Wysokie trawy

#21
Odprowadziła spojrzeniem szarawego basiora, beznamiętnie przyglądając się malejącej sylwetce, aż ta nie zniknęła zupełnie, przesłonięta gąszczem bujnej roślinności. Wciąż się wahała, lecz nie było odwrotu, nie mogła pobiec za nim i powiedzieć, by nie odbierał jej wnuka. Czy poza Płomieniem ostał się w jej życiu ktoś, kto kiedykolwiek był bliski? Po śladach odnalazła ją Finnelyn, której nie było już; odeszła bez słowa. Inni zaś… Och, jej jedyne szczenię, choć nie krew z jej własnej krwi, umarło wraz z ostatnim tchnieniem Yggdrasila, osieracając trójkę potomków. Gdzie teraz byli? Co się z nimi działo? Ostatni z rodu Ellye, gdzie poprowadził was fałszywy Los? Był też duchowy brat, niby odbicie w zwierciadle, ale jego nie było już, nie było go… Gdzie byli dawni przyjaciele, gdzie był… Och, gdzie był Zielonooki? Czy żył wciąż? Na myśl o głębi Jego spojrzenia, serce zabiło mocniej.
Z zamyślenia wyrwał ją głos Dzierzby i kojąca woń, która otarła się o nozdrza. Revirell zamrugała, odwracając klin łba ku samicy i wlepiła blade ślepia w jej lico, nim powoli zsunęła je ku trzymanemu zielu. Przez ułamek sekundy na dnie bliźniaczych księżyców dało się dojrzeć lata doświadczeń, niby ciężkie brzemię niesionych przez Czarnowłosą. Całość doprawiona szczyptą przygnębienia i tęsknoty, niezwykle szybko zniknęła, pozostawiając po sobie okrutną, bezwzględną pustkę. Zdawać by się nawet mogło, iż było to ledwie złudzenie.
- Melisa. Działa uspokajająco, ba, rzekłabym, że wręcz otumaniająco, rzecz jasna w większych dawkach. Oczyszcza też organizm z toksyn, jest więc całkiem dobra do leczniczych mieszanek. – Wyrecytowała, jak przystało na chodzącą encyklopedię roślin. – Przydatne. Też powinnam zebrać nieco ziół, miejsce jest ku temu idealne.
Zamilkła, wstając powoli i ruszając do pierwszego krzaczka, który znalazł się zasięgu wzroku. Padło na krwawnik, licznie porastający teren. Gałązki zrywała niesamowicie ostrożnie, z wyuczoną wprawą, uprzednio odsłoniwszy korzenie. Otrzepane z grudek ziemi, delikatnie wieszała na splecionym niegdyś z wierzbowych witek sznurze, kilkukrotnie oplatającym kark. Rytuał powtórzyła z wonną melisą, cudną szałwią, a także niezastąpionym, choć nieznośnym w smaku czosnkiem. Gdy zbiory zostały uzupełnione, wróciła na miejsce niedaleko wader, gdzie zaległa.
- Macie jakieś plany na najbliższą przyszłość? Co sądzicie o wspólnych łowach?

Wysokie trawy

#22
Z uwagą obserwowała, jak starsza samica zrywa zioła, po czym ruszyła w jej ślady. Niezbyt rozumiała, po co miałaby się jej przydać jakaś trawa, ale kto wie, być może kiedyś będą potrzebne. Niezgrabnie wplotła melisę w swoje futro i zebrała dokładnie te same rośliny, co Revirell. Zioła zbierała powoli, ostrożnie, ale bardzo niepewnie i niezgrabnie, bez wprawy. Wyrwała wraz z korzonkami szałwię, krwawnik i czosnek, badając zapach każdego zielska i klnąc cicho pod nosem, gdy próbowała wpleść kolejne rośliny w futro. W końcu odsapnęła głośno, wreszcie zadowolona z efektu. Dopiero teraz dotarło do niej pytanie Revirell. Czy miała jakieś plany na przyszłość? Czy ta wadera próbowała ją zwerbować do watahy? Wzdrygnęła się mimowolnie. A co, jeśli Kos się zgodzi? Nie chciała przebywać z nią codziennie. Prychnęła cicho, wbijając w matkę swoje spojrzenie. Z drugiej strony, to dawało świetne okazje... Zaraz, zaraz. Czy ona była naprawdę aż tak głupia, że sądziła, że Zięba ot tak jej wybaczy? Że to wszystko skończy się na jednym ciosie i chwili rozmowy? Nie, Dzierzba wcale nie przeżyła przemiany. Dalej pragnęła zemsty. Nie czuła do Kos nic, poza mocno skrywaną nienawiścią. Żyła zemstą, żyła dla tej chwili, kiedy zatopi kły w gardle matki. I nie zapowiadało się na to, żeby to się zmieniło. Uśmiechnęła się w duchu i oblizała językiem spragnione krwi kły. Miała już plan, perfekcyjny pod każdym względem. Teraz wystarczyło tylko czekać na odpowiedni moment... I zdobyć zaufanie Kos.
- Mamo, uważam sprawę za zamkniętą. Zrozumiałaś swój błąd. Cierpiałaś tak jak ja. To wystarczy. Nie chcę już twojej śmierci. Nie oczekuję, że nagle postarasz się wynagrodzić mi tamte lata. Nie liczę na to, że nagle zapałasz do mnie matczynymi uczuciami. Po prostu chcę spokoju i co najmniej neutralnych stosunków. Nic więcej - oznajmiła cicho, by usłyszała ją tylko Kos, starannie maskując emocje i kłamiąc tak gładko, że prawie sama w to uwierzyła.
- Nie mam zbytnio planów, toteż z chęcią zapoluję. Jeśli macie ambicje zapolować na grubszą zwierzynę, znam dobre miejsce, dosyć niedaleko stąd. Zaprowadzę was tam - powiedziała spokojnie, starając się zachować dumę i powagę - a przy tym zaimponować Revirell. Po chwili, nie oglądając się za siebie i nie sprawdzając, czy wszystkie wadery nadążają, ruszyła w stronę trzęsawisk.
// z.t + Kos i Revirell

Wysokie trawy

#23
Evrett zawędrował zdecydowanie dalej, niż na początku planował. Kręcił się co prawda przez chwilę niedaleko wodospadu, ale po zaspokojeniu pragnienia, nie znalazł w okolicy niczego co na dłużej przyciągnęłoby jego uwagę - tu natomiast było inaczej. Już na wstępie, w oczy rzuciła mu się melisa, rosnąca sobie spokojnie w otoczeniu pobliskich traw. Co prawda miał już jej trochę w swojej kolekcji, ale ... wyglądała tak kusząco, że grzechem byłoby ją tu zostawić. Bardzo podobnie miała się także sprawa z krwawnikiem, z tym, że tej rośliny miał już tyle, że spokojnie wystarczyłoby dla kilku wilków - niestety, nawet to nie zdołało go powstrzymać, przecież w końcu - Zawsze może się przydać.
Niespiesznie przemieszczał się dalej wdychając przyjemny zapach różnorodnych traw, jednocześnie rozglądając się w poszukiwaniu coraz to nowych ziół - co chwilę zatrzymywał się, aby zbadać coś, co wydało mu się w tamtym momencie choć trochę interesujące. W końcu, gdy udało mu się już zaspokoić zbierackie potrzeby - dzięki czemu miał teraz przy sobie także czosnek oraz szałwię - położył się na przyjemnie miękkim, trawiastym podłożu, aby chwilę później z błogim zadowoleniem się w nim wytarzać. Gdy skończył, wziął głęboki wdech, ciesząc się ciszą, nie zakłócaną przez żadne rozmowy, żadne problemy ... słychać było tylko odgłosy tak charakterystyczne dla lasu ... śpiew ptaków, pojedyncze podmuchy wiatru poruszające drzewami, zeschłymi liśćmi, futrem - dawno nie było mu dane oddać się temu, jakże przyjemnemu zajęciu. Zdawał sobie sprawę z tego, że ktoś był tu jakiś czas temu ... czy przypadkiem nie spotkał się już wcześniej z niektórymi z tych zapachów ...? Niestety, były one już na tyle zwietrzałe, że brązowy nie był w stanie dokładnie tego określić. No ale cóż, trudno, kimkolwiek byli ci nieznajomi, z pewnością dawno opuścili to konkretne miejsce.
Po jakimś czasie, jedno z uszu basiora drgnęło, a on sam wstał, aby chwilę później powoli podążyć, za niewielkim stadkiem rozbieganych bażantów, które właśnie przed chwilą tędy przemknęło, a teraz, te średnich rozmiarów ptaki burszowały w trawie kilka metrów dalej. Ruszył przed siebie, nie siląc się nawet na to aby kurowate go nie zauważyły - wręcz przeciwnie, chciał je spłoszyć. Nie był jakoś specjalnie głodny, więc i nie dbał o to czy uda mu się któregoś z nich złapać, miał być to swego rodzaju trening... a raczej forma rozrywki. Gdy znalazł się dostatecznie blisko, spróbował pochwycić tego rdzawobrązowego ptaka, który akurat, na swoje nieszczęście, znalazł się w odpowiedniej, niezbyt dużej odległości.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Wysokie trawy

#24
Wynik rzutu: 4

Ptak, który akurat był najbliżej Evretta miał wyjątkowo zły, pechowy wręcz dzień. Gdyby zerwał się tylko odrobinę wcześniej, gdyby zawędrował nieco dalej udałoby się mu uciec.. A tak tymczasem basior złapał go z łatwością, odcinając drogę i możliwość ucieczki. Wilk mógł bez przeszkód podjąć próbę upolowania ptaszyska, sięgnąć szczekami ku jego miękkiej szyi albo rozorać pazurami brzuch, chyba, że zdecyduje się go wypuścić.. Ale takie rzeczy rzadko kiedy zdarzały się w przyrodzie.

Wysokie trawy

#25
Brązowy basior, początkowo miał zamiar puścić wolno bażanta, lecz przez tą krótką chwilę, jego nastawienie trochę się zmieniło. Postanowił, że nie będzie jeszcze wracał w okolice nory, i tak na zbyt wiele by się tam nie przydał, zamiast tego miał zamiar pozwiedzać trochę okolicę - w końcu znajomość sąsiednich terenów była dość istotną sprawą, dającą czasem przewagę w wielu kwestiach, tym bardziej, że ostatnio, z tego co udało mu się zauważyć kręciło się tu coraz więcej wilków ... więc przekąska na drogę wydawała się całkiem niezłym pomysłem, a tak się akurat składało, że ten ptak nadawał się na nią prawie idealnie. Nie chciał zbytnio męczyć swojej ofiary, więc wiec od razu sięgnął kłami ku jej brązowawej szyi.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Wysokie trawy

#26
evrett - atak na bażanta 10
bażant- unik - 1 - porażka
bażant przyjmuje 10 obrażeń

bażant- atak na evretta 1 - porażka

Polowanie udane.

Ptaszysko było na tyle przerażone i zaskoczone, że nie zdołało umknąć przed wilczymi kłami, które po chwili rozorały jego szyję odsłaniając tętniącą czerwień. Wraz z cieknącą posoką uciekało życie bażanta w nieubłaganym wręcz tempie. Ptak podjął próbę obrony, zaatakowania napastnika, ale nie zdołał zareagować na czas, na dodatek Evrett trzymał go uziemionego w takiej pozycji, że ten nie miał żadnej możliwości ruchu. Po kilku chwilach wszelki ruch ustał i przed wilkiem leżało tylko świeże, wciąż jeszcze gorące ptasie truchło.

Wysokie trawy

#27
Szybko poszło - chociaż w sumie to tylko bażant, nic wielkiego. Bury położył się obok ciała swojej ofiary, bez najmniejszego pośpiechu, w swoim własnym tempie pozbywając się piór stojących mu na drodze do tego co nadawało się do jedzenia. Marzyło mu się polowanie na coś zdecydowanie większego niż leżący przed nim ptak... może jakiś dzik, kozica ... do jeleni nie był zbyt pozytywnie nastawiony, wszystkie, które do tej pory napotkał w tej krainie były dość dziwnie, jeśli tak można to właściwie ująć, ale za to kozica byłaby ciekawym wyzwaniem. Góry nie należały do najprzyjemniejszych miejsc w których można coś upolować, tym bardziej, jeśli ma się do czynienia z tak zwinnym zwierzęciem, które świetnie potrafi poruszać się po tym terenie. Niemniej jednak chciał spróbować, chociażby po to aby przekonać się, jak ciężko jest taką kozicę dopaść, mógł w końcu się mylić i nie wymagało to aż tyle wysiłku. No cóż, trzeba to sprawdzić.
Po skończonym posiłku, Evrett, przewrócił się na bok, kładąc łeb na trawie, a jego ogon zamiatał nieliczne zeschłe liście, które najpewniej przywiał tam wiatr. Odpoczywając tak, doszedł do wniosku, że będzie odwiedzał to miejsce zdecydowanie częściej, bardzo przypadło mu bowiem do gustu. Bardziej podobało mu się tylko nad jeziorem, ale to już inna sprawa - wychował się nad jednym z takich zbiorników wodnych i to zapewne miało kluczowe znaczenie. Uśmiechnął się lekko do siebie rozpamiętując swój ostatni pobyt na łące znajdującej się bezpośrednio przy jeziorze i po chwili, wiedziony chęcią zobaczenia tego terenu raz jeszcze, przełożył wypad w góry na później. Podniósł się, przeciągnął porządnie - czemu towarzyszyło przeciągłe ziewnięcie i już po chwili, nie chcąc z tym czekać ruszył swoją drogą, rzucając trawiastym terenom ostatnie, krótkie spojrzenie.
/zt
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Wysokie trawy

#28
Razem z Naudirem przemierzała piaszczyste, pustynne tereny, za cel obierając sobie obiecującą zieloną plamę dostrzegalną na horyzoncie. Mógł to być co prawda tylko wytwór jej wyobraźni... chociaż widzieli to miejsce oboje więc może nie były to jednak żadne halucynacje. Czyżby siła sugestii? Deszczowa potrząsnęła gwałtownie łbem, chcąc odgonić od siebie natrętne, negatywne myśli, które miejscami nie miały nawet większego sensu, doszukując się najróżniejszych wytłumaczeń tego co widziała - zupełnie jakby jej umysł bronił się przed ... no właśnie, przed czym? Kolejnym rozczarowaniem? Jednak bez względu na to jaka okazałaby się prawda, to miejsce było jedynym w zasięgu wzroku, które obiecywało coś więcej niż tylko gorący piasek. Brnęła więc dalej przed siebie, zerkając od czasu do czasu na szczenię, a "zielona plama", z każdym krokiem nabierała kształtów. Gdy byli już dość blisko, skubnęła sierść małego w podobny sposób jak on to robił wcześniej. - Ścigamy się do pierwszej kępki trawy. - powiedziała z szelmowskim uśmiechem po czym ruszyła biegiem przed siebie. Starała się jednak nie wyprzedzać zbytnio Naudira, przypatrując się jednocześnie miejscu do którego się zbliżali. Nareszcie koniec z wydmami - widać tu najprawdziwsze rośliny, skraj lasu.., a gdzieś tam na pewno musiał być jakiś zbiornik wodny - przynajmniej ten problem nareszcie uda się rozwiązać.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Wysokie trawy

#29
Szedł tuż obok boku wadery, ciekawie rozglądając się dookoła. Co jakiś czas zatrzymywał się, gdy coś zwracało jego uwagę, jednak chwilę później doganiał Jesień, pilnując, by nie oddalić się od niej zbytnio. Czuł się w jej towarzystwie niezwykle swobodnie i całkowicie jej ufał. Wierzył, że z jej pomocą zdoła odnaleźć tatusia. Kto wie, może to ona była jego matką? Nie pamiętał wyglądu biologicznej matki, więc wszystko było możliwe. Plama zieleni powoli się przybliżała, byli już coraz bliżej upragnionego celu. Kiedy wadera zainicjowała wyścig, zapiszczał radośnie i wystrzelił jak z procy. Pędził najszybciej jak potrafił, napędzany chęcią pokazania własnej wartości. I udało mu się - przybył pierwszy, dosłownie sekundę przed waderą. Zaczął skakać wokoło tryumfalnie, w swoistym tańcu zwycięstwa. Rozejrzał się po okolicy, a potem wtulił się w mięciutkie futro cioci. Stał tak przez dłuższą chwilkę, upewniając się, że nic im nie grozi. Nagle zauważył stadko bażantów. Zachichotał i ruszył w ich kierunku, skradając się powoli, po czym wrzasnął i skoczył nagle, łapiąc powietrze w łapy. Zaczął tarzać się po ziemi ze śmiechu, obserwując jak spłoszone ptaki odlatują w dal. Niezwykle zadowolony z siebie wrócił do wadery, ziewnął i położył się u jej łap.
- Co teraz robimy, ciociu? Poszukamy jakiś innych wilków? Może one znają mojego tatę! - zapytał podekscytowany
Elden som tek - Liv
ogień odbierający
Elden som gjev - Liv
ogień dający
życie
Obrazek

theme

Wysokie trawy

#30
Jak cudownie było poczuć pod łapami coś innego niż ten szorstki piasek ... Wbiegła na trawiaste tereny tuż za Naudirem, który już po chwili, na swój sposób radośnie świętował odniesione zwycięstwo.
- No, no, cóż to była za szybkość. - pokiwała łbem z aprobatą, a gdy malec wtulił się w jej sierść uśmiechnęła się lekko. Ten moment nie trwał jednak zbyt długo, ponieważ najwyraźniej dostrzegł w okolicy coś interesującego i pomknął w tamtym kierunku. Jesień ruszyła za nim, odrobinę wolniej, rozglądając się po najbliższej okolicy. Szybko wyszło na jaw co przyciągnęło uwagę szczenięcia, które teraz chowając się w trawie skradało się w stronę zajętych swoimi sprawami bażantów. Wadera przystanęła na chwilę po czym przekrzywiła lekko łeb, przyglądając się całej akcji. Już po chwili wystraszone pojawieniem się drapieżnika stadko rozpierzchło się w popłochu po okolicy a wilczek ze śmiechem tarzał się w trawie. Pokręciła łbem rozbawiona zachowaniem swojego podopiecznego starając się ponownie skupić na oględzinach tych terenów, lecz mały właśnie położył się u jej łap, zadając pytanie z wyraźnie wyczuwalną ekscytacją w głosie. Przysiadła obok niego biorąc głęboki wdech.
- Sama nie wiem... - Z jednej strony warto byłoby poznać kogoś miejscowego, który udzieliłby może kilku wartościowych informacji o tym terenie, lecz z drugiej strony, na myśl o takim spotkaniu czuła lekki niepokój. Gdyby tylko Wicher tu był ...
W najbliższej okolicy co prawda dało się wyczuć wilczy zapach, wskazujący na to, że całkiem niedawno ktoś zawitał w to miejsce, lecz niestety z pewnością nie był to jej przyjaciel. Powoli zaczynała tracić nadzieję, że kiedyś w ogóle go odnajdzie, w końcu mógł być praktycznie wszędzie. Przyzwyczaiła się do towarzystwa tego brązowawego basiora i teraz gdy nie było go w pobliżu czuła się odrobinę nieswojo ... ale na szczęście pojawił się Naudir, który skutecznie potrafił wypełnić powstałą pustkę.
- Jak właściwie wygląda twój tata? - zapytała po chwili. Jeśli miała pomóc młodzikowi go szukać wypadało posiadać jakiekolwiek informacje, które w jakiś sposób mogłyby pomóc. Poza tym o samym Naudirze także niewiele wiedziała. -Mieszkacie może gdzieś w okolicy? - dodała, chociaż... wydawało jej się to mało prawdopodobne - ale zapytać mimo wszystko nie zaszkodzi.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron