Jamy wśród korzeni drzew

#31
- Wiedziałam, że mama się ucieszy! - Powiedziała niezwykle zadowolona z obserwowanego obrotu spraw. Spoglądała to na rodzicielkę, to znowu na swego stróża, widocznie kibicując temu drugiemu. - Zgodzisz się? - Zadała pytanie na wzmiankę o pozostaniu z nimi na dłużej. Przeciętnej długości kita przecięła ze świstem powietrze, a gwiazdy rozświetlające ciemne ślepia samiczki zamigotały. Wtem dostrzegła śmigający w oddali śnieżnobiały cień, który zniknął kilka chwil później. Odruchowo napięła wszystkie mięśnie, a trójkątne uszy stanęły na sztorc. Mózg potrzebował chwili na przetworzenie odebranych bodźców. Rozejrzała się prędko.
- Vasi! - Krzyknęła za czmychającą istotką, postępując kilka kroków ku niej, lecz zatrzymała się w chwili, gdy ta zniknęła wśród zarośli. Zaskoczona niezapowiedzianą ucieczką, nie zdążyła wystarczająco szybko zareagować i dopaść towarzyszki, by zatrzymać ją lub udać się z nią w podróż. Wiedziała, że po zgubieniu Vouellye w gęstym lesie nie będzie w stanie odnaleźć czarnookiej, ponieważ ogromna zwinność i szybkość, jaką mogła się poszczycić uciekinierka były nieporównywalnie lepsze od atrybutów charakteryzujących Burzę. Serduszko córki Sharan zasmuciło się. - Mamo! Vasija uciekła! - Zakomunikowała głośniej, niż początkowo zamierzała, uprzednio przekręcając łeb w jej kierunku. Smętnie zbliżyła się do rozmawiających wilków. - Mam jej szukać? - Zapytała, a w głosie Gwiezdnej wyraźnie było słychać niezadowolenie zmieszane ze zmartwieniem i strapieniem. Pierworodna Sharan i Malakai'a odczuwała złość z powodu porażki, którą właśnie poniosła.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Jamy wśród korzeni drzew

#32
- Sam nie wiem ... - odpowiedział w końcu, z cichym westchnieniem. Miał dylemat, i kompletnie nie wiedział, na co powinien się zdecydować. Z jednej strony, nie chciał porzucać swojego dotychczasowego trybu życia, ale z drugiej ... ciągnęło go do tego, żeby spróbować czegoś innego. Zastanawiał się przez chwilę, lecz entuzjazm Burzy, utwierdził go tylko w decyzji, którą za chwilę miał się podzielić z pozostałymi.
- Chociaż właściwie, czemu nie. - Powiedział po czym energicznie machnął kilka razy ogonem. Ta myśl napawała go swego rodzaju ekscytacją. Cieszył się, że nareszcie będzie miał towarzystwo. Co prawda, nie był do końca pewien, czy pamięta jeszcze zasady panujące w podobnych grupach - w końcu był samotnikiem od ładnych paru lat - ale to akurat jedna z ostatnich rzeczy, którymi przejmował się w tym konkretnym momencie. W końcu, w razie czego, zawsze może ponownie ruszyć swoją drogą, czyż nie? Jego uwagę przykuła wypowiedź małej odnośnie białofutrego uciekiniera. "Czyli to była Vasija." - to przypomniało mu o jak dotąd trzymającej się na uboczu nieznajomej waderze. Przeniósł na nią zaciekawione spojrzenie.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Jamy wśród korzeni drzew

#33
Wadera nie musiała długo czekać na odpowiedź towarzysza. Czuła się, jakby ta chwila była początkiem czegoś nowego, czegoś wielkiego, zalążkiem nowej historii. Czy powinna odczuwać radość i wzniosłość chwili, oczekiwać dźwięku fanfar i przedzierających się ku nim słupów światła przez gęste korony drzew? Sharan tymczasem była po prostu zadowolona. Ich niewielka grupka rosła, nie byli już sami.
- Cieszę się - odpowiedziała Evrettowi. Radość Burzy udzielała się i jej, jej córka miała jak widać nosa do innych.
- Lotar i Malakai powinni niedługo wrócić ze zdobyczą - powiedziała, jakby do ogółu, niż do kogokolwiek konkretnego. Oczekiwani zaczęło jej się nieco dłużyć i poczęło ją nużyć, a i głód doskwierał jej coraz wyraźniej. Miło byłoby napełnić żołądek czymś konkretnym.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Jamy wśród korzeni drzew

#34
Zignorowana przez matkę, spochmurniała. Wiele myśli krążyło w jej młodym, dopiero kształtującym się umyśle, co niezwykle ją przytłaczało i martwiło. Rodzicielka Gwiazdy zdawała się nie dostrzec śnieżnobiałego cienia, który kilka minut temu mignął pomiędzy nimi, by następnie zanurzyć się wśród gęstej roślinności otaczającej norę i zniknąć na zawsze. Najwyraźniej szarofutra była już na tyle zmęczona wielotygodniową podróżą, iż nie zwracała uwagi na takie szczegóły, zwłaszcza że czarnooka nie była jednym z jej szczeniąt, a dopiero co poznaną przybłędą. - Mamo... - Zaczęła znowu, ale wnet serduszko Burzy przebiła szpilka złości, gdyż zdała sobie sprawę, co tak naprawdę się wydarzyło. Wycieńczona rodzina spotkała na pustkowiu drobniutkie, zagubione szczeniątko, którym zaopiekowało się niczym jednym ze swoich, a ono bezprecedensowo uciekło, gdy tylko stwierdziło, że pobyt wśród osłabionych, nieznających krainy wilków na nic się mu przyda. Dziwna odmienność, która połączyła obie waderki, niby związując je na wieczność, nie miała teraz żadnego znaczenia dla pierworodnej Sharan i Malakai'a, która czuła się zdradzona i opuszczona.
Smętnie ruszyła przed siebie, by kolejno wejść wgłąb nory i przysiąść przy jednej ze ścian. Przechyliła się lekko, by następnie delikatnie opaść na drewniane podparcie i tak siedząc, niewidzącymi ślepiami spoglądała przed siebie.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Jamy wśród korzeni drzew

#35
Lotar i Malakai coraz dłużej nie wracali, i fakt ten z czasem coraz bardziej dawał się we znaki Szarej, której umysł począł snuć coraz to inne wizje ich losu. A nuż mają problem z upolowaniem zdobyczy? Być może brakuje zwierzyny? A może basiory napotkały na swojej drodze kogoś obcego i z tego wynika ich opóźnienie? Sharan zastanawiała się nad tym coraz intensywniej. Z drugiej jednak strony, gdyby dopadło ich jakieś zagrożenie, zapewne daliby jej znak, tak jak ona miała ich w razie czego ostrzec, że jej i młodym grozi niebezpieczeństwo. Przeniosła wzrok na Burzę, która akurat z posępną postawą skierowała się ku norze.
- Powinnaś pozwolić Vasi odejść - powiedziała do córki, odgadując powód jej smutku - Musi sama podjąć poszukiwania, potwierdzić to, co jej powiedzieliśmy o jej rodzinie. Kto wie, może wróci? Nie możemy kazać jej zostać, Burzo. Ona ma prawo wiedzieć.
Owszem, te wieści dla bialutkiej waderki mogą być, i prawdopodobnie też będą, grobowe, ale córka Voulke nie uwierzy, nie przyjmie do wiadomości świata bez rodziców, dopóki sama nie odkryje, jaki los ich spotkał.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Jamy wśród korzeni drzew

#36
Spojrzał w stronę nory, do której weszła Burza, nie ukrywając szczerego zdziwienia spowodowanego, tak diametralną i nagłą, w jego mniemaniu, zmianą nastroju młodej wadery. Przecież w międzyczasie nic takiego się nie stało, prawda? W każdym razie nic co wydałoby mu się Buremu aż tak istotne. Chwilę później w ślady małej poszła Sharan i dopiero, po jej słowach wypowiedzianych w stronę córki, wszystko stało się dla niego jasne. Chodziło o tego białofutrego uciekiniera, którego miał okazję dostrzec kątem oka. Ta Vasija najwyraźniej wiele dla małej znaczyła, skoro aż tak przygnębiło ją jej odejście. W międzyczasie, postanowił, że da dwójce czas na spokojną rozmowę, a sam miał zamiar trochę rozejrzeć się po okolicy. Ruszył powoli przed siebie a jego spojrzenie prześlizgiwało się po okolicznych drzewach i krzewach różnego rodzaju. Nie zdążył zajść jednak daleko, ponieważ jego uwagę przykuł krwawnik, rosnący nieopodal. Już miał zamiar zabrać się za zbiory, gdy przypomniał sobie, że właściwie ma już go aż nad to. Przynajmniej, jak na tą chwilę. Ominął roślinę z lekkim żalem, zostawiając ją nietkniętą i zaczął uważniej rozglądać się po okolicy. Miał nadzieję, że znajdzie tu jeszcze coś innego. Po paru chwilach poszukiwań, okazało się, że przeczucie go nie zawiodło. Oto, przed nim rosła całkiem pokaźna kępka melisy. Z wyraźnym zadowoleniem zabrał się za wybieranie tych bardziej wartościowych łodyżek.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Jamy wśród korzeni drzew

#37
Tymczasem mały Vermin z pozorną uwagą przysłuchiwał się toczącej rozmowie, myślami jednak będąc zupełnie gdzieś indziej. Wilczek tak naprawdę ocknął się dopiero, gdy nieznajomy samiec zmienił swoje dotychczasowe położenie. Zaintrygowany młodzik ruszył za przybyszem w beztroskich podskokach, z ogonkiem wysoko sterczącym ku górze. Prawdopodobnie pochłonięty poszukiwaniami Evrett nawet nie zdawał sobie zanadto sprawy z obecności wścibskiego, małego 'cienia', dopóki ten wnet nie wyrósł mu tuż nad kępką zrywanych właśnie ziół.
- O, zbiera pan melisę. - skwitował nad wyraz odkrywczo, z niezwykle szerokim uśmiechem rozciągniętym na pyszczku - Mama też przed chwilą zbierała... Chce pan kogoś uleczyć?
Pomimo wagi pytania, w cieniutkim głosiku szczenięcia nie było słychać zmartwienia... Raczej kipiał on entuzjazmem, ciekawością względem nowej persony oraz ogromną dawką sympatii - niesamowicie wysoką, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że Evrett był dla Verminka osobnikiem zupełnie obcym. Ale cóż... Najwyraźniej taka była już jego niewinna natura; gdyby mógł, młodziak zapewne obdarzyłby przyjaźnią wszystkie wilki w Konkordii.

Jamy wśród korzeni drzew

#38
Po jakimś czasie udało mu się wybrać cztery sztuki melisy. Właśnie dołączał je do swojej kolekcji, gdy usłyszał głos ... szczenięcia? Spojrzał w tamtą stronę i rzeczywiście. Zobaczył białego młodzika, który najwyraźniej nie przejmował się kompletnie tym, że nie znał burego basiora. Pod tym względem przypominało mu to odrobinę zachowanie Burzy, ale w sumie, nie miał absolutnie nic przeciwko temu.
- Cześć Mały. - Przywitał się po czym machnął kilka razy ogonem. Wydawało mu się, że widział go przy Sharan, ale jako, że Vermin siedział całkowicie cicho, a jego pochłonęła rozmowa, nie zwrócił większej uwagi na obecność malca, którego kolor sierści, nawiasem mówiąc, był całkowitym przeciwieństwem tego, którym mogła poszczycić się jego siostra. Chociaż kolor oczu mieli podobny ... prawdopodobnie, ponieważ nie był do końca pewien, jak właściwie nazwać ten, posiadany przez Gwiazdę.
- Kiedyś, najprawdopodobniej, właśnie do tego to posłuży, kto wie. - "Chyba, że w międzyczasie wszystko znowu pogubię ..." dodał w myślach, niespiesznie kierując się w stronę kolejnej kępki ziół. -Melisa może się przydać, gdy na przykład gdy zjesz coś ... nieciekawego. - Dodał, ot tak porostu, jednocześnie przystając i odwracając łeb w stronę białego. Niektóre szczeniaki miały w tym względzie nieograniczoną fantazję. Sam przekonał się o tym już kilkukrotnie. Uśmiechnął się serdecznie do małego, zatapiając się na krótką chwilę we wspomnieniach.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Jamy wśród korzeni drzew

#39
Sharan, poznawszy Evretta bliżej, nie obawiała się zostawić z nim na chwilę Vermina. Stado to stado, mimo, że jeszcze nieoficjalne. Cokolwiek będą w stanie zrobić dopiero po powrocie Malakai'a i Lotara, a tych nie było widać ani słychać od dłuższego czasu, zapewne z powodu zaangażowania w polowanie. Sharan wierzyła, że przyniosą im na tyle dużo strawy, że grupa będzie w stanie zaspokoić głód na wiele długich tygodni i choć na chwilę zapomnieć o głodzie, jaki cierpieli podczas tułaczki. Im szybciej, tym lepiej, zwłaszcza dla młodych Szarej. Ona sama była w stanie znosić długo wszelkie problemy, ale organizmy szczeniaków były słabsze i delikatniejsze.
Od Burzy nie usłyszała jak dotąd żadnego słowa. Szczenię milczało, od kiedy Vasi odeszła z okolic ich nory i jak widać mała nie doszła jeszcze do siebie. Szara nie wiedziała, co więcej mogłaby powiedzieć, aby podnieść małą samiczkę na duchu, to też objęła ją ciepłym ogonem i przysunęła się bliżej, utulając małą burzę, starając się choć w ten sposób okazać jej wsparcie.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Jamy wśród korzeni drzew

#40
- Nie mogła dowiedzieć się z nami? - Zapytała z wyraźnym wyrzutem w głosie, a wbite dotąd w ziemie oczka uniosły się, posyłając Sharan smutne spojrzenie. Kobalty zaszkliły się, ale nie pociekły z nich łzy. Gwiazda niepokoiła dziwaczna mieszanina uczuć, która właśnie zawładnęła jej młodzieńczym ciałem. Połączenie złości, smutku i zmartwienia w nieprzyjemny sposób wypalała w jej wnętrzu dziurę, a ciepło temu towarzyszące niemiłosiernie paliło, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Nie potrafiła pojąć pośpiechu Vasi, przecież mogła pobyć tu z nimi dłużej... Na pewno byłoby to bezpieczniejsze i bardziej rozsądne rozwiązanie. Po chwili odpoczynku razem mogłyby udać się na poszukiwania babci czarnookiej. Burza czuła się opuszczona. Myślała, że Vouellye również poczuła nić porozumienia, która delikatnie otuliła ich ciała, serca i dusze, chcąc złączyć na wieki. Najwyraźniej nie była na tyle silna, by utrzymać je przy sobie chociażby na kilka dni... Na tę myśl Burza zmarszczyła nos i fuknęła cicho, ale ciepło bijące od ciała matki i jej dotyk niczym magiczne zaklęcie uśmierzyły zdenerwowanie samiczki. Wtuliwszy się w gęste, przystosowane do niskich temperatur futro, zakołysała się wraz z matką, co odpędziło od niej złe demony, a z nimi wszystkie smutki i zmartwienia. Wciąż wbita gdzieś głęboko szpilka gniewu nie dawała zapomnieć o "zdradzie" córki Voulke, ale Gwiezdna Burza czuła się już zdecydowanie lepiej. Otarłszy łbem bok matki, niby w podzięce, wstała i ruszyła ku Evrettowi i kręcącemu się wokół niemu Verminowi. Cienka, nieco biczowata kita przecięła radośnie powietrze, a iskierki zdobiące ślepka waderki zamigotały, gdy dołączyła do wcześniej wymienionej dwójki. - Vermin! - Niemalże krzyknęła do ucha brata, oczywiście niespecjalnie. Nie miała na celu uszkodzenia mu słuchu. - Ty też polubiłeś Evretta? - Zapytała, trącając niebieskookiego nosem. Jakby przez przypadek nie zwrócił na nią już uwagi... - Evrett wie bardzo dużo na temat roślin. Umie też dobrze polować i walczyć. - Wychwalała go, zupełnie nie przejmując się, że stoi tuż obok i wszystko słyszy. Gwiazda cały czas pozostawała wpatrzona w swego krewniaka. - Nauczy mnie tego wszystkiego, a potem ja będę mogła nauczać ciebie. - Mówiła dalej, niezwykle rozentuzjazmowanym głosem. Wnet postanowiła zerknąć na brązowofutrego. - Prawda? - Zagadnęła, uśmiechając się pięknie.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

cron