Przełęcz

#81
Stała niewzruszona, kiedy Revirell widocznie się z nią droczyła. Była przyzwyczajona do bólu i lekceważenia własnego zdrowia i życia. Naprawdę, nie widziała powodów do takiego zachowania Kruczycy. Nie dała jednak niczego po sobie poznać, nie mogła przecież pozwolić sobie na opinię słabej. Ale to nie był jedyny powód, dla którego nie oponowała. Obojętnie, jak wielką siłę Herszt wkładał w nacisk, obojętnie, czy był delikatny, czy nie - za każdym razem czuła dziwne, podskórne iskierki. Nie znała wcześniej takiego uczucia, ale było przyjemne, dlatego nie zaniepokoiło ją to. Kiedy Revirell postawiła na swoim, rozsmarowując kolejne zielsko na jej ciele, westchnęła i wywróciła oczami, po czym posłała jej uśmiech, jakby chciała powiedzieć, ze nie ma nic złego na myśli.
- Bywało gorzej - mruknęła, gdy było już po wszystkim.
- Na razie moich planach nie ma robienia sobie szczeniaka - odpowiedziała na kolejne słowa Kruczycy, dziwiąc się sama sobie, że jest w tak dobrym humorze, to bowiem nie zdarzało się zbyt często.
- Rozumiem, trafię. Niektórzy z obcych mogą być zdezinformowani. Będą sądzić, że ta Przełęcz jest naszym terenem. Zrób z tym, co uważasz - odszepnęła szybko, po czym ruszyła w dół zbocza, kierując się na wschód.
//z.t

Przełęcz

#82
Mimo, że niedźwiedzica przestała już dychać, a jej życie uleczało, Sura dalej agresywnie cięła i szarpała ciało opierając się o nie przednimi łapami. Ty kurwo, dobrze ci tak! Myśli biegnące po jej umyśle, rozszalały się ze wściekłości. To był jeden z powodów, dla których starała się panować nad sobą. Gdy zabijała, potem ciężko było się uspokoić. Jednak ta walka była świetna.
Zeszła z trupa, patrząc na nie jeszcze chwile, a z jej gardła wydobywał się długi warkot. Futro było w większości pokryte posoką, w pewnych miejscach już wyschniętą, zlepiającą włosie. Część zapewne została jeszcze z polowania na łanie, bijatyki z Dzierzbą, jednak ta najświeższa zdobiła pysk Czarnej, a złote ślepia płonęły. Oblizała pysk z krwi, a rozjuszony wzrok wodził po pozostałych.
Chwilę słuchała dialogu Revirell z płomiennooką. Szczeniak? No tak. Pewnie już go jakaś kuna zjadła. Zdarza się. Zmrużyła ślepia, idąc powoli, z lekko obniżonym łbem. Miała w sobie jeszcze sporo ognia, jeszcze wiele gniewu, który mogła obrócić w ból u innych. Ciekawiło ją tylko, kim są kolejne przybłędy, które pojawiły się tu. Albo powstała nowa wataha na pograniczu z ich terenem, albo mieli do czynienia z jakąś dziwną pielgrzymką.
Zastrzygła uszami, odprowadzając Dzierzbę wzrokiem. Jej spojrzenie następnie spoczęło na Iskrach, by na końcu skupić się na obcych jej osobnikach.
Sura, uspokój się, bo źle to się skończy..- nagliła siebie samą w myślach. Miała ochotę kłapnąć zębami na swoją świadomość, by dała jej spokój. Mięśnie drżały, musiała użyć prawie wszystkich sił, by nie skoczyć, do któregoś z wilków.
Stanęła niedaleko Iskier, ciekawa co dalej się wydarzy.


Przełęcz

#83
Początkowo zdawało się, że jej plan był idealny. Zębiska zatopiły się w miękkim brzuchu niedźwiedzicy, rozcinając skórę, a szybkie szarpnięcie łbem pozwoliło na zadanie dokuczliwej, broczącej posoką rany. Jednakże, gdy skoczyła w kierunku jednej z łap zwierzęcia, stało się coś nieoczekiwanego. Chmura nie była do końca nawet świadoma, co się wokół niej znajduje, skupiona na walce nie miała czasu spojrzeć pod łapy. Dopiero, gdy poczuła ból w jednej z łap zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak. Zanim zdążyła zareagować straciła równowagę i padła głucho na kamieniste podłoże, boleśnie się obijając o rozmaite większe lub mniejsze kamyki, jakimi usiana była okolica. Cudownie, kurwa, idealnie. Pięknie teraz muszę wyglądać, przeleciało jej przez myśl, wraz z nieprzyjemnym ukłuciem irytacji i wstydu.
Czym prędzej zerwała się na równe nogi, mając szczerą nadzieję, że nikt z pozostałych wilków nie dostrzegł jej idiotycznego upadku. Poczuła nową falę bólu, gdy naruszona kończyna zetknęła się z podłożem, lecz nie pozwoliła sobie na wydanie jakiegokolwiek dźwięku. Zacisnęła jedynie zęby. Nie mogła otwarcie ukazywać bólu. W jej dawnej watasze było to jednoznacznie z byciem zbyt słabym, by przeżyć, a takich zazwyczaj się pozbywano, zostawiając gdzieś na pastwę losu. Życie w tamtym stadzie było niekończącą się próbą własnej siły i zaradności. Każdy dzień oznaczał kolejną walkę o to, by dotrwać do zachodu słońca.
Odwróciła się, chcąc czym prędzej naprawić swój błąd i ponownie zaszarżować na niedźwiedzicę, lecz wówczas dostrzegła, iż ta już leży na splamionej gęsto posoką ziemi bez życia. Złość znowu zawrzała w jej wnętrzu, znajdując swe odzwierciedlenie w gniewnym kłapnięciu szczękami.
- Szlag jasny by to wszystko trafił... - burknęła cicho do siebie, tocząc srebrzystymi soczewkami dookoła. Następnie parsknęła z irytacją i postanowiła zbliżyć się do truchła, wodząc wzrokiem po obliczach pozostałych wilków.
Przystanęła nieopodal, oblizując niecierpliwie splamione karminem wargi. Dopiero wówczas dotarło do niej, że czarnofutra wadera, ta sama, która wcześniej domagała się wyjaśnień, zwraca się bezpośrednio do niej. Przyjrzała się jej uważnie, obrzucając ją spojrzeniem od stóp aż po końce uszu, po czym jej oblicze rozświetlił uśmiech.
Resztki gniewu zniknęły momentalnie, ustępując miejsca zwykłemu zaciekawieniu. Podeszła jeszcze kilka kroków bliżej, nie pozwalając sobie nawet na skrzywienie za każdym razem gdy nastąpiła na uszkodzoną łapę. Lekko utykała, co niewątpliwie było znakiem, że nie powinna od razu ruszać w dalszą drogę, a nieco odpocząć. Wspólny posiłek proponowany przez jasnooką waderę stanowił ku temu idealną okazję. Zasiadła niedaleko truchła, chcąc nieco odciążyć obolałą kończynę.
Skinęła jej głową.
- Dziękuję, chętnie skorzystam z zaproszenia - oznajmiła po chwili, całkowicie beztroskim tonem. - Zwą mnie Burzową Chmurą, a jeżeli chodzi o to, co tu zaszło, to sama wiem niewiele. Kiedy tu przyszłam, ujrzałam trójkę walczących wilków i poranioną łanię, którą najwyraźniej tamci już się nie interesowali - zakończyła swą wypowiedź wzruszeniem barkami. Mimowolnie powiodła wzrokiem w stronę, gdzie ostatnio widziała kopytnego. Nie dostrzegła go jednak. Musiał uciec, gdy byli zajęci niedźwiedziem. Cholera, a mogłam mieć żarcia na kilka dni, tylko dla siebie...
Odwróciła jednak wzrok, zerkając w stronę niedźwiedzicy, po czym nachyliła się, by wyszarpnąć kawał mięsa.

Przełęcz

#84
Wiedział, co prawda, że ich cel jest już na krańcu swojej wytrzymałości lecz padł dużo szybciej dużo szybciej niż basior się spodziewał. W sumie jednak trudno się dziwić, biorąc pod uwagę ilość atakujących wilków. Evrett patrzył przez chwilę na truchło, jakby starając się zaobserwować, czy niedźwiedzica rzeczywiście wyzionęła ducha. Nie było jednak co do tego żadnych wątpliwości.
Powiódł spojrzeniem po okolicy chcąc sprawdzić, gdzie znajduje się tamten biały wilk ze śmiesznymi wzorkami na sierści, lecz ten najwyraźniej opuścił już to miejsce. Innych też nie był w stanie dostrzec - może pobiegli w ślad za tamtym. Żałował trochę, pozostawił go samemu sobie. Z tego co można było wywnioskować na pierwszy rzut oka nie był już zbyt młody, więc zapewne ciężko byłoby mu poradzić sobie z dwoma innymi wilkami - mimo, że jeden z nich miał niemal rozmiary szczenięcia.
Gdy Revirell przemówiła to właśnie na nią skierował wzrok. Skinął lekko łbem, gdy usłyszał podziękowania, lecz coś nie dawało mu spokoju. Wadera wydała mu się dziwnie znajoma, mimo, że czarnych wilków naoglądał się w życiu wiele, to tego konkretnego nie dało się tak łatwo wymazać z pamięci - głównie przez filigranową sylwetkę i te charakterystyczne oczy.
Z tego go pamiętał, wtedy - na równinie - razem z jakimś basiorem szukała krzewu, którego kwiaty miały posłużyć jako lekarstwo. W sumie ciekawe, czy udało im się uleczyć chorych...
Już miał odpowiedzieć na pytanie tamtej, lecz odezwała się wadera, która jak wcześniej przypuszczał należała do bandy, chcącej pozbawić zdobyczy Muuajia. Słuchając tego co mówiła zmrużył oczy, początkowo podchodząc do jej słów dość sceptyczne... chociaż, właściwie, po dłuższym zastanowieniu doszedł do wniosku, że jest to dość prawdopodobne. W końcu pozostała dwójka uciekła - jak przypuszczał, w ślad za jeleniem, lub tamtym białym wilkiem ... lecz to ostatnie nie miałoby chyba jednak zbyt dużego sensu.
- Evrett. Ja także z chęcią skorzystam z zaproszenia. - powiedział gdy tamta już skończyła - Gardzę kradzieżą zwierzyny, a to właśnie niewątpliwie miało tutaj miejsce, gdy przybyłem. Musiałem więc zareagować. - na moment przeniósł wzrok na Chmurę. - Niedźwiedzica chyba jednak skuteczniej odstraszyła tamtą bandę... lub po prostu ruszyli w ślad za zbiegłym rogaczem.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Przełęcz

#85
Nawet do końca nie zauważył, kiedy niedźwiedzica wyzionęła ducha, pochłonięty doszczętnie szarpaniem jej zakrwawionego ciała z wyjątkową zaciekłością, wciąż wyładowując na niej czającą się od długiego czasu gdzieś w jego wnętrzu złość. W jego umyśle wciąż rozbrzmiewały dziwne, zmieszane głosy, niektóre brzmiące całkowicie obco, inne do bólu znajome, przywodzące na myśl jego własną matkę lub braci. Wszystkie wrzeszczały, przeklinały, wyły jak opętane, łącząc się razem w potworny, ogłuszający skowyt, zagłuszający wszelkie myśli. Wyrażały tą całą złość i nienawiść które od długiego już czasu zatruwały umysł basiora.
Gdyby nie zmęczenie pewnie i dłużej tkwiłby nad truchłem, coraz bardziej rozszarpując jego bok. Jednakże nadszarpnięte walką siły wreszcie go opuściły, mięśnie zaczęły palić, odmawiając posłuszeństwa. Szarpnął jeszcze raz, wyrywając z ciała kawał mięsa i cofnął się, siadając nieopodal i dysząc ciężko.
Potoczył oczyma dookoła, omiatając granatowymi ślepiami okolicę. Dopiero teraz zaczęło docierać do niego, co się stało. Niedźwiedź był martwy. Wilki dookoła rozmawiały, pożywiały się i opatrywały swe rany. Jednakże padające z ich pysków słowa nie docierały jeszcze do niego w pełni, brzmiąc na nieco przytłumione, jakby ich źródło znajdowało się znacznie dalej niż w rzeczywistości.
Przez dłuższą chwilę tkwił tak nieruchomo, rzucając jedynie na boki rozbiegane spojrzenia. Niewątpliwie stanowił teraz dziwny, lecz niewątpliwie niepokojący widok. Rosły, kościsty basior oszpecony kilkoma paskudnymi bliznami, ze skołtunionym, zmierzwionym futrem pokrytym plamami świeżej posoki i połyskującymi dziwacznie, granatowymi oczyma w których czaiła się ponura nienawiść.
Potem wreszcie zainteresował się zwisającym mu z pyska ochłapem, więc odchyliwszy łeb do tyłu czym prędzej zaczął go przeżuwać. Połknąwszy wreszcie posiłek oblizał się leniwie i rozchyliwszy nieco pysk ponownie rozejrzał się dookoła.
Prowadzone wokół rozmowy zaczęły stawać się bardziej zrozumiałe w miarę, jak się uspokajał, a wrzaski w głowie cichły. Wściekłość mijała, stłumione wcześniej przez nią myśli ponownie rozbrzmiewały w jego umyśle. Poszczególne słowa powoli nabierały znaczenia, a sens wypowiadanych zdań stawał się coraz jaśniejszy. Jego zmysły na powrót zaczęły wyłapywać z otoczenia poszczególne bodźce. Obudzone gwałtownie emocje opadały, a ich miejsce zajmował dziwny, chłodny spokój pomieszany ze zmęczeniem. A także ogromna satysfakcja.
Oblizał się ponownie, pragnąc jeszcze raz zasmakować krwi, jednocześnie przysłuchując się, teraz już uważnie wypowiedziom pozostałych psowatych.

Przełęcz

#86
Niektórzy z obcych mogą być zdezinformowani. Będą sądzić, że ta Przełęcz jest naszym terenem. Zrób z tym, co uważasz
Nieznacznie zmrużyła blade ślepia, spoglądając za odchodzącą Dzierzbą, aż ta nie zniknęła za horyzontem. Dopiero wtedy powiodła wzrokiem po pozostałych, na dłużej zawieszając srebrniki na Burzowej Chmurze, udzielającej odpowiedzi. Gdy zamilkła, odezwał się bury basior, ściągając na siebie bliźniacze księżyce ocząt. Ku Voulke zerknęła jedynie ukradkiem, strzygąc uchem w reakcji na imię potwierdzające luźne podejrzenia. Sprawa była o wiele bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać, a to wymagało... przestrzeni, dużej przestrzeni, najlepiej pozbawionej świadków.
- Rozumiem. - Podsumowała, nim schyliła kształtny łeb ku zdobyczy. Rozwarta paszczęka zatrzasnęła się na mięsiwie, szable kłów rozdarły tkanki. Szarpnęła raz, drugi, trzeci. Szybkimi, nerwowymi ruchami wyżarła pokaźną dziurę w boku miśka, zaspokajając drażniące uczucie głodu, nieprzyjemnie ściskające pusty od kilku dni żołądek. Tym samym dała sobie dłuższą chwilę na przeanalizowanie wypowiedzi obu wilków, jak również ułożenie w głowie sensownej riposty. - Rozumiem. Prawdopodobnie ci, którzy umknęli, wiedzieli, co tak na prawdę tu zaszło. No nic, ostatecznie nic poważnego nikomu nie dolega, a nam udało się powalić niedźwiedzia. Jakkolwiek wciąż nie rozumiem, czemu zaatakował...
Najedzona, w ciszy podeszła do Sury, by obmyć drobne rysy skryte w gęstym futrze. Najwyraźniej, jak i ona sama, w ferworze walki lekko się pokaleczyła, pełnię uwagi skupiając na zadawaniu dotkliwych obrażeń. Ciepły język kilkoma sprawnymi ruchami musnął skórę, zgarniając śladowe ilości posoki. Upewniwszy się jeszcze, że Iskrze nic nie dolega, przesunęła smukły pysk ku jej licu.
- Udaj się tam, gdzie wszystko miało początek... Weź Mae ze sobą, ja mam tu jeszcze parę spraw do załatwienia. - Szepnęła, ogrzane w płucach powietrze musnęło ucho Złotookiej. Równocześnie zerknęła wymownie w kierunku nieznajomych, niby mimochodem. - Po wszystkim przybędę. Gdybyś spotkała innych, przekaż im, że niebawem mają się tam stawić. - Z tymi słowami cofnęła się, by odwróciwszy nieznacznie, ruszyć naprzeciw białowłosej młódce. Krok miała zdecydowany, podszyty pewnością siebie; ślepia rozjaśniał nieco zadziorny błysk. Stanęła zdecydowanie zbyt blisko, pozwalając, by hebanowe kosmyki splotły się z tymi należącymi do Wieszczki.
- Vouellyevasijaelk. Pozwól, że teraz opatrzę Twe rany. Sprawami rodzinnymi zajmiemy się... Później. - Wymruczała niezbyt głośno, nim - nie czekając na odpowiedź - ściągnęła ze sznura gałązkę tymianku i przeżuwszy ją, rozprowadziła maść na całej powierzchni zadrapania szpecącego sylwetkę wnuczki. Jej praca, jako medyka, dobiegła końca. Pozostało tylko...
- Jesteście samotnikami? - Zapytała, podchodząc bliżej Evretta i Chmury, na uprzednio opuszczone miejsce. - Och, oczywiście, nie musicie odpowiadać, jeśli to jakieś... ściśle tajne informacje. Możecie mówić mi Revirell, należę do tutejszej watahy. - Zasiadła. - Przełęcz, co prawda, w chwili obecnej jest ziemią niczyją i bynajmniej Was nie wyganiam, jednak, gdy już odejdziecie, w przyszłości bądźcie ostrożni, kiedy zapuścicie się w górskie ostępy. Wataha prężnie się rozrasta i całkiem możliwe, że niedługo jej wpływy sięgną aż tutaj. - Wyjaśniła ostrożnie, wszakże ani nie miała złych zamiarów, ani nie widziała sensu w obronie obcego terenu. Kłamstwo również uznała za niewygodne, oznaczałoby bowiem, że banda nie potrafiła zadbać należycie o własne włości, które z czasem straciły wyznaczający granice zapach.

/tymianek > Vasija

Przełęcz

#87
Nie ufała tym obcym. Coś jej podpowiadało, że musi na nich uważać. Złote tęczówki uważnie lustrowały ich ruchy, a każde słowo zostało osobno przetrawione, Ciekawiło ją, czy są sami, czy może niedaleko stąd też jest jakaś wataha.
-Mam nadzieję, że jeszcze będziemy mogli.. poznać naszych uciekinierów.- kąciki pyska wywinęły się w uśmieszku, a kły zatopiły się w mięsiwie. Tak, potrzebowała jedzenia, była zmęczona, chciałaby odpocząć. Przez chwilę jej uwagę zwrócił Maelvius, zdający się dziwnie zachowywać. Jednak nie odzywała się, nie komentowała tego. Może za dużo wrażeń? Albo po prostu nie wiedział jak zareagować w takiej sytuacji, w jakiej się znaleźli?
Pochłaniała kolejne kawałki mięsa, czując jak jej brzuch wypełnia się, kojąc paskudne uczucie głodu.
-Widocznie miał dobry powód, by rzucać się z misją samobójczą na taką ilość wilków.- zmarszczyła nos i brwi, a długi język oblizał pysk. Pozwoliła Revirell, by ta zajęła się jej ranami. I tak będzie musiała udać się w końcu nad wodę, obmyć futro. Lubiła walkę, posokę, jednak jej zapach był teraz zbyt intensywny, dodatkowo sklejone futro wprowadzało ją w pewien dyskomfort. Wysłuchała słów Kruczycy i skinęła jej głową, na chwilę łapiąc kontakt wzrokowy.
-Przekażę jeżeli kogoś napotkamy. -spojrzała na Maelviusa, podnosząc się dumnie zad z ziemi. - Idziemy, co?- spojrzała jeszcze raz nieufnie na Evretta i Burzową Chmurę. Jeżeli Revirell długo by nie wracała, to oni byliby chyba pierwszymi, których by ścigała. Uśmiechnęła się jednym kącikiem pyska, a blizny zdobiące kufę zmarszczyły się. - Do zobaczenia niebawem.- Odwróciła łeb, spuściła go lekko i pognała, znikając między drzewami.

/zt


Przełęcz

#88
Słowa Revirell momentalnie rozwiały ogniste chmury uczuć Voulke, Czarnooka zakołysała nawet przydługą kitą, nie przerywając posiłku. Nie przeszkadzała jej pewność siebie babki, ani brak pytania czy chce być uleczona. Bo i po co miałaby nie chcieć? Nie rozumiała dlaczego Płomiennooka wadera nie życzyła sobie pomocy, ale nie rozważała tego, to jej sprawa i problem. Przyglądała się kątem oka poczynaniom Revirell wnioskując po chwili, że ta musiała mieć tutaj jakąś ważną rolę. Ot, cała tajemnica dlaczego nie przejęła się swoją rodziną od razu, przecież miała jakichś podwładnych! Vasija westchnęła nad własną głupotą, z rozbawieniem stwierdzając że na nic była ta cała histeria. Dobrze, że nie miała w zwyczaju okazywać od razu wszystkich swoich zamiarów, podejrzewała że przy Księżycowookiej mogło się to źle skończyć. Cierpliwie czekała obserwując inne osobniki z zainteresowaniem, tak dawno nie widziała innych wilków że teraz czuła się nawet nieco przytłoczona. Napełniwszy żołądek odeszła kilka kroków od truchła i pacnęła na zadzie, lustrując zgromadzonych przerażającymi, matowoczarnymi ślepiami niby czyjaś dusza która zstąpiła znów na świat. Wyglądała tak dziwacznie, jednocześnie piękna intrygująca, oraz szkaradna i odtrącająca z owym przerażającym spojrzeniem. Przechyliła urodziwy łeb lekko na bok, niechcący pogłębiając wrażenie upiora którym przecież nie była... chyba. W towarzystwie Revirell wyglądały obie ekscentrycznie, jedna jak negatyw drugiej, czarna o oczach zaskakująco jasnych i biała o ślepiach głęboko czarnych. Cierpliwie czekała. Przecież babka miała swoje obowiązki do wypełnienia, a ona sama mogła czekać. Nic nigdzie jej nie gnało.

Przełęcz

#89
Przysłuchiwał się prowadzonym przez pozostałe wilki rozmowom, odpoczywając i starając się uspokoić. Gniew wreszcie przygasł, pozostawiając za sobą jedynie zmęczenie i niesamowitą satysfakcję. Walka zdecydowanie poprawiła basiorowi nastrój. Znów wydawał się zadowolony, jak wówczas, nieopodal rzeki.
Powiódł wzrokiem po pozostałych, zatrzymując swe granatowe soczewki na obcych, których obrzucił uważnym spojrzeniem od stóp aż po końce uszu. Co ich skłoniło, aby im pomóc? Czy nie było to częścią jakiegoś większego, bardziej skomplikowanego planu, jaki miałby na celu wkradnięcie się w łaskę Iskier? A może byli szpiegami z innego stada i przybyli tu, by poznać ich sekrety? Choć z drugiej strony, jeżeli by tak było to raczej nie wdawaliby się w bójki z innymi wilkami...
Ta myśl nieco go uspokoiła, więc odetchnął głębiej i wstał, aby zbliżyć się ponownie do truchła i po raz kolejny wyszarpnąć kilka płatów mięsiwa. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że zgłodniał, postanowił więc napełnić żołądek. Poza tym jakaś jego część pragnęła ponownie poczuć smak krwi na podniebieniu.
Podczas posiłku rozmyślał nad tym, co się stało. Tutaj, w tej przełęczy uwolnił dziwną energię, do tej pory drzemiącą gdzieś w jego wnętrzu. Przekonał się, że może ją kontrolować, wykorzystać do swych celów. Niewątpliwie sprawiło to, że poczuł się o wiele lepiej. Czy nie świadczyło to jednoznacznie o tym, że był istotą o niebo doskonalszą niż większość otaczających go zwierząt?
Drgnął lekko, gdy zdał sobie sprawę z tego, że Sura zwraca się bezpośrednio do niego. Przełknąwszy ostatni kęs i oblizawszy zakrwawione wargi przeciągnął się jeszcze, po czym skinął samicy głową.
- Chodźmy - rzucił krótko w jej stronę. Zerknął jeszcze na Herszta i zmierzył badawczym spojrzeniem obcych, po czym swym charakterystycznym, nieśpiesznym krokiem ruszył w ślad za czarną.

/zt.

Przełęcz

#90
Wydawało się, że nikt nie zwrócił uwagi na jej upadek, co brązową znów wprawiło w dobry nastrój. W mgnieniu oka stało się to wyraźnie widoczne w jej postawie i zachowaniu. Poruszała się dużo żwawiej i energiczniej, jasne oczęta błądziły po okolicy z ciekawością, zatrzymując się na kolejnych obliczach pozostałych osobników. Wydawało się, że mimo iż otoczona jest przez całkowicie obce jej wilki, czuła się całkowicie swobodnie. Zdawała się nawet i zadowolona z takiego obrotu wydarzeń.
Zerknęła na Evretta, gdy ten wspomniał o kradzieży zdobyczy. Kąciki czarnych warg mimowolnie drgnęły, po czym wygięły się w lekkim, niech zawadiackim uśmieszku. Ona sama nie postrzegała tego jako kradzieży. Nie widziała w swym zachowaniu niczego złego, wszak jej rodzinne stado dopuszczało się podobnych czynów odkąd pamięta. Ot, skorzystała z okazji. Każda metoda jest dobra, jeżeli pragnie się przeżyć.
Odrywała kolejne ochłapy mięsa i szybko je pożerała, chcąc jak najszybciej zaspokoić głód. Nie przejmowała się tym, że znów rozrzucała wokół siebie resztki i rozchlapywała wciąż nie zakrzepłą jeszcze posokę. Nie miało to dla niej zbytnio znaczenia. Zwłaszcza, że po głowie wciąż krążyła jej owa łania, która mogłaby stanowić idealny zapas mięsa na kilka dni. Prędzej, czy później i tak znajdzie jakąś jamę, która mogłaby stanowić dla niej tymczasowe schronienie. Mogłaby tam ukryć jelenie truchło. Mięso starczyłoby na jakiś czas, a ona nie musiałaby się martwić polowaniem i skupić na dalszym zwiedzaniu krainy.
Była poważnie ranna. Mogę się założyć, że wykrwawiła się gdzieś po drodze. Być może udałoby mi się ją wytropić? Zawsze warto spróbować.
Najadłszy się, odstąpiła od niedźwiedzia, oblizując się zamaszyście i oczyszczając tym samym część pyska z krwi i resztek mięsa. Zerknęła jeszcze raz na każdego z osobna, po czym pochyliła łeb, aby sięgnąć językiem ku obolałej łapie. Przejechała po niej kilkukrotnie a następnie wyprostowała się gwałtownie, słysząc słowa Revirell. Jej spojrzenie napotkało parę połyskujących, srebrzystych oczu, jeszcze jaśniejszych niż jej własne.
- Tak, nie należę do żadnego stada - odpowiedziała na pytanie wadery. - I doskonale rozumiem. Dziś w tych okolicach znalazłam się zupełnie przypadkiem, zwyczajnie zwiedzając tą dziwną krainę. Lecz następnym razem będę uważać, gdy znajdę się ponownie w górach.
Zamilkła na chwilę, zerkając na burego basiora, a potem odprowadzając wzrokiem dwa oddalające się czarne wilki. Sama powinna już się stąd ruszyć, jeżeli chce znaleźć tę łanię, zresztą nie lubiła zatrzymywać się nigdzie zbyt długo. Odpoczęła, zaspokoiła głód, więc mogła ruszać dalej. Wstała.
- Jeżeli pozwolisz, ruszę już w swoją stronę. Dziękuję za podzielenie się ze mną strawą. Żegnam, choć mam nadzieję, że nie na zawsze.
Błysnęła kłami w uśmiechu i skinęła czarnej łbem, po czym powtórzyła ten sam gest w stronę burego samca i śnieżnobiałego podrostka. Następnie odwróciła się i podążyła przed siebie lekkim truchtem. Zatrzymała się nieopodal miejsca, gdzie ostatnio widziała łanię, pochylając się nad splamioną juchą glebą i węsząc. Z pyskiem przy ziemi oddaliła się, podążając za śladami rannego zwierzęcia.

//zt.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron