, z którą wyłoniła się z oddzielających ich zarośli, zatrzymała się. Próbowała na pierwszy rzut oka wyglądać na neutralnie nastawioną, nieskorą do walki. Odczekawszy, aż podopieczna postąpi ponownie, zwróciła się do nieznajomych. - Nie mamy wrogich zamiarów. - Słowa te wypowiedziała głośniej, niż miała w zwyczaju, ale nie chciała pozostawić im pola do przeinaczenia sensu swej wypowiedzi, co mogło doprowadzić do niechcianej potyczki. Postawa ponaznaczanej licznymi bliznami wadery również nie wskazywała na zaproszenie do bitki. Ogon pozostawał w dole, sierść nie jeżyła się. Obserwowała Vune, Kune oraz Thaisis. W każdej chwili była gotowa rzucić się do ucieczki.
C’Antilane

GŁOS__MUZYKA

Skupisko sekwoi

#30
Naerys pozwoliła Melodii ujawnić się zgromadzonym, nie wtrącając się zbytnio w rozmowę. Jakby nie było, słowa oszpeconej w jakiś sposób zachęciły ją do podumania nad nimi, choć niekoniecznie rozumiała jak na razie ich sens i związek z obecną sytuacją, a już w ogóle nie dostrzegała związku między nimi a swoją osobą. Przecież nie gotowała się na bieg ku obcym w celu wtulenia się w ich gęstą, pachnącą piżmem sierść. Nie byli też jej rodzicami, a to im ufała ponad własne życie. Siostrom może mniej, bo te przecież nie sprawdziły się jeszcze w walkach i obronie rodziny, co nie znaczy, że nie będą dobrze walczyć w przyszłości. Gdyby było trzeba, uciekłaby, Naerys była zwinna i gibka, w to nie wątpiła. Nie dopuszczała jednak do siebie tej wiedzy, iż obcy może ją tymi cechami przewyższyć, i to mogło być potencjalnym gwoździem do jej trumny, choć mała nie planowała przenosić się na inny świat zbyt szybko. Może rzeczywiście powinna myśleć zanim wplącze się w potencjalnie niebezpieczne sytuacje?
Postąpiła kilka kroków za szmaragdowooką, starając się wyglądać jak szczenię - ani zbyt niekumate, ani zbyt pewne siebie i swoich możliwości. Ot, postanowiła wyglądać jak zwykłe szczenię, tylko trochę podrośnięte i umiejące o siebie zadbać, ale nie takie, które za chwilę rzuci się na obcego lub zacznie mu dokuczać. Myśl o próbnej potyczce, czy sparingu budziła u niej przyjemny dreszczyk emocji i skupiała na sobie jej zainteresowanie. Może poprosi kogoś o to w niedalekiej przyszłości?

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron