Wysokie trawy

#31
Pytanie cioci wprawiło go w lekką konsternację. Zamyślił się, rozdziawiając pyszczek. W sumie... Nie pamiętał wyglądu taty. Wiedział tylko, że nazywał się Uruz... I był bardzo silny... I bardzo miły... I bardzo go kochał. Te właśnie informacje radośnie przekazał waderze, całkowicie nie martwiąc się tym, że w sumie nie wie, jak wygląda ojciec. Chwilowo nie było to dla niego żadnym problemem. Nie wiedział o swojej niewiedzy, wydawała mu się ona normalna, toteż nie miał powodów do smutku.
Kolejne pytanie sprawiło, że całkowicie osłupiał. Mrucząc pod nosem "okolica, okolica" rozejrzał się trochę nieobecnym wzrokiem. Czy pamiętał ten teren... Hmmm, ta trawa wyglądała znajomo... Ale ta druga już nie. A może to był jego dom, tyle że bez śniegu? Ale w takim razie, gdzie podział się ten śnieg? Zamienił się w piasek czy co? Przecież był zawsze...
- Tam gdzie mieszkam jest bardzo zimno, mało jedzenia i dużo śniegu... I są takie ładne kolorki na niebie w nocy - wypalił wreszcie, z zainteresowaniem przypatrując się różowemu nosowi Jesieni. W końcu ciekawość zwyciężyła, zerwał się gwałtownie i oblizał nozdrza cioci. Badał ich fakturę, drżąc z podekscytowania. W oczach miał figlarne iskierki.
Elden som tek - Liv
ogień odbierający
Elden som gjev - Liv
ogień dający
życie
Obrazek

theme

Wysokie trawy

#32
Pędziła przed siebie najszybciej jak potrafiła. Nie kryła się ze swoją obecnością. Teraz liczył się tylko cel, zebranie jak najwięcej ziół w jak najkrótszym czasie. Te tereny nie były jej znane, dlatego kierowała się jedynie swoją wiedzą o upodobaniach ziół. To dzięki niej uznała trawy za idealne miejsce do skompletowania potrzebnych jej roślin. Całkowicie zignorowała znajdującą się tutaj waderę i szczeniaka, ba, prawie ich nie zauważyła. W dzikim pędzie spłoszyła stado bażantów i natychmiast przystała do zbiorów. Nie chciała ryzykować walki, musiała się pospieszyć i działać na tyle szybko, by wilki nie zdołały zareagować. Węsząc i nasłuchując, zaczęła wyszukiwać czosnek, krwawnik, melisę, szałwię, zrywać i wplątywać w futro. Była całkowicie skupiona na tym zadaniu, ale część jej umysłu nie chciała się zbytnio koncentrować, woląc rozmyślać na przekór waderze. Czy spotkane na wrzosowisku wadery należały do jakiegoś stada? Dlaczego zapomniała zapamiętać ich zapachu? Dlaczego? A jeśli tak, to czy groziło jej coś? Obława ze strony jakiejś watahy? Atak? Wolała nawet o tym nie myśleć. Nie umiała walczyć. Nie była wojowniczką. Może jednak powinna prosić Lokatt o schronienie? A co, jeśli w ten sposób narazi swoje dzieci na niebezpieczeństwo? A może jest bezpieczna? Może wszystko sobie wyolbrzymiła? Przecież nie będzie do końca życia trwać w paranoi. Wiele wilków jest szarych... Gdyby tak zakamuflować zapach? Zmyć barwniki? Nie były teraz jej potrzebne... Tak, tak trzeba zrobić, gdy znajdzie chwilę dla siebie. To dobre rozwiązanie. Uspokoiła się tak szybko, jak szybko się przestraszyła. Skończyła zbiory i czym prędzej ruszyła w stronę rzeki, mając nadzieję, że wadera nie będzie jej ścigać.
//z.t

Wysokie trawy

#33
Północ - o ile malec mógł się najprościej urodzić w zimę i nie pamiętać nic poza dużą ilością śniegu, tak z tego co słyszała, tylko tam można spotkać, jak to określił Naudir "ładne kolorki na niebie w nocy". Pokręciła głową, "zdziwienie" w tym przypadku byłoby niedopowiedzeniem. Co by nie mówić to miejsce musiało być naprawdę daleko stąd.
- To jak Ty się u licha znalazłeś na tej pustyni? - zadała pytanie, które jako pierwsze jej się nasuwało, lecz właśnie w tym momencie malec niespodziewanie polizał ją po nosie.
- Ej - zaśmiała się szturchając go łapą. Nastawiła uszy, słysząc, że coś zbliża się w stronę polany na której się znajdowali. Początkowo dźwięki nie wzbudziły u niej większych podejrzeń - ot, jeleń przebiegający gdzieś przez las, lecz gdy coraz bardziej zaczęły przybierać na sile skojarzyły jej się bardziej z szarżującym dzikiem albo jakimś młodym bizonem. Gwałtownie wstała, starając się wypatrzeć pomiędzy drzewami coś, co pomogłoby określić cóż to tak naprawdę takiego i jak powinna zareagować.
- Uważaj - uczuliła go, gotowa aby w razie potrzeby przeciągnąć szczenie na bok. Jednak to co chwilę później wyłoniło się spomiędzy drzew i porastających skraj lasu krzewów nie było żadnym ze zwierząt o których wcześniej pomyślała tylko ... wilkiem. Dokładniej waderą, całkiem spora waderą, która w dodatku zdawała się całkowicie ich nie zauważać. Jesień śledziła wzrokiem każdy najmniejszy ruch wykonany przez szarą, odruchowo napinając mięśnie, ale tamta zdawała się całkowicie pochłonięta swoimi sprawami. Chyba była jakąś zielarką albo uzdrowicielką ... bo w innym wypadku po co byłoby jej całe to zielsko, które zrywała? Poza tym, po dłuższej chwili brązowawa dostrzegła także, że futro przybysza nosi ślady użycia barwników, co tylko utwierdziło ją w tym przekonaniu - bowiem wilki zajmujące się właśnie tego typu nieinteresującymi profesjami ze starej watahy zielonookiej także barwiły futro w podobny sposób, co nadawało im nietypowego, fascynującego wyglądu. Nie inaczej było i w tym przypadku.
O, zatrzymała się. Czyżby w końcu dotarło do niej, że nie jest tu całkiem sama? Okazało się jednak, że starsza wplatała tylko zebrane rośliny w swoją sierść i już po chwili, zniknęła w gęstwinie lasu tak szybko jak się pojawiła. Deszczowa wpatrywała się jeszcze chwilę w miejsce w którym zniknęła i gdy upewniła się, że szara nie ma raczej zamiaru wracać, padła bokiem na trawę.
- Słodki Rianallu, zawału można dostać. - mruknęła, wspominając przy okazji o jednym z górskich bożków, którym cześć oddawała kiedyś jej rodzinna wataha.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Wysokie trawy

#34
Ze zniecierpliwieniem czekał na reakcję cioci, ta jednak tylko szturchnęła go łapą i zaśmiała się. No cóż, spodziewał się czegoś innego, czegoś bardziej ciekawego. Trudno. Nie odpowiedział na pytanie Jesieni, myśląc, że zadaje je ona samej sobie. Zamiast tego z entuzjazmem przewrócił się i zaczął przyglądać się własnemu brzuchowi. Wyglądał zwyczajnie, był mięciutki i kosmaty, no i pachniał tatusiem. Wpatrywanie się w niego przez dłuższą chwilę stało się jednak nużące, toteż po jakimś czasie szczeniak zaczął rozglądać się wokoło. Musiał jednak przyznać, że świat z tej perspektywy był wyjątkowo nudny. Przymknął więc oczka i zaczął wsłuchiwać się w otoczenie. To było znacznie ciekawsze, ten głośny tupot bardzo go zaintrygował. To mógłby być niedźwiedź. Naudir nasłuchał się wiele opowieści o nich. Były silne i groźne. Tak jak tatuś.
- Ciociu, a wiesz że mój tato umie sam pokonać nie... - zaczął zmyślać kolejną bajkę, ale Jesień przerwała mu ostrzeżeniem. Po co? Przecież był duży, na tyle duży, że z pewnością zdoła pokonać nawet dzika. No, może z lekką pomocą cioci. Ale taką maciupeńką.
- Woooow - z jego małego gardziołka wydał się nagle okrzyk zachwytu, kiedy na polanę wbiegła wadera. Musiała być kimś bardzo ważnym. W końcu chyba tylko takie wilki mają fioletowe futro. O właśnie! On też chciał mieć taką sierść. Niebieską! Albo czerwoną! Albo zieloną! Albo wszystkie naraz! Chciał podbiec to nieznajomej i zapytać o tajemnicę kolorowego włosia... Ale ciocia chyba by się zdenerwowała. Poza tym tamta druga była szara. Czyli dobra, ale może być zła. Czyli zła, ale może być dobra. Ech, to było zbyt trudne na jego możliwości. Sprawę przypieczętował fakt, że podczas jego rozmyślań wadera zdołała już zniknąć. Natychmiast się zasmucił, jakby była to życiowa tragedia. Ale ciocia z pewnością wie coś o kolorkach. Ciocia jest mądra. I miła.
Uśmiech wrócił na jego pysk, by po chwili ustąpić miejsca zaciekawieniu, które pojawiło się po wypowiedzi Jesieni.
- Co to Rianall? Kim jest zawał? Czemu tamta wadera miała fioletowe futro? Jak to się robi? - zarzucił ciocię gradem pytań, niecierpliwie wyczekując odpowiedzi.
Elden som tek - Liv
ogień odbierający
Elden som gjev - Liv
ogień dający
życie
Obrazek

theme

Wysokie trawy

#35
Nie miał pojęcia gdzie się znajduje, wszędzie dookoła trawa, wysoka trawa.. jak on miał wiedzieć gdzie zmierza? Wiedział jedno na pewno, zrobiło się sucho, znacznie bardziej niż przed kilkoma dniami, co niezbyt mu pasowało. Wodził nosem blisko przy ziemi, usilnie próbując wpaść na jakiś trop, czegokolwiek, co byłby w stanie pochwycić i chociaż na chwilkę zapełnić pusty od dłuższego czasu żołądek. Każdy dobrze wie, że szczenięta nie powinny przemierzać świata same, zwyczajnie nie dadzą rady, zdechną.. Zdawał sobie sprawę ze swojego kiepskiego położenia...
- Wcale tak nie mów... - Burknął cicho do siebie, głos mówił mu, że czeka na niego wielka nagroda, jeżeli odpuści.. Wiedział.. wiedział, że nie może zaprzestać.. musiała tu być nawet jakaś padlina.. cokolwiek.. co by chociaż na kilka godzin poprawiło jego sytuacje.. W pewnym momencie jego ciało odmówiło posłuszeństwa.. musiał się skulić, ból był przepotworny. Jednym słowem skręcały mu się kiszki. Jednak nie pisnął, nie wydał z siebie żadnego żałosnego odgłosu.. "Muszę być silny.. dam rade" Myślał o czymś innym, byle tylko nie popłakać się.. Potrzepał łbem siedząc dłuższą chwilę, wrócił do niuchania dookoła siebie.. chyba coś poczuł! Tak tak tak! Jednak po chwili namysłu zdał sobie sprawę, że znał ten zapach.. bażant... nie da rady tego złapać... a może? Spojrzał w górę.. w niebo.. przymknął swe fioletowe oczka tylko po to, by wspomnieć rodzicielkę.. starszego wilka.. cicho prosić o jeszcze kilka chwil... Bo skąd młody miał wiedzieć, że tak naprawdę to nic nie da? Ból zelżał, przestał wiercić w jego wnętrzu.. podniósł się chwiejnie na łapki.
- NIE! - Warknął głośno sam na siebie, usłyszał jak coś zrywa się w krzakach jakieś 10.. 15 metrów od niego. "Brawo... kolacja przepadła.. zadowolony?" Czekał chwile rozglądając się jeszcze... czekając na odpowiedź, którą uzyskał... "Tak.."... Był to jego własny, wewnętrzny głos, tylko głębszy i bardziej irytujący.. Westchnął znów niuchając... nic... Nieświadomie obrał kierunek wilków.. zapewne po drodze trawa stanie się niższa.. bo ta to naprawdę.. kolos.. x.x

Wysokie trawy

#36
Przymknęła na chwilę oczy, lecz zaraz ponownie je otworzyła słysząc lawinę pytań, która padła z pyszczka Naudira. - Rianall to Pan wiatru i wszystkich górskich terenów. - przekręciła się na plecy przytaczając niemal słowo w słowo to co kiedyś jej wpajano. - Fioletowe futro ... To był pewnie jakiś barwnik, z tego co pamiętam używa się do jego wytwarzania głównie roślin ... Nie znam się na tym zbyt dokładnie, ale jeśli chcesz spróbować, to możesz wytarzać się w trawie, będziesz zielony. - wyszczerzyła kły w uśmiechu spoglądając na szczeniaka. Była prawie całkowicie pewna, że malec będzie chciał to zrobić, w sumie ... na jego białawym futrze efekt powinien być dość dobrze widoczny.
W najbliższej okolicy znajdowało się wiele mniejszych zwierząt, które od czasu do czasu przebiegały przez geste, miejscami wyjątkowo wysokie trawy, więc nie zwróciła większej uwagi na to, że pojawił się tu ktoś całkiem nowy. Zapewne częściowo było to spowodowane niewielkimi rozmiarami gościa, przez co dźwięki, które dało się dosłyszeć gdy ten brnął przez bujną roślinność nie wzbudziły jej czujności, w pewnym sensie nawet "wtapiały się w tło". Jesień po raz kolejny zamknęła oczy chcąc wykorzystać tą chwilę spokoju na odpoczynek... może nawet na drzemkę? Kto wie ...

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Wysokie trawy

#37
Ku jego uciesze trawa zaczynała się tu robić niższa. Odetchnął pełną piersią, dopiero teraz wyczuł dwa zapachy.. chyba to były jakieś wilki.. a może jakiś inny zwierz? Przystanął nasłuchując.. zdołał usłyszeć jakieś jedno ostatnie słowo, ale było ono tak ciche, że nie zrozumiał jego znaczenia. Nie wiedział z jakiego powodu ogarnął go niepokój, wielki, pochodzący z bliżej nieokreślonego miejsca wewnątrz niego samego.. nie mógł zmusić się by zrobić krok w przód, ani też do ucieczki w drugą stronę.. Zwyczajnie stał i nasłuchiwał.. " Co to jest.. Kto?" Był ciekawy, chciał poznać nieznajomych, może oni mu pomogą? A za razem nie chciał, bał się.. Tyle sprzecznych emocji w nim grało, że nie umiał podjąć decyzji o wyłonieniu się.. Oddychał znacznie szybciej, łapki mu drżały, a mięśnie które miał były napięte do bólu.. do granic własnych możliwości.. Całą tą jego bitwę przerwał kolejny skurcz, ból brzuszka, który tym razem wydarł z jego pyszczka skomlenie i ponownie zmusił go do skulenia się.. był spragniony.. głodny, a to że oddalił się od wody nie dodawało mu szans. Zawsze mógł się napić, by chociaż na chwilę przerwać bolesne napady.. położył kremowy łebek na pogiętych źdźbłach trawy. Uszka położył po sobie, wyglądał jak półtora nieszczęścia, jeżeli nie gorzej.. "Tak tak.. połóż się, zamknij oczka i śpij.. śpij.. matula po ciebie przyjdzie" Słysząc te, nie do końca pozytywne słowa we własnej malutkiej główce tym razem sam zapiszczał, jakby wołał kogoś... kogokolwiek, zapominając o strachu, o tym co jeszcze kilka chwil temu trapiło jego osobę.. po prostu chciał z tego wszystkiego żyć, zakończyć farsę, którą sam zaczął..

Wysokie trawy

#38
Jesień leżała na trawie rozpamiętując ostatnie wydarzenia - nie mogła uwierzyć, że to wszystko stało się w tak krótkim czasie. I gdzie u licha podział się ten nieszczęsny Wicher? Przecież nie mógł tak po prostu rozpłynąć się w powietrzu. Oby miał dobrą wymówkę - pomyślała lekko poirytowana. Nie miała zamiaru mu tego odpuścić, basior będzie musiał to wszystko wyjaśnić, gdy tylko w końcu się pojawi ... jeśli się pojawi. Westchnęła cicho mocniej zaciskając powieki. Starała się oczyścić umysł, ze wszystkich natrętnych i niepokojących myśli aby zaznać choć chwilę spokoju i po jakimś czasie w pewnym sensie nawet jej się to udało - przysnęła, jednak nie było jej dane odprężać się w ten sposób zbyt długo. Do uszu samicy dotarło nagle coś co raptownie, niemal boleśnie wyrwało ja z tego stanu.
Słysząc lekko przytłumiony pisk dochodzący gdzieś z okolicy otworzyła oczy aby zerknąć na Naudira - była bowiem przekonana, że to właśnie on wydał ten dźwięk. Nie dostrzegła jednak nic niepokojącego ... może się przesłyszała? Albo robiła się już trochę nadopiekuńcza - zaśmiała się do siebie gdy tylko przyszło jej to do głowy. Doprawdy, byłoby to niebywałe zjawisko w przypadku Jesieni. Poprawiła pozycję w której leżała i skoro wszystko było w porządku nie miała oporów przed ponownym zamknięciem oczu i powrotem do przerwanego odpoczynku.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Wysokie trawy

#39
Właśnie, gdyby jeszcze ten dźwięk wydał znajomy jej szczeniak.. ale to był ktoś zupełnie obcy.. Zastanawiał się, dlaczego nikt go nie usłyszał? Dlaczego nikt nie zareagował na jego wołanie? Może.. może to kolejne urojenia podsuwane mu pod nos? Czyżby był aż tak odwodniony? Oblizał swój nosek, pyszczek.. nie.. nie był aż tak bardzo spragniony.. Zadrżał zamykając oczka, pozwalając im stać się na tyle wilgotnymi, by mogły spokojnie zmoczyć jego futerko.. nie kontrolował tego jak się teraz czuł, jak beznadziejny wydawał mu się ten wielki świat.. Poruszył łapką, a potem delikatnym ruchem przetarł pyszczek.. nauczył się tego gdy natrętne muszysko nie chciało zejść z jego noska.. " Nie płacz, nie płacz.. nie roń kolejnych łez.." Starał się jakoś, jakkolwiek podnieść na duchu.. Musiał utwierdzić się, że nikogo nie ma.. Zdobył się na głośniejsze piśnięcie, chciałby, żeby jednak to nie było urojenie.. by ktoś tam był.. ktokolwiek.. Nie otwierał fioletowych oczek, oddychał niezwykle szybko, może ze zmęczenia, może ze zdenerwowania.. Przez jego główkę przechodził grad myśli, jednak gdy zawiał chłodny wiaterek, który muskał jego futerko niczym matka językiem... uspokoił się, na tyle ile mógł..
- Ja...ja nie chcę... - Wydał z siebie cichy szept.. nie.. nie umierał, absolutnie.. Zwyczajnie przeżywał swego rodzaju załamanie małego świata, odpocznie i będzie mógł iść dalej.. chyba..

Wysokie trawy

#40
Samica przemieszczała się miarowym tempem, z gracją przestępując z łapy na łapę. Dwukolorowe ślepia powoli, leniwie wodziły po zmieniającym się krajobrazie, niby próbując wypatrzyć coś ciekawego, jakąś oznakę życia. Przedarłszy się przez gęsty las, wkroczyła na tereny stanowiące wyraźną granicę oddzielającą puszczę od pobliskich wydm. Wysokie trawy utrudniały bezszelestne poruszanie się, ale doświadczona wadera nie miała z tym najmniejszego problemu, gdyż praktykowała to wielokrotnie podczas swego krótkiego żywota - delikatne kroki omijały wszelkie przeszkody znajdujące się na podłożu, a zwinne ciało wręcz prześlizgiwało się wśród soczyście zielonych źdźbeł.
Nos podrażniła mieszanina woni, a do uszu dotarły przytłumione rozmowy kilku osobników. Otrzymane informacje pozwoliły jej określić, iż na pewno przebywa tam przynajmniej jedno szczenię oraz dorosły. Sama podróżowała pod wiatr, przez co nie mogła zostać od razu wykryta.
Przystanęła na moment, obmyślając plan działania. Po chwili ruszyła, z jeszcze większą ostrożnością i skupieniem, skracając dystans pomiędzy gromadką do możliwego minimum. Teraz mogła dokładnie przyjrzeć się wilczycy oraz dwojgu szczeniąt. W dodatku wszyscy odpoczywali… Ukazany w nieprzyjemnym uśmiechu ostry kieł błysnął, by ułamek sekundy później Sentrosi wypruła przed siebie, doskakując do Akashy i zaciskając zębiska na jego karku. Uniosła szczenię, szykując się do wymarszu. Gdyby Deszczowa nie zareagowała, natychmiast by je wyniosła.

Vouellyesentrosyiaelk córka Vouellye'sheneayealke i Reevera

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron