Wodospad

#11
Trudno było powiedzieć czy rzeczywiście sam czarnowłosy samiec całkowicie przystanął na taki układ jaki pomiędzy nimi miałby właściwie od teraz zaistnieć, czy w niedalekiej już przyszłości zechciałby tylko go wykorzystać do czasu gdy osiągnie to wszystko co sobie wymarzył, by później zgładzić tych którzy mogliby pokrzyżować mu szyki bądź nawet się przeciwstawić. Tak czy inaczej białofutry na chwilę obecną nie potrafił przejrzeć jestestwa złotookiego by odgadnąć jego prawdziwe intencje, nie bez pomocy mistycznego zwierciadła które musiał pozostawić tuż zza sobą na pastwę zniszczenia, co jedynie mógł gromko przekląć w swym umyśle, do czasu gdy nie padły słowa jego kamrata by tuż za nim podążyć i zrealizować to, po co tutaj właściwie raczyli przybyć.
By wreszcie po dłużącej oraz karkołomnej dla nich tułaczce ujrzeć prawdziwy owoc ich dotychczasowych starań, zwierzynę znajdującą się tuż w zasięgu ich wygłodzonego wzroku wręcz na wyciągnięcie łapy, lecz póki co będącą poza zasięgiem łaknących świeżego jadła zębisk ~ Sugestie ? ~ Powtórzył beznamiętnie w swym umyśle owe puste to słowo, by czym prędzej stwierdzić iż nikłe były ich szanse na powodzenie, zwłaszcza we dwójkę pełniącą rolę bardziej zwiadowców niźli gromadę łowczych. Lecz jak powiadają najznamienitsi mędrcy "Lepszy rydz niż nic" dlatego warto byłoby zaryzykować, zwłaszcza iż nie mieli nic do stracenia poza swymi siłami oraz prawdopodobnie żywotem, jeżeli nazbyt prędko nie uzupełnią brakującej energii. Bez słowa, nie chcąc igrać z ich dotychczasowym szczęściem, szafirooki z wyciosanym spokojem na swoim zaś wiekowym licu, omiótł pobliską okolicę w celu wybadania najdrobniejszych szczegółów które przeto mogły umknąć złotookiemu. By chwilę później w miarę słyszalnym półszeptem podzielić się swymi wnioskami z bratnią mu duszą - Frontalny atak całkowicie odpada, póki starucha nie opuści wodopoju, zbyt wiele pewnie przeszła by dać się w taki oto sposób zaskoczyć, zwłaszcza iż nie jest znana nam głębokość. - Po czym zamilczał, po raz wtóry zwracając swoją uwagę na ich położenie, by chwilę później kontynuować - Obejście oraz atak od tyłu również odpada póki to zefir nam sprzyja w obecnym położeniu, a zatem pozostaje natarcie od strony flanki.

Wodospad

#12
Słuchając uwag swego towarzysza, złociste oczęta Lotara nieustannie śledziły poszczególne sylwetki kopytnych. Aktualnie sarny nie odznaczały się jakąś szczególną aktywnością, w związku z czym wilki nie musiały się dodatkowo borykać z ewentualną zmianą położenia potencjalnych ofiar.
- Hmm... - odmruknął wreszcie w odpowiedzi, bacznie analizując wszystkie możliwe za i przeciw; atak od flanki brzmiał całkiem obiecująco, niemniej jednak wciąż istniało duże ryzyko, że kopytne zdołają umknąć... Co prawda gęsto rosnące drzewa prawdopodobnie zdołałyby nieco spowolnić uciekinierów, aczkolwiek basiorowi naprawdę zależało na tym, by jeszcze dziś napełnić wygłodniały żołądek - zresztą nie tylko swój.
- Być może obejście nie byłoby wcale takim złym rozwiązaniem... Nie wiem, jak głęboka jest ta rzeka, ale jeżeli nawet nie odetnie sarnom drogi ucieczki, to chociaż znacznie spowolni. Gdyby jeden z nas obszedł stadko i skierował je w kierunku, gdzie siedzimy obecnie... może się udać. Ofiary nie wyczują woni przyczajonego, ale za to wychwycą zapach tego, który je okrąża. I taki obrót spraw w zasadzie powinien zadziałać na naszą korzyść, bo napędzi im to dodatkowego stracha. Sęk jednak tkwi w tym, że nie jestem pewien, czy okrążający zdąży zająć swoją pozycję na czas... - oznajmił, odchylając nieznacznie jedno z uszu ku tyłowi czaszki. Mimo wszystko gdyby plan Lotara poszedł choć trochę po myśli, wilki miały niemal gwarantowany sukces. Ach, jaka szkoda, że ma do dyspozycji tylko jednego partnera w łowach! W innym wypadku nie byłoby się nad czym rozwodzić.
Odchrząknąwszy cicho, samiec raz jeszcze omiótł szybkim spojrzeniem gromadkę potencjalnych ofiar, by ostatecznie utkwić wzrok w obliczu Malakai'a. Krótka chwila zastanowienia i dygresji najwyraźniej wystarczyła, by kruczy basior przekonał się do swojego planu i niniejszym oficjalnie uznał ją za strategię, jaką obiorą podczas tego polowania.
- Będziesz okrążającym. - obwieścił po dłuższej pauzie, i upatrzywszy sobie miejsce za krzakiem, który znajdował się nieco poniżej, odrobinę bliżej stada, samiec wskazał nań łbem - Tam ja zajmę pozycję. Spróbuj skierować stado w moją stronę. Sarny zapewne będą się starały trzymać razem i nie oddzielać się od siebie, dlatego może być to trochę trudne, ale ufam, że dasz sobie radę. Jeżeli się rozproszą to tym lepiej dla nas... Ale wtedy będziesz musiał dopilnować, by nasz cel za żadne skarby nie zawrócił. - oświadczył, aczkolwiek skrzywił się niejako, gdy uświadomi,ł sobie, że tak naprawdę wymienił same oczywistości doświadczonemu już przecież łowcy.
- Gdyby jednak coś poszło nie tak i sarny odbiegną w inną stronę... Spróbuj skierować je do rzeki. Albo utkną na brzegu, albo wskoczą do wody, co je spowolni, więc wtedy powinienem zdążyć do was dobiec. Jakieś pytania? Uwagi? - zagaił jeszcze, mimo ułożonej już w głowie taktyki wciąż otwarty na wszelkie sugestie. Co dwie głowy to nie jedna; być może Lotar przeoczył coś, jakiś szkopuł czy kruczek? Zawsze warto pytać się innych o zdanie - zwłaszcza zaufanych, doświadczonych towarzyszy.

Wodospad

#13
Uważnie oraz z rozwagą wysłuchał słów, będących zarazem ostatecznym rozwiązaniem na jakie oboje musieli przystanąć aby zdobyć upragniony posiłek, do czasu gdy złotooki zamilczał przedstawiając klarownie swój misterny plan, na jaki białofutry zareagował nijak pozostając niewzruszonym niczym jakiś prastary monument, by po jakiejś chwili tajemniczej zwłoki unieść jedną brew (jakby w ogóle takie posiadał) w akcie prawdopodobnej dezaprobaty, po czym przenieść swoje spojrzenie w stronę ich przyszłych ofiar, o ile dzisiaj im się poszczęści aby takowymi zostały.
Jak to bywało w jego przypadku, trudno było rozgryźć nad czym skrupulatnie on sam teraz rozmyślał, pozostawiając kruczego towarzysza samemu sobie na pastwę irytującej prawdopodobnie bezradności, by nadal w bezowocnym geście skupiać swoje szafiry ma celach po które musiał osobiście się pofatygować i w tym oto przedsięwzięciu leżał cały jego problem a dokładniej sekret, którego póki co nie zamierzał zdradzać. Bo wszakże nigdy nie uchodził za znamienitego woja a tym bardziej łowcę i choć jego umysł potrafił znacznie więcej aniżeli nadszarpnięta już zębem czasu sylwetka, to jednakże nie potrafił z tym jakoś się pogodzić, być może chodziło o jego dumę a może coś znacznie więcej ?
Ty to zrób – Rzekł bardzo pewnie, jakby tonem któremu nie należało się sprzeciwiać, by chwilę później zatrzymać swoje chłodne soczewki na posturze młodego lupara, wyczekując jego reakcji jaka poniekąd musiała nastąpić, zwłaszcza w usłuchaniu jego polecenia.

Wodospad

#14
Stadko saren złożone z kilku osobników wciąż pasło się na leśnej polanie, dalej całkowicie nie wiedząc o obecności drapieżników przyczajonych w zaroślach. Łowcy mieli szczęście, wiatr bowiem wiał w przyjaznym im kierunku, nie niosąc ich woni ku czujnym, miękkim nozdrzom kopytnych. Zwierzęta korzystały z uroków otoczenia. Tylko kilka młodych, zapewne tegorocznych samców zabawiało się udawanymi pojedynkami, być może wprawiając się przed wiosennym okresem godowym. Reszta albo zaspokajała pragnienie, chłodziła się w jeziorku lub potoku, albo pasła się źdźbłami traw, jakie się jeszcze ostały. Tegoroczna zima była o wiele łagodniejsza, las wciąż był w stanie wyżywić roślinożerne zwierzęta, a nawet całe ich stada, bez większego problemu. Zasoby roślin były o tej porze nie tak obfite, jak latem, ale nie było ich też na tyle mało, aby zwierzętom można było policzyć żebra, za wyjątkiem oczywiście tych chorych, zbyt słabych, aby wyzbierać sobie odpowiednią ilość pożywienia.
Wydawało się, że przystanek na popas miał trwać jeszcze długo, ale wśród takich zwierząt nigdy nie wiadomo, kiedy zerwą się do biegu, lub przystąpią do dalszej drogi.

Wodospad

#15
Pomimo że Lotar zazwyczaj potrafi przewidzieć rozwój wypadków, to trzeba jednak przyznać, że takiej odpowiedzi ze strony Malakai'a się nie spodziewał. Mieli mało czasu a wspólny cel, dlatego moment ten nie należał do najlepszych na wszczynanie kłótni. Umilkłszy na krótką chwilę, złotooki obdarzył towarzysza srogim spojrzeniem, by następnie prychnąć cicho niezadowolony.
- Dobra, niech ci będzie. - odparł ponuro, po czym ruszył powoli w kierunku wyznaczonego wcześniej miejsca - Skoro nie czujesz się na siłach...
Dodał na odchodnym zadziornie, stopniowo przyspieszając tempo marszu do lekkiego truchtu. Musiał w końcu w krótkim czasie okrążyć stado, a zamierzał dokonać tego bez żadnego potknięcia. Zadbał jednak o to, by dzielił go od ofiar dostatecznie długi dystans, przez co najprawdopodobniej do ich uszu nie dotrze szelest przemieszczającego się drapieżnika. Dodatkowo na korzyść myśliwego działał fakt, iż mokre, rozmiękłe podłoże skutecznie tłumiło tupot wilczych łap, zaś zbutwiałe listowie szczęśliwie nie szemrało pod stopami.
Wkrótce Lotar zajął wyznaczoną przez siebie pozycję, i wyczekawszy na odpowiedni moment, wyskoczył z ukrycia, by pomknąć prędko w kierunku stada. Za cel obrał sobie jednego z niedoświadczonych, stosunkowo młodych rogaczy, lecz fizycznie już mniej więcej dorównującemu dojrzałemu osobnikowi. Wybór ów zdeterminowany był nie tylko tym, że samiec znajdował się najbliżej mięsożercy, lecz również czynnością, w jakiej był pogrążony - mianowicie przepychankami z rówieśnikiem. Idealne warunki na wykorzystanie elementu zaskoczenia.

Wodospad

#16
wynik rzutu: 7
ID rzutu: 309037

Pościg Lotara okazał się sukcesem. Młode samce były na tyle pochłonięte przekomarzaniem, że nie zauważyły zbliżającego się drapieżnika, wystawiając się na jego łaskę i niełaskę.

Wodospad

#17
Owszem że czuł, jednakże w tym wszystkim w tej całej szaradzie jaką mieli prawdopodobnie tuż zza sobą, nie do końca był wiarygodny w tym w jaki to sposób przedstawił samego siebie. Tym samym ostatnie słowa kruczego kompana puścił mimo uchem, by chwilę później gdy tylko tamten wyruszył na łowy, białofutry zajął należne mu miejsce, które złotooki wcześniej odstąpił. Po czym całkowicie skupiony na przyszłym ataku, począł wyczekiwać stosownego momentu, by w tym samym to czasie, jak każdemu żywemu bytowi czas niespodziewanie począł nieskończenie się dłużyć. Jednakże nawet w takich chwilach on sam raczył nigdy próżnować, dlatego czym prędzej oddał się temu co najbardziej miłował, obserwacji a mianowicie dokładnej analizie tego co pragnął tutaj ujrzeć w natarciu kruczego basiora, jakie nazbyt wiele mogły mu zdradzić szczegółów, które kto wie mogły w przyszłości być całkiem przydatne i zaowocować czymś znacznie więcej niźli teraz, kiedy wydawały się dla innych zwyczajną błahostką.
Toteż całkowicie niespodziewanie, lecz nie na tyle aby zaskoczyć czyhającego nieopodal napastnika, cała dotychczasowa sytuacja niczym za mrugnięciem powieką uległa gwałtownej zmianie, tym samym sprawiając iż dotychczasowy los a być może nawet coś więcej raczyło wszechstronnie im sprzyjać, by w tym samym czasie kiedy stado kopytnych ruszyło z zaślepionym impetem wprost w paszczę innego wygłodniałego osobnika, misterny plan wszedł w życie obiecując jeszcze dzisiaj obfity posiłek. Lecz aby tak się stało wszystkie najmniejsze trybiki musiały ze sobą bezgranicznie współgrać, dlatego białofutry lupar nie mógł teraz pozwolić sobie na najmniejszą pomyłkę, ani również na chwilę zwątpienia czy zawahania, dlatego czym prędzej niczym przyczajony wcześniej tygrys, wierząc iż właściwa chwila właśnie wybiła, rzucił się w stronę nadbiegającego zwierza. Aby dokonać próby pochwycenia jego gardzieli spragnionymi świeżej posoki zębiskami oraz pod impetem własnego cielska, niczym zawodowy zapaśnik, powalić swoją ofiarę gdzie miałby dokończyć samemu lub wspólnie z kompanem dzieła.

Wodospad

#18
Chociaż Lotar dogonił upatrzonego rogacza bez większych trudności, nie pochwycił go od razu, lecz skierował odpowiednio ku miejscu, gdzie czyhał białofutry towarzysz. Ten zgodnie z planem bez większych trudności przystąpił do zabójczego ataku, umiejętnie wykorzystując całą swą masę oraz impet uderzenia. Uskoczywszy mimowolnie w bok w celu uniknięcia ewentualnej kolizji, Lotar już w następnej chwili wybił się zręcznie od podmokłego podłoża, coby dodatkowo wspomóc kompana siłą swoich szczęk. Kły czarnego basiora z zamierzenia wbić się miały w mięsisty udziec ofiary, jako że część ta jest stosunkowo wrażliwa i dobrze ukrwiona. Wilczy myśliwy pragnął zadać jak najwięcej obrażeń, ale jednocześnie przy jak najmniejszych kosztach. Nie warto ryzykować niepotrzebnymi urazami, zwłaszcza że przerażony rogacz pod wpływem adrenaliny mógłby wbrew pozorom całkiem nieźle pokrzyżować szyki napastnikom.

Wodospad

#19
1. Atak Lotara na sarnę:
Wynik rzutu: 3
ID rzutu: 309706
Modyfikator do rzutu: +1
Lotar zadaje 4 obrażeń

2. Unik sarny:
Wynik rzutu: 1
ID rzutu: 309708
Unik sarny nie powodzi się, zwierzę przyjmuje pełne obrażenia.
HP sarny: 26

3. Atak Malakai'a na sarnę:
Wynik rzutu: 9
ID rzutu: 309710
Modyfikator do rzutu: 0
Malakai zadaje 9 obrażeń

4. Unik sarny
Wynik rzutu: 8
ID rzutu: 309711
Sarna unika kłów Malakai'a
Wynik rzutu na % zniwelowanych obrażeń: 10
ID rzutu: 309714
% zniwelowanych obrażeń: 50%
Sarna przyjmuje o 5 mniej obrażeń
HP sarny: 22

5. Atak sarny na Malakai'a
Wynik rzutu: 7
ID rzutu: 309719
Modyfikator do rzutu: 1
zadanych obrażeń: 8

Atak Lotara na sarnę powiódł się. Wilk zatopił ostre kły w ciele zwierzęcia powodując rozległe rany, z których sączyły się już po chwili rubinowe łzy. Sarna nie miała nawet kiedy uniknąć pędzącego cielska czarnowłosego, ale pod wpływem bólu i utraty krwi w jej organiźmie przybyło adrenaliny. Dostrzegłszy w polu widzenia Białego, spróbowała uniknąć jego ataku - co częściowo się jej udało. Gdyby przyjęła na siebie cały impet uderzenia Ducha, jej sytuacja byłaby o wiele groźniejsza. Lotat znajdował się zbyt daleko rogów zwierzęcia, rogacz więc rzucił się ślepo w stronę jedynego napastnika, którego miał bliżej swej głowy, usiłując bronić się swoim porożem przed Malakai'em.

Wodospad

#20
A więc niecałą chwilę później szafirooki mógł poczuć na własnej skórze bolesny efekt swojej wcześniejszej szarży, co jedynie mógł skwitować siarczystym syknięciem, upustem swojego dotychczasowego gniewu oraz dotkliwego bólu jaki zagościł wraz z goryczą wymalowaną na jego masce. Najwyraźniej wcześniejsza decyzja o zmianie miejsc nie była najlepszym posunięciem, choć teraz nie miał nawet czasu na takie oto dywagacje zwłaszcza kiedy jego zaćmiony umysł musiał skupić się na czymś znacznie poważniejszym, a mianowicie uniknięciem ataków ze strony młodego rogacza oraz całkiem prawdopodobnym skończeniu swojego żywota na jego porożu.
Dlatego nie racząc ani chwili dłużej próżnować, białofutry rozpoczął krwawe tango z kopytnym posiłkiem, którego w mocy swoich własnych możliwości starał się unikać, przy czym mocniej rozjuszyć aby go zaślepić i skupić całą jego uwagę na sobie, dając potrzebny czas oraz możliwości swojemu kompanowi aby zakończył tą całą szamotaninę. Tylko dlaczego tamten tak się ociągał ?

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron