Skupisko sekwoi

#61
-Nie, nie jestem jasnowidzem lub jakiś czortem, Totino.-odparł niemalże przerywając miodowemu; słowa jego były jakby wystrzelane z karabinu, zbliżył przy nich powieki.
Od początku zawarcia znajomości dwóch basiorów Kaźmirowi towarzysz nie zdawał się być tak dziwny jak teraz. Coś z nim było nie tak, zdecydowanie; a przez cały czas wędrówki wydawał mu się być taki spokojny, jednakowy... Nagle zaczął się cieszyć, że nie zaufał mu na tyle, by opowiedzieć mu o jego najprawdziwszej definicji spokoju. Cieszył się przeogromnie.
Czuł w duszy, że zaraz pójdą. Nie tylko dwa basiory, ale także chęci na dalsze podróżowanie z Totino. Mimo wszystko jednak próbował chcieć pozostać przy nim, bo wiedział, że prędko nie znajdzie kogoś, kto tak długo dotrzyma towarzystwa, jak on. Postanowił dać jego cierpliwości drugą szansę.
Z początku idea przejścia na północ wydała się być Kaźmirowi zła; bardzo chciał iść prosto, przez siebie, może nawet na lewo i prawo, byle nie na północ, gdzie był. Tam, gdzie był, nie było widać Dzikiej Róży; chciał iść gdziekolwiek indziej, w jakiejś nowe miejsce, z nadzieją, że ją znajdzie. Jednak tuż przed odmową ugryzł się w język- przecież na północy ostatniego razu widział kwiat jego duszy. Może jak wróci w tamte strony ujrzy, jak szuka swojej rodziny? Może ujrzy jej sylwetkę przeskakującą między drzewami? Może przypomni mu się, jak się z nią bawił? Może chociaż przemknie mu przed oczami? Nigdy już!
Westchnął ciężko, pokiwał głową mówiąc:
-Tak, chodźmy na północ. Oby to były tylko pozytywne niespodzianki...
Nie było mu żal odchodzić ze skupiska sekwoi. Nic go tu nie trzymało; na pewno nie były to ostatnie chwile w jego życiu, kiedy leży w cieniu i słucha śpiewu ptaków.

Skupisko sekwoi

#62
Podreptał w miejscu, czekając, aż Kaźmir zrówna się z jego krokiem. Cieszył się, że basior mu nie odmówił - równałoby się to z odrzuceniem, którego nie zniósłby lekko . Jednakże mając świadomość, że nie będzie ponownie przemierzać świata w samotności, dodawała mu otuchy i napawała dumą, że zdołał poznać kogoś, kto był w stanie go znieść. Przecie biały z łatwością mógł go spławić jednym, prostym zdaniem. Zerknął ukradkiem na kompana. Nie zauważył jego zmiany nastroju, nawet po usłyszeniu szybkiej odpowiedzi na swoje niemądre stwierdzenie. Czy powiedział coś źle? Czy palnął kolejne głupstwo? Niewykluczone, lecz wierzył w swoją niewinność. Może coś mu się przypomniało? To także było prawdopodobne. Totino wolał wierzyć w tę drugą opcję, mimo że w jego łbie kłębiły się dziesiątki innych, które nawet nie zasługiwały na ujrzenie światła dziennego.
Zaśmiał się, szturchnąwszy białego lekko barkiem. Nie przyszło mu do głowy, że jest o wiele cięższy od lichszego od siebie; z łatwością mógł go przewrócić. A niech się przewraca! Zanim ktoś wstanie, musi wpierw się przewrócić. Nie jestem tylko pewien - czy on już wstał, czy raczej leży, przygnieciony przeszłością? Aj tam, nie czas na takie tematy. Pora zwiedzić świat! Podskoczył w miejscu. Zadarł łeb wraz z ogonem do góry, dziarsko krocząc przed siebie.

z.t --> Dopływ rzeki -> Gęstwina

//Wybacz, brak weny. :c

Skupisko sekwoi

#63
Minęło już jego zdziwienie zachowaniem Totino, bo przecież każdemu się zdarza. Nie chciał go opuszczać, bo sam nie chciał być opuszczony; to wielka zbrodnia i udręka. Wiele odchodziło od niego, wiedział, że to parszywe uczucie; chciał się z nim jeszcze trochę zżyć, by później pozostawić go samemu sobie, wtedy nie będą za sobą tęsknić tak mocno, jak wtedy, gdyby go opuścił w tamtym momencie, albowiem wiedział, że jeszcze wrócą do siebie i to nie raz.
Po szturchnięciu przez miodowego Kaźmir uśmiechnął się pod nosem, wstał, by pójść za nim.

z.t. do gęstwiny.

//to co ja mam powiedzieć? :'))

Skupisko sekwoi

#64
Białe, połyskujące w słońcu futro kierowało się w stronę gęstego skupiska, które, jak myślała, byłoby w stanie ochronić ją przed bezlitosnym, ciepłym, dusznym powietrzem oraz przed nagrzanym od promieni słonecznych gruntem. Nie cierpiała środka i końcówki lata, gdyż wtedy pogoda uniemożliwiała jej jakiekolwiek działania. Była zmuszona zaczynać życie późnym wieczorem, ponieważ w samo południe mocno przygrzewające słońce w połączeniu z gęstym futrem przystosowane do zimniejszych klimatów, sprawiało, iż słabła. Nie czuła się za dobrze. Nie była w stanie biegać, nie mogła wytężyć zmysłów, nie mogła się skupić na polowaniu. Przybywając z północnego-wschodu i poruszając się truchtem w stronę gęstych zarośli, miała nadzieję na chwilę odpoczynku oraz schronienie przed ciepłotą dnia.
Niech już nadejdzie zima, błagam pomyślała, po czym przekroczyła chłodny grunt lasu. Zmniejszając tempo chodu, zauważyła, że teraz ma lepsze pole widzenia. Rozpoczęła poszukiwania dogodnego miejsca, aby zebrać siły po dalekiej, wyczerpującej wędrówce. Nie mogła zostać na północy, mimo, iż był tam klimat wprost idealny dla niej. Obrazy grozy, którą przeżyła, co jakiś czas ją nawiedzały i sprawiały gromadzące się w niej lęki, lecz w głębi duży była świadoma, że musi pozostać silna. Tak samo jak jej rodzice zostali do końca. Do samego końca.
Znajdując najbardziej zacienione miejsce w skupisku sekwoi, przysiadła, a następnie położyła się na chłodnej trawie głośno wzdychając. Przymknęła powieki rozkoszując się chłodnym wiatrem, który zmierzwił jej gęste futro.
Chłodno. Jest dobrze. Leżąc tak przez jakiś czas, wsłuchała się w muzykę lasu będącą symfonią szumu liści, śpiewu ptaków oraz odgłosu tupotu łap mniejszych stworzeń.
Najpierw zbiorę siły, a wieczorem wybiorę się na polowanie.

Skupisko sekwoi

#65
Podróż okazała się bardzo męcząca dla białej wadery, lecz nie było więcej czasu na odpoczynek. Trzeba było iść dalej. Znaleźć coś do jedzenia. Głód. Głód. GŁÓD. Otrząsnąwszy się ze snu jej duszą poczuła niebywałą ulgę, zważywszy na pochmurność nieba, które zwiastowało chłodniejsze powietrze. Wyprostowując kości i otrząsając sierść ze ściółki, postanowiła wyruszyć w dalszą drogę. Chciała zbadać każdy zakamarek Konkordii.

//z.t. -> Gwiaździsta Polana

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron