Błotniste wybrzeże

#1
Źródło: TheBrassGlass




Działalność płynącej przez tą część krainy rzeki spowodowała powstanie licznych, błotnistych przestrzeni zarówno na skraju , jak i w sercu liściastego lasu. Podłoże jest tu widocznie rozmiękłe, miejscami pozbawione trawy i innych roślin z powodu nadmiaru wody. Nie wydaje się to jednak przeszkadzać drzewom, które rozwijają się dobrze mimo obecności kałuż stojącej wody.



Rośliny: lulek czarny, mniszek lekarski, ostrokrzew kolczasty
Zwierzęta: dzik, jeleń, sarna

Błotniste wybrzeże

#2
Kiedy dotarł na tereny tej krainy, był już bardzo zmęczony. Podróżował bardzo długo, a droga nie była łatwa. Bolały go łapy oraz barki od wspinaczki. Po drodze wygubił wszystkie zebrane zioła, jedynie na karku pozostała samotna, wysuszona gałązka bez liści. Mrużył lekko swoje jedyne oko, przekrwione przez długi brak snu. Czuł, że najwyższy czas na przerwę. A okoliczny teren zachęcał do odpoczynku, w przeciwieństwie do piaszczystych wydm.
Drieschot zwolnił, pochylił łeb do jednej z wielu kałuż i napił się kilka łyków wody. Potem rozejrzał się. Wszędzie było mokro, w powietrzu czuć było charakterystyczną woń nadgniłych liści. Zapach ten przypominał mu dom, więc z przyjemnością wciągał go w nozdrza. Zmęczenie dawało mu się jednak we znaki, więc nie rozkoszował się chwilą zbyt długo. Ruszył przed siebie, rozglądając się za jakimś suchszym miejscem. Kiedy takowe znalazł, okręcił się kilkakrotnie w miejscu, po czym zwinął w kłębek, nakrywając nos ogonem. Praktycznie od razu zapadł w sen.

Gdy się obudził, był ranek. Niemrawe promienie słońca przedzierały się przez korony drzew, kładąc rozmigotanymi plamami na ziemi i futrze basiora. Drieschot otworzył ślepie i ziewnął przeciągle. Po chwili wstał i przystąpił do porannej gimnastyki, składającej się głównie z przeciągania. Sen przyjemnie go odświeżył i pozwolił na regeneracje sił. Dzięki temu mógł bystrzejszym wzrokiem omieść okolicę. Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy, to ładna kępa lulka czarnego. Widok znajomej rośliny momentalnie wprawił go w dobry nastrój, chociaż zielsko nie należało do najprzyjemniejszych. Mimo tego bez zawahania podszedł i zaczął kopać. Następnie podważył korzeń i używając samych łap, nadłamał go przy nasadzie. Zieloną część odrzucił, traciła na mocy przechowywana w formie suszonych liści. Co innego korzeń - można było długi czas mieć go przy sobie, a nawet po tym czasie, roztłuczony, potrafił puścić sok.
Gdy już ostrożnie wydobył go z ziemi, poturlał go w stronę pobliskiej kałuży, w której został opłukany. Następnie, uważając aby go niechcący nie nadgryźć, wplątał go sobie w sierść na szyi.
_________________________________________________________
Obrazek

Idealny świat jest podróżą, nie miejscem.
♒ ♒ ♒

Błotniste wybrzeże

#3
Przyprowadziła tutaj Revirell za wonią sarny właściwie, w końcu miały zapolować na coś porządnego, a to miejsce pełne było tropów. Uniosła trójkątny łeb i kiedy spojrzenie jej oczu padło na wilka, znieruchomiała. Zastanawiała się czy aby na pewno to on, skrzywiła się widząc paskudną bliznę w miejscu w którym było jego błękitne oko. Jednakże wszystko poza blizną się zgadzało więc swobodnym, pełnym gracji krokiem ruszyła w kierunku basiora. Postawę miała arogancką jak zawsze, czarną kitę zadarła w górę dając znać dawnemu przyjacielowi że jest tak samo dominująca, złośliwa i silna jak była. Na chwilę zapomniała o Revirell, podekscytowała jak podlotka z spotkania wilka, którego imię dawniej brzmiało Hawthorn. Nie żeby przyznawała się przed sobą do faktu że jest szczęśliwa z tego powodu. Skądże. W milczeniu przystanęła centralnie przed burym i nieświadomie uśmiechnęła się, znów tak makabrycznie, lecz prowokująco. Jej ogon kołysał się powoli, kiedy jedynie siła woli utrzymywała ją w miejscu, a poczucie zażenowania z swej reakcji zamykało jej pysk. Gdyby nie była taka, jaka była dałaby jakiś inny wyraz swojej radości, ale nie umiała. Pochyliła tylko łeb na wysokość karku, zupełnie tak jakby chciała zaatakować Dri.
Walkę kończy jedynie śmierć.

Błotniste wybrzeże

#4
Dwie czarne sylwetki mknęły miękko przez las, bok w bok, niby bliźniacze cienie. Z tą różnicą, że Jasnooka była znacznie mniejsza i drobniejsza. Dumnie zadzierała puszystą kitę ku górze, czując się o wiele pewniej w obecności wojowniczki. Prawdopodobnie dlatego też miast obrócić się w miejscu i zawrócić, ujrzawszy znajomą sylwetkę, zwolniła tylko kroku, by ostatecznie zatrzymać się w odległości dwóch i pół metra. Zmrużyła jasne patrzałki, mimowolnie spinając mięśnie. Jasne, że się znali. Revirell miała kontakt ze szczeniętami Rosemary już od pierwszych miesięcy ich życia. Widywała je sporadycznie, z upływem czasu coraz rzadziej. Zwłaszcza Hawthorna, który wcześnie opuścił watahę z południa.
Waderka wpatrywała się w złociste ślepie, zaś czarne lico nie wyrażało niczego poza lekkim znudzeniem, obojętnością. Nie wątpiła, że Bury całkiem nieźle ją pamięta, chociaż... Czy nie powinna być starsza? Siwizna już dawno winna oprószyć okolice warg i koniuszki łap, pysk z kolei odrobinę zmienić swój wyraz. A jednak na miejscu staruszki widniała młoda, na oko czteroletnia wilczyca, otulona płaszczem kruczoczarnego futra, gdzieniegdzie przesianego jaśniejszymi kosmykami. Cóż, mogłaby być nawet własną córką. Naturalnie, Rell nie widziała w tym niczego dziwnego, bowiem jej postrzeganie czasu było, delikatnie rzecz ujmując mówiąc, zaburzone. Mijały dni, tygodnie, miesiące, lata... Świat się zmieniał, wilki się zmieniały, ale Kruczyca wciąż była taka sama. Niezmiennie.

Błotniste wybrzeże

#5
Gdy już wszedł w posiadanie lulka, swoje kroki skierował w stronę pobliskiej kępy mniszka lekarskiego. Doskonale rozpoznawał tę roślinę nawet kiedy nie kwitła, po charakterystycznych ciemnozielonych liściach. Pochylił łeb i zerwał kilka z nich, momentalnie czując na języku lepki, gorzki sok. Nie przejmował się tym jednak, tym ziołem nie mógł się otruć. Następny zbiór, podobnie jak wcześniej korzeń, wplótł sobie w sierść.
Przeciągnął się, wyciągając przed siebie przednie łapy i wyginając grzbiet w łuk. Otrzepał się i ziewnął, po czym powiódł spojrzeniem po okolicy. To był dobrze rozpoczęty dzień. Ruszył przed siebie, ale już po kilku krokach zamarł w bezruchu. Najpierw usłyszał, niż dostrzegł kątem jedynego oka czyjś ruch. Odwrócił pysk, a jego spojrzenie momentalnie padło na zbliżającą się, czarną waderę. Na początku nie poznał jej, odruchowo spiął lekko mięśnie, czekając. Po chwili jednak, choć nieco opornie, wspomnienia zaczęły wracać. Mimowolnie jego ogon zaczął wykonywać wahadłowe ruchy na boki, a na pysk wypłynął ledwo zauważalny uśmiech. Uniósł wyżej i odwrócił nieco głowę, z łatwością czytając jej mowę ciała - jakby spodziewał się, że będzie chciała go dziabnąć z tej radości. Tak po prawdzie, to chyba nawet nie miałby nic przeciwko. Próba pozbawienia go paru kłaków, byłaby bardzo w jej stylu. - Finn... - mruknął miękko, mrużąc lekko ślepie.
Wtedy dostrzegł towarzyszkę dawnej przyjaciółki, Revirell. O dziwo, jej nie pamiętał prawie wcale. Mimo tego zesztywniał, sierść na karku stanęła mu na sztorc, przez moment błysnął kłami. Czemu miał takie złe przeczucia, co do niej?
_________________________________________________________
Obrazek

Idealny świat jest podróżą, nie miejscem.
♒ ♒ ♒

Błotniste wybrzeże

#6
- Thorn? - głos miała tak samo ponętny i pełen obietnic jak zawsze, tyle że teraz niepewny. Dlaczego się złościł na Rell? Zdecydowała się wreszcie i podeszła jeszcze ten krok który ich dzielił, ostrożnie opierając łeb na grzbiecie samca. Była szorstka, pewna siebie i złośliwa, ale nie nieczuła. Nie przyznawała się do tego, lecz bardzo się o niego martwiła. Mimo jej charakteru, Drieschot nie raz ratował Zmorze skórę o ile nie życie swoimi ziołami. Znieruchomiała, honorując burego pierwszą w swoim życiu pieszczotą okazaną samcowi i cofnęła się, zaszokowana swoim zachowaniem. To nie buc, to wyjątek od reguły. Rozluźniła się, opuściła ogon i zakołysała nim łagodnie, aktualnie zażenowana sobą. Przez całe dwa lata życia to inni okazywali jej względy, nie ona komuś i dziwił ją ów wybuch radości. Tak żeby nie było za miło, trzasnęła Jednookiego zębami w żebra, nieszkodliwie, ot tak żeby nie myślał że się zmieniła.
Walkę kończy jedynie śmierć.

Błotniste wybrzeże

#7
Uniosła jedną brew, wciąż niewzruszenie wpatrując się w samca. Och, chyba jej nie rozpoznał. Całe szczęście, nie mogła sobie jeszcze pozwalać na bójki. Jeszcze. Nic sobie nie robiąc z błyskających kłów, postąpiła kilka kroków w kierunku Burego, by ostatecznie zasiąść na rozmokłej glebie nieopodal. Swoista bariera w postaci Finnelyn dawała częściową gwarancję bezpieczeństwa, toteż na hebanowej facjacie nawet przez moment nie zagościło wahanie.
Zdziwiło Czarną nieco zachowanie wojowniczki. Czyżby jednak ktoś zdołał rozbudzić w niej coś więcej? Reakcja basiora również nie umknęła księżycowym oczętom, wszakże filigranowa panienka była dobrym obserwatorem. Zamyśliła się, skupiła na analizie sytuacji. Nie zajęło jej to wiele czasu. Skończywszy, nie ruszyła się z miejsca, w milczeniu wodząc wzrokiem po okolicy, jakby zupełnie straciła zainteresowanie towarzystwem. Drgnęła dopiero, gdy wokół nozdrzy zakręciła się woń znajomych zielsk, po czym jak gdyby nigdy nic podniosła zad i oddaliła się nieco, ku kępce lulka. Ostrożnie ujęła roślinę i szarpnęła, wyrywając. Czynność powtórzyła jeszcze kilkakrotnie, starając się pozyskać jak najwięcej surowca.

Błotniste wybrzeże

#8
To co zrobiła, zaskoczyło go. Przez pierwsze pare sekund stał nieruchomo, nie wiedząc jak zareagować, a jednocześnie czując rozlewające się po ciele miłe ciepło. Po bardzo krótkim namyśle, postanowił ten raz zadziałać spontanicznie. Opuścił więc nieco pysk, dotykając szyją jej szyi, a nosem ucha, w krótkim, pieszczotliwym geście. Nie był tego jeszcze w stu procentach pewny, ale chyba za nią tęsknił... Jeśli nie w sposób oczywisty, to przynajmniej podświadomie. Ciężko mu było jednak na zawołanie określić, co tak właściwie łączyło go (a może wciąż łączy...?) z Finnelyn.
Gdy się nieco cofnęła, spojrzał na nią z uwagą, również pozwalając sobie na kilkakrotne machnięcie ogonem. A zaraz potem musiał gwałtownie odskoczyć, w reakcji na jej niespodziewany atak. Oczywiście nie udało mu się tego zrobić na czas i dostał strzała w bok. - Finn, cholera...! - burknął, niby oburzony, ale bez szczególnego przekonania. Taaa... wszystko wróciło do normy. - Też się cieszę, że cię widzę. - mruknął, uśmiechając się lekko, po czym przejechał raz jęzorem po uderzonym miejscu.
Kątem oka zerknął na Revirell. Zainteresował go fakt, że wzięła się za zbiór lulka czarnego. Szybko jednak skupił całą uwagę na Różnookiej. - Co cię sprowadza w te strony? Czy może osiadłaś tu na dłużej? - zapytał, siadając i owijając łapy ogonem.
_________________________________________________________
Obrazek

Idealny świat jest podróżą, nie miejscem.
♒ ♒ ♒

Błotniste wybrzeże

#9
Była zadowolona z jego reakcji, w końcu gdyby tak stał jak kołek to byłoby bucowate, a on taki przecież chyba nie był. Kłapnęła szczękami, ot tak dla swojej własnej już przyjemności i także usiadła.
- Chyba zostanę, nie mam po co iść dalej. Poszłam tropami innych kiedy kraina zaczęła się robić niestabilna. - objaśniła, więcej nie musiała mówić bo jak widać drogę wybrała dobrą, była w świetnej kondycji. Jak zawsze. - Teraz myślimy o watasze, sama nie utrzymam ziem, dobrze byłoby mieć własny kąt.
Teraz jej aksamitny, zmysłowy głos zabrzmiał jeszcze bardziej kusząco, chciałaby mieć Jednookiego przy swoim boku. Był silny, radził sobie i potrafił uzdrawiać. Pewnym jest fakt że byłby cennym członkiem watahy, ponadto były też powody, które spychała na skraj świadomości. Co to było takiego? Przyzwyczajenie, przyjaźń, wdzięczność czy coś innego? Nie chciała się zastanawiać nad tym, ale i nie chciała tego urywać. Był tutaj i teraz zależało jej żeby został. Tutaj, z nią.
- Byłoby jeszcze lepiej gdybyś był ze mną. - czy właśnie uchodziła się do uwodzicielskich sztuczek czy mówiła prawdę?
Walkę kończy jedynie śmierć.

Błotniste wybrzeże

#10
Zebrawszy nieco lulka czarnego i przymocowawszy go do oplatającej szyję wyschniętej, wierzbowej witki, poczęła rozglądać się za innymi ziołami. Łeb o drapieżnych, ostrych rysach zwiesiła na wysokości barków; ogon wciąż uniesiony był nieco powyżej linii grzbietu i poruszał się lekko na wietrze. Węsząc, dreptała chaotycznie raz w jedną, raz w drugą stronę, by docelowo zatrzymać się przed pękiem mniszka. Jedną z upstrzonych pazurami łap odgrzebała nadmiar gleby, odsłaniając korzenie rośliny, aby zamknąwszy szczęki na łodyżkach, wyrwać kilka z nich. Waderka potrzepała głową na boki, pozbywając się w ten sposób ewentualnych grudek ziemi, nim dołączyła ziele do całkiem pokaźnej kolekcji. Dawno już pozbyła się starych, niezdatnych do użytku medykamentów, zastępując je świeżymi, zebranymi na terenach tejże krainy.
Rozejrzała się jeszcze, próbując zwietrzyć więcej ziół. Nie wyczuwając nic ponadto, co udało jej się już zebrać, wolnym krokiem ruszyła ku Finnelyn, u boku której zatrzymała się i zasiadła, wbijając jasne patrzałki w Jednookiego.
- Cześć. - Przywitała się, bo tego wymagały maniery, czy coś. Ot, lekko, zwyczajnie.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron