Jamy wśród korzeni drzew

#141
Sharan słuchała słów Poranka z nieskrywanym zaskoczeniem, ale w zupełne osłupienie wprawiło ją dopiero to, co wilk wyszeptał jej na ucho, tuż przed swoją chyżą ucieczką. Wadera stała chwilę zupełnie niezdolna do reakcji, wbijając pusty wzrok w miejsce, gdzie ostatni raz widziała sylwetkę białego wilka pośród leśnej roślinności.
Z zamyślenia wyrwały ją dopiero ostre słowa Lotara - nic dziwnego z resztą, jego obawy były całkiem realne i nie mieli pojęcia co jeszcze mogło kryć się w okolicy, nie ważne czy bliższej, czy dalszej.
Otrząsnąwszy się z szoku wadera spięła się w sobie, gotując się do pościgu za młodym wilkiem. Z radością powitała zapowiedź towarzystwa Rhiamon, może szara pomoże jej zmienić decyzję syna.. Chociaż z drugiej strony wolałaby, żeby sytuacja nie wyszła na światło dzienne. Malec musiał być całkowicie głupi przy okazji bycia niedoświadczonym. Nie rozumiał, nie mógł wiedzieć, że naraża się w ten sposób na śmierć, a co gorsza - jeśli Przewodnik sobie tego zażyczy, będzie ona musiała nadejść z jej ręki, albo będzie zmuszona patrzeć bezradne, jak ginie jeden z jej potomków. Nie myślała nigdy, że stanie przed podobnym problemem, wierzyła, że młode odziedziczą trzeźwe myślenie po niej i po ojcu.. Nie, on musiał się wdać w kogoś innego, jakiegoś niesfornego, dawno zapomnianego krewnego, który teraz nie przychodził jej do głowy. Nic jednak nie zmieniłoby odnalezienie kozła ofiarnego..
Zanim ruszyła za synem, rzuciła pełne wątpliwości i błagania o pomoc spojrzenie ku Malakai'owi. Nie wiedziała, co powinna począć, jeśli młody uprze się przy swojej decyzji.. Oczywiście mogłaby z nim zawalczyć, poranić, pokonać.. Ale nie chodziło o fizyczne przyniesienie go z powrotem, raczej o zmianę jego głupiej, szczenięcej decyzji.
- Tak. Chodźmy, nie traćmy czasu - powiedziała najpierw do przywódcy, a potem do Rhiamon, licząc, że przyszłość nie zarysuje się w tak ciemnych barwach, jakie dopiero co podsunęła jej wyobraźnia.
Ty głupi.. głupi.. GŁUPI! - dźwięczało tylko w jej głowie, ale nie odważyła się powiedzieć na głos nic więcej.

z.t. + Rhiamon
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Jamy wśród korzeni drzew

#142
Jeszcze przez pewien czas, białogrzywy tkwił we własnych wszechświecie, ignorując wszystko inne co działo się wokoło niego, gorączkowo kontemplując nad wizją jaka przyświecała mu od zawsze, odkąd tylko sięgał swoją pamięcią, do czasu kiedy on sam poznał całkowicie prawdę o swojej prawdziwej genezie jestestwa, zamkniętego w tejże ograniczającej go okowie. Dopiero echo całego zamieszania, spowodowanego nierozważnym wybrykiem uratowanego wcześniej syna, wyrwało białego z jego doczesnego rozmyślania nad słowami a tym bardziej możliwościami, przedstawionymi mu przez konającego rogacza. Wówczas bez jakiegokolwiek słowa, zwrócił wymowne i równocześnie gniewne spojrzenie w stronę malca, który przez chwilę raczył skupić ich wszystkich uwagę na swojej personie, ukazując przy tym nie tylko własną głupotę ale i również nieodpowiedzialność za jaką mógłby srogo przypłacić swoim życiem.
Lecz tym razem młodzian mógł liczyć na swoje szczęście, albowiem gdyby nie słowa ich przewodnika oraz gwałtowna reakcja jego lubej, on sam zapewne odpowiednio rozmówiłby się z synem, choć nie zamierzał tego puścić mu płazem, by jak to mawiają - Co się odwlecze to nie uciecze. Jednakże tamten nie raczył grzecznie zaczekać na swoją karę, która zapewne by nastąpiła tuż po jego słowach – A widzisz inne możliwości poza odwieczną walką ? Skoro jest czymś więcej niż tylko zwierzem z krwi oraz kości, to jaką mamy gwarancję iż nie zaleje nas potop podobnych posłańców jego woli. Z jednym dzisiaj się uporaliśmy, z dwoma czy trzema, albo nawet i większą ich ilością już zapewne nie damy rady. - Odrzekł spokojnie w stronę złotookiego, któremu póki co puścił mimo uszu wcześniejszy ton jego wypowiedzi, skrywając tym samym tuż przed nimi wszystkimi jego prawdziwy cel zaproponowanej przez siebie audiencji, która była chyba najlepszym wyborem niźli samounicestwienie.
W tym samym czasie, po raz kolejny jego uwagę raczył na siebie zwrócić dzisiejszy bohater zaprezentowanej przez siebie czarnej komedii, który nie omieszkując ani chwilę spocząć na własnych laurach, puścił dyla przed siebie, doprowadzając wszystkich zapewne do palpitacji serca, lecz sam białogrzywy ze spokojem wymalowanym odwiecznie na jego surowym licu, za sprawką niesfornego brzdąca doznał kolejnego oświecenia, które mimochodem musiał pozostawić na inną okazję, za sprawą swojej lubej, która postanowiła czym prędzej ruszyć za psotnikiem, niszcząc tym samym jego wspaniałą wizję tuż w posadach zanim zdążył cokolwiek na niej zbudować.
W następstwie czego musiał pozostać, uziemiony w owym miejscu, aby zgodnie z prośbą złotookiego sprawdzić stan nowo przyjętej wadery, która w jego mniemaniu po dzisiejszym występie, miała zasłużone miejsce w ich szeregach. O ile po odzyskaniu przytomności nie postanowi zmienić swojego dotychczasowego zdania.

Jamy wśród korzeni drzew

#143
Do tej pory stała na uboczu, w milczeniu przyglądając się najnowszym wydarzeniom. Starała się odciąć od burzy szalejącej w jej sercu i tych wszystkich negatywnych myśli, które ją nawiedzały, choć nie było to proste. Przez chwilę jej się udało, a na pysku pojawiła się maska obojętności i bezradności. Czuła się niewidzialna. Co chwilę zerkała w stronę najbliższych z nadzieją, że coś się w jej życiu zmieni na lepsze. Tylko co? Czy była równie żałosna postać jak ona?
Otrząsnęła się, przymykając oczy. Podświadomość mówiła jej, że nie powinna tak myśleć. Wystarczająco dużo czasu spędziła w norze. Nadszedł czas działania, byle tylko wyrwać się z tego okropnego stanu! Nie może dłużej marnować swojego życia... Wszystko jeszcze może się zmienić.
Już miała ruszyć ku rodzinie, gdy nagle kątem oka dostrzegła wybryk brata. Uśmiechnęła się z rozbawieniem, obserwując reakcję rodziców. Mina na ich pyskach była bezcenna... Mimowolnie zaczęła zastanawiać się, czy ona też by tak potrafiła. Jednak wątpiła, że starczyłoby jej odwagi, by zjeść coś potencjalnie trującego.
Wzdrygnęła się, gdy Wrzosowy Poranek po prostu nawiał, a za nim ruszyła pogoń. W pierwszej chwili korciło ją, by się przyłączyć, lecz jedno krótkie zerknięcie w stronę Lotara powstrzymało ją przed tym.
Podeszła do ojca, spoglądając na niego z nadzieją, która dopiero zaczęła się w niej na nowo budzić. Jednocześnie czuła się pominięta. Prawie każdy dostał jakieś zadanie, a ona od samego przybycia do tej krainy nie robiła dosłownie nic. Chciała to zmienić.
-Tato... a co ja mam zrobić? Też chcę się przydać! - Odezwała się do niego z wyraźnie słyszalną nadzieją w głosie, ale też z cichym echem wyrzutu. Poczuła przyśpieszone bicie serca. Czyżby aż tak jej zależało, by znaleźć swoje miejsce w grupie?
Obrazek


For my dreams I hold my life
For wishes I behold my night
The truth at the end of time
Losing faith makes a crime

Jamy wśród korzeni drzew

#144
Dzięki szybkiej reakcji uzdrowicieli i stada stan Nereshy poprawił się. Uderzenie jelenim kopytem sprawiło tylko to, że wadera straciła na kilka dłuższych chwil przytomność, nie pozostawiając po sobie żadnej trwałej krzywdy. W tym samym momencie, kiedy Echo zadała ojcu pytanie, oczy Nereshy powoli otworzyły się. Waderę jeszcze bolała głowa, ale najgorsze minęło. Krótki odpoczynek i uzupełnienie płynów powinny postawić ją na nogi.

Jamy wśród korzeni drzew

#145
Obserwując, jak Sharan i Rhiamon opuszczają tereny jam, Lotar westchnął cicho, po czym zerknął przelotnie w kierunku pozostałych członków stada. Postąpił ostrożnie w stronę Doradcy i leżącej na ziemi wadery, a ujrzawszy, że otwarła już oczy, obdarzył ją pokrzepiającym uśmiechem.
- Dobrze się spisałaś, Neresho. Bardzo dzielnie walczyłaś. Masz moje uznanie. - zaświadczył i skinął łbem ostentacyjnie w geście krótkiego podziękowania. Tym samym dał samicy znać, iż bez problemu znajdzie się dla niej miejsce w szeregach Przebłysku Jutra. Zasłużyła na to. Podobnie zresztą jak wszyscy tu zgromadzeni. Każdy jeden wilk bronił zaciekle tych ziem, odważnie stawiając czoła rogatemu przeciwnikowi. No, oczywiście nie licząc szczeniąt, ale to akurat oczywiste. Jeszcze będą miały sposobność do wykazania się, i to zapewnie niejedną. Dlatego też właśnie basior uśmiechnął się w duchu na słowa Echo, która już teraz tak bardzo pragnęła udowodnić swoją użyteczność.
Przeszedłszy na bok bez słowa, Przewodnik począł zataczać niewielkie okręgi w oczekiwaniu na powrót wysłanych wcześniej wilczyc. Cierpliwość należała do jednej z jego cnót, aczkolwiek trwanie w biernym oczekiwaniu tym razem wydawało mu się ciągnąć niemal w nieskończoność. Nawet te dziwne kwiaty poczęły wręcz kusić wilka do ich spożycia...
- Idę na patrol. - oznajmił w końcu. Zapach pozostawiony na obrzeżach terytorium watahy zdołał zapewne już nieco zwietrzeć, zaś Lotar nie zamierzał pozwolić obcym osobnikom na beztroskie hasanie po ich włościach. Zlustrowawszy zatem raz jeszcze zebrane dookoła wilki, samiec dodał na odchodnym:
- Wrócę niedługo. Nie każę wam tu siedzieć, ale nie wybierajcie się nigdzie samotnie. Najlepiej będzie, jak dobierzecie się w pary, przynajmniej na razie. Dopóki nie upewnię się, że jest bezpiecznie. - polecił i już miał zamiar wybyć, lecz wnet zamarł, z uszami czujnie postawionymi na sztorc. Rześki wiatr niespodziewanie przyniósł z sobą jakiś dziwny, nieznany zapach...
- Ktoś tu był... - wymamrotał do siebie, lecz postanowił nie wszczynać alarmu. Nie ma co panikować... Mógł to być ktoś powiązany z jeleniem, ale równie dobrze mógł to być byle przechodzień, który wiedziony ciekawością zapuścił się na terenie obcej sobie watahy. Hm... Trochę naiwne tłumaczenie, ale całkiem możliwe. W każdym razie trzeba będzie zachować ostrożność. Wciągnąwszy zatem nosem powietrze, basior przymknął powieki, usiłując zapisać woń tajemniczego intruza w swojej pamięci. Trwał tak dłuższą chwilę, nim ostatecznie odchrząknął i zniknął gdzieś między zaroślami.

// zt

Jamy wśród korzeni drzew

#146
Neresha nie wiedziała co się stało, jednak po lekkim bólu głowy szybko mogła się domyślić, że rogacz ją uderzył. W momencie, gdy otwierała oczy była zdezorientowana do tego stopnia, że nawet słowa Lotara musiała kilkukrotnie przekalkulować. Nic na nie nie odpowiadając, uśmiechnęła się dumnie. Szczerze cieszyła się z tego, co zrobiła, choć nie miała pojęcia jak udało jej się odważyć dołączyć do walki. Czyżby w końcu dorosła i zmężniała? Nadal utrzymując szeroki uśmiech wstała, otrzepując się z piachu i ziemi. Spełniając prośbę alfy, postanowiła trzymać się blisko reszty stada.
"Together make it love, forever making you smile"

Jamy wśród korzeni drzew

#147
On sam nigdy nie uchodził za znamienitego znachora, tak więc wedle własnej wiedzy powierzchownie określił stan nieprzytomnej wadery, która jak się później okazało wciąż była z nimi na tym oto padole i najwyraźniej nie dawała jeszcze za wygraną w odwiecznej batalii z kostuchą. By tym samym odzyskując swoją świadomość, udowodniła im po raz kolejny swoją zawziętość zwłaszcza wobec odniesionych obrażeń, które nie jednemu słabszemu osobnikowi odjęłoby dalszych chęci do czegokolwiek.
W tym samym czasie, do jego uszu dobiegł bardzo dobrze znany głosik, należący do nikogo innego jak jego własnej kruszyny, która postanowiła w jakże zmyślny sposób o sobie przypomnieć, w znacznie bardziej wzorowym uczynku niźli wcześniejsze przedstawienie ze strony najwyraźniej zbyt rozpuszczonego smarkacza, który raczył dać dyla. Lecz białogrzywy nie zdążył odpowiedzieć, choć zwróciwszy na chwilę swoją uwagę w stronę małej, obdarował ją szczodrym uśmiechem, co w przypadku szafirookiego było niezbyt częstym wybrykiem, wręcz bardzo rzadkim ewenementem. Po czym swoją uwagę skupił na zbliżającej się personie kruczego basiora, z którym mógł zgodzić się w jedynej tylko kwestii, póki co milcząc niczym zimna skała. Mianowicie dotyczącej zasłużonego miejsca dla nowo poznanej Neresh'y, która doprawdy zasłużyła sobie w jego mniemaniu na ich wsparcie oraz wzajemną opiekę, jednakże reszta poruszonych przez niego zagadnień doprawdy zaskoczyła samego erudytę, którego jakby zdzielono dosłownie w sam łeb czymś ciężkim i zarazem tępym. By w najgłębszych czeluściach własnego umysłu, nie móc pojąć podjętej przez złotookiego decyzji odnośnie zaległego patrolu w czasie ich największej słabości. Lecz kolejne zaś słowa były prawdziwą kwintesencją tego, aby po powrocie nie omieszkać w obadaniu również i jego persony, w celu sprawdzenia czy wszystko było w porządku z jego głową, wszakże nie byli szczeniakami na krajoznawczej wycieczce aby dobierać się w pary ?!
Wreszcie po tym wszystkim, po raz kolejny mógł zwrócić swoje szafiry w stronę małej – A sprawdzałaś czy wszystko w porządku u reszty ? Jeżeli nie, to czekam na twój meldunek. - Odrzekł bardzo pogodnie, po czym usadowił się wygodnie na swoim zadzie, czując iż należy mu się drobna chwila wytchnienia po tym wszystkim przez co niedawno wspólnie przeszli, zastanawiając się przez ten czas, po tym jak podarował małej jakże dumne zadanie, nad słowami posłyszanymi z pyska dogorywającego rogacza, które otwierały tuż przed nim, przed nimi wszystkimi cudowne oraz nieograniczone możliwości, równocześnie burząc wszystkie dotychczasowe bariery jakimi od zawsze byli ograniczeni.

Jamy wśród korzeni drzew

#148
Wkrótce samiec powrócił do jam z pokaźnym pękiem ziół w pysku. Rozłożywszy je kolejno przed wejściem do jamy, Lotar zwrócił się do członków Przebłysku, najwyraźniej całkiem zadowolony:
- Dobre wieści. Nie znalazłem żadnych oznak obecności drugiego jelenia w pobliżu naszych terenów. Oczywiście nadal musimy zachować odpowiednią ostrożność i nie tracić czujności, ale chwilowo możemy odetchnąć z ulgą. - obwieścił, po czym zawiesił spojrzenie złocistych ślepiów na swoim Doradcy.
Gdyby basior znał myśli białofutrego kompana, w odpowiedzi zapewne posłałby mu jedynie kwaśny uśmiech. A gdzie tu wiara? Malakai miał prawo do wątpliwości, jednakże na przyszłość powinien obdarzyć swego Przewodnika nieco większym zaufaniem, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich długą znajomość. Lotar przecież nie zwykł czynić niczego nieprzemyślanie, bez uprzedniego rozpatrzenia wszelkich możliwych konsekwencji. Również w tym wypadku doskonale wiedział, co robił; wpierw należało przede wszystkim upewnić się, że nie dojdzie do kolejnego starcia za sprawą żadnego innego cudacznego rogacza - przynajmniej w najbliższym czasie. Co więcej, wywietrzały zapach z granic terytorium niósł z sobą poważne niebezpieczeństwo, jako że obce osobniki mogłyby wówczas bez większych skrupułów wedrzeć się na ich ziemie, a czując ku temu okazję - nawet przypuścić atak na stado w chwili jego słabości. Nie po to przecież tyle wysiłku włożyli w założenie Przebłysku oraz przejęcie tychże terenów, by teraz wszystko bezpardonowo stracić. Poza tym... Nie było przecież tak, że Lotar odchodził gdzieś daleko; cały czas kręcił się w pobliżu, w razie kłopotów gotów do udzielenia pozostałym w jamach natychmiastowego wsparcia.
- Więc... Masz już może jakiś konkretniejszy plan, co moglibyśmy zdziałać w sprawie tych jeleni? - zagaił, zająwszy miejsce przy boku Malakai'a - To nie jest coś, z czym można tak bezpośrednio walczyć... No, teraz nam się udało, ale martwi mnie istota, która jest odpowiedzialna za cały ten bajzel...

Jamy wśród korzeni drzew

#149
Po poproszeniu ojca o jakieś zadanie, zyskała coś, co było dla niej bardzo ważne. Spoglądała przez chwilę na uśmiech Malakaia, a obraz ten wżynał się głęboko w jej pamięć. Po raz pierwszy od dawna zaczęła zyskiwać wrażenie, że jeszcze wszystko można naprawić i życie znów może stać się takie beztroskie, jakie powinno być we wczesnym dzieciństwie. Odczuła ulgę i chęć działania.
Ruszyła, podchodząc do czarnej wadery, która właśnie odzyskała przytomność. Zmierzyła ją zmartwionym, ale też nieco zaciekawionym spojrzeniem. Echo współczuła jej, a jednocześnie cieszyła się, że czarna przebudziła się, choć wydawała się zdezorientowana.
Zastrzygła uszami, słysząc odpowiedź ojca. Rzuciła mu spojrzenie, kiwając głową, na znak, że zajmie się tym. Ruszyła powoli, dopiero teraz poświęcając większą uwagę pozostałościom po walce. Zmierzyła spojrzeniem obecnych, jakby próbując rozeznać się w sytuacji. Najpierw ruszyła do Evretta, który od jakiegoś czasu nie zagłębiał się w rozmowę z ojcem i wujkiem, co zwiększyło czujność Echa. Obrzuciła go spojrzeniem, próbując ocenić jego stan. Zaraz jednak przypomniała sobie, że wypadałoby się odezwać! Poczuła znajome przyspieszone bicie serca, a ogon drgał nerwowo. By ukryć ten fakt, przysiadła, odsuwając go za siebie. - Cześć... - Zaczęła z wahaniem, ale zaraz zmusiła się do wypowiedzenia kolejnych słów. - Jak... Jak się czujesz? - Zapytała, w myślach przeklinając drobne zająknięcie. Pragnęła ukryć swoje zdenerwowanie i wydać się tak pewna siebie jak reszta rodzeństwa.
Obrazek


For my dreams I hold my life
For wishes I behold my night
The truth at the end of time
Losing faith makes a crime

Jamy wśród korzeni drzew

#150
A jakże wspaniała była to wówczas wizja, w jakiej przez chwilę po raz wtóry białogrzywy mógł się zagłębić, odnajdując pokrzepienie w nowo narodzonej nadziei wobec jego zatraconego niegdyś marzenia, które po krótkotrwałej chwili prysło niczym bańka mydlana, pod naporem słów jakie całkiem niespodziewanie nieopodal się rozległy. By wraz z nimi dostrzec kruczego kompana, który zjawił się dość szybko niźli się spodziewał, aby z aprobatą wraz ze skinięciem swojego lica przyjąć do wiadomości nowy meldunek. Po którym on sam nieustępliwie nadal milczał, zastanawiając się tuż nad tym w jaki sposób powinien potraktować ową ciszę przed kolejną burzą jaka do nich zapewne zmierzała, bo to jedynie było teraz z tego wszystkiego pewne. Lecz zanim cokolwiek odrzekł w owej to kwestii poruszonej przez jego jakby nie patrzeć starego druha, biały lupar przez chwilę zwrócił swoje soczewki w stronę małej kruszyny, która postanowiła zrealizować jego wcześniejszą wolę, aby w najgłębszej czeluści własnego jestestwa odczuć niemałą dumę – Jak już mówiłem, powinniśmy odszukać ich bożka, którego zwą stwórcą i dowiedzieć się o tym całym nieporozumieniu związanym z tą nieznaną nam watahą, być może ten cały chaos całkowicie nas nie dotyczy. Przy okazji przydałoby się rozeznać co to za jedni o których niespodziewanie się dowiedzieliśmy z ust rogacza. - I zamilczał, przemilczając kolejną kwestię, która dosłownie od momentu pozyskania samej zaś wiedzy na temat wspaniałych możliwości stwórcy, wwiercała się coraz głębiej w jego umysł nie dając mu krzty wytchnienia, aby czym prędzej nie zrealizować swoich prawdziwych zamiarów podczas zaproponowanego spotkania wraz z wymienioną osobliwością, która z każdą to chwilą coraz bardziej go intrygowała.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron