Jamy wśród korzeni drzew

#21
Na początku spodziewał się, że miejsce w które prowadzi go młoda wadera, położone jest zdecydowanie bliżej, lecz ku jego zdziwieniu cały czas brneli dalej w otaczający rzekę ze wszystkich stron las. Podążał za Burzą, jednocześnie starając się chociaż trochę zorientować w nieznanym dotąd terenie ... kto wie, może później wróci gdzieś w te strony? Szli tak, dość długo, aż w końcu nos basiora wychwycił nowe zapachy. "Czyli jesteśmy już blisko..." - zdążyło przemknąć mu przez myśl i właśnie w tym momencie mała przyspieszyła kroku, a on zobaczył szarą sylwetkę wadery, majaczącą w oddali, pośród drzew i krzewów. Ruszył żwawiej do przodu chcąc zrównać się ze swoją towarzyszką. Po chwili jego oczom ukazał się także, mniejszy biały szczeniak. Słysząc pokrzepiające słowa Burzy mimowolnie wyszczerzył kły w krótkim uśmiechu po czym, czekając aż skończy swoje sprawozdanie, omiótł spojrzeniem miejsce w którym się znajdował. Pamiętał, że mała wspominała wcześniej o dwóch innych basiorach, lecz nie widział tu żadnego z nich, za to przy wyjściu z jamy dostrzegł kolejne szczenię. "To mój stróż" - wyrwało go to z chwilowego zamyślenia i popatrzył w stronę rozmawiających. Nie wiedział czemu, lecz podobało mu się to określenie.
- Krwawnik i lulek czarny - wymamrotał cicho do Burzy w ramach podpowiedzi po czym zwrócił się do matki swojej towarzyszki. - Witaj, jestem Evrett. - zdążył powiedzieć, gdy wtem usłyszał odgłos zbliżających się kroków i czelest liści. Czujnie odkręcił łeb w tamtą stronę - wśród drzew dostrzegł kolejną waderę. Nie przypominał sobie, żeby mała wspominała o kimś jeszcze, więc z lekkim zaciekawieniem czekał na rozwój sytuacji.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Jamy wśród korzeni drzew

#22
Słysząc znajomy głosić córki, Sharan podniosła głowę i odruchowo zamerdała swoim puszystym ogonem. Dobrze, że już wróciła, choć po prawdzie wadera nie była do końca pewna, w którym momencie Burza opuściła ich legowisko, za co skarciła się w duchu. Żebym tylko nie zaczęła gubić własnych dzieci... Z wyraźną ulgą odkryła, że szczenię było całe i zdrowe, jej futerko wydawało się o wiele czystsze niż kiedy podróżowali po pustyni, a samiczka trąciła lekko wonią krwi, aczkolwiek nie było widać na niej żadnych obrażeń. Burza z pewnością zachowywałaby się inaczej, gdyby stała się jej jakaś krzywda, więc Sharan szybko zdyskwalifikowała możliwość, że wypad malucha mógł w jakiś sposób potoczyć się nie tak. Już gotowała się, aby powitać zgubę..
I wtedy dojrzała kroczącą za nią o wiele większą sylwetkę. Odruchowo napięła mięśnie a sierść na jej karku uniosła się lekko, zaś łapy powędrowały w stronę malutkiego Vermina, osłaniając go od ewentualnej agresji obcego. Dopiero po chwili usłyszała wyjaśnienie Burzy, która jak gdyby nigdy nic zaufała obcemu i przyprowadziła ich do własnego legowiska. Mierzyła dalej wzrokiem nieznajomego, początkowo zastanawiając się, czy przypadkiem nie widzi przed sobą winowajcy zapachu krwi na swojej córce, ale szybko tą teorię odsunęła na bok, słysząc dumne wyjaśnienie Burzy. W innych okolicznościach z pewnością pogratulowałaby córce udanych łowów, teraz jednak chwila ta musiała zaczekać, aż rozwiąże sytuację, jaka zarysowała się przed nimi w obecnym momencie. Dalej bowiem nie wiedziała, jakie zamiary miał nieznajomy. Cóż z tego, że Burza nazwała go swoim stróżem? Dorosły mógł przecież z łatwością oszukać szczenię i podążyć za nim, aby zrealizować swoje prywatne cele.
Sharan zastrzygła uszami, słysząc przyjazne powitanie samca, co nieco uspokoiło ją w duchu.
- Witaj.. - Odpowiedziała, czując się nieco zbitą z tropu przez obecną sytuację. Pytanie Verminka zaginęło gdzieś w kakofonii myśli Szarej, a problem Vasi chwilowo odszedł na jeden z dalszych planów. - Cóż sprowadza cię w te strony? Jeśli poszukujesz nory, muszę cię rozczarować, bowiem tą konkretną zamieszkuje moja rodzina.
Zaraz potem dobiegł ją kolejny dźwięk - odległe słowa wypowiedziane przez kolejną nieznajomą sylwetkę, tym razem głos kazał jej myśleć, że gościem jest samica. Nie minęła chwila i Sharan zaraz zlokalizowała obcą, pozdrawiając ją spojrzeniem zdradzającym zarówno zaskoczenie, jak i, bądź co bądź, ciekawość. Nie wiedziała, co mogło sprowadzać tu aż dwoje nieznajomych. Może przybyli tu za sprawą jej córki? A jeśli nie, czyżby wędrówka po tych terenach i napotkanie wilczych woni skusiło ich do spróbowania szczęścia i poszukania grupy?
- Podróżujecie razem? - zapytała, spoglądając to na Evretta, to na waderę, chcąc dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Jednocześnie nie traciła czujności, nos, oczy i uszy pracowały niestrudzenie, aby wychwycić nawet najmniejsze oznaki agresji. Nie miała wątpliwości, że nawet będąc w chwilowej mniejszości zrobiłaby wszystko, aby obronić młode. Może i była uzdrowicielką, może i kiedyś aspirowała na liszycę, ale dobrze pamiętała, jak gryźć, aby uszkodzić przeciwnika.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Jamy wśród korzeni drzew

#23
- Cóż, właściwie nic konkretnego, dużo podróżuje ... a ta mała zaciągnęła mnie tutaj. - Mówiąc to spojrzał na chwilę w stronę Burzy po czym przeniósł zaciekawiony wzrok na obcą samicę, która przystanęła w pewnej odległości od nich. "Po drodze wzięliśmy też ze sobą Vasiję." - przypomniał sobie słowa wypowiedziane przez małą, jeszcze nad jeziorem. "Może to ona ...?" - w końcu nigdy nie poznał żadnych konkretnych szczegółów na temat wieku, czy też wyglądu wspomnianej wadery. Jednak nie było mu dane dłużej się nad tym zastanawiać. Pytanie zadane przez Sharan rozwiało jego wszelkie wątpliwości i przy okazji odrobinę zaskoczyło przekonanego co do poprawności swojej teorii, burego samca.
-Eee...nie. W ogóle się nie znamy. - odpowiedział, po raz kolejny kierując łeb w stronę swojej rozmówczyni, która nawiasem mówiąc, czujnie go obserwowała. Nie dziwił jej się, sam pewnie zachowywałby się podobnie, gdyby ktoś całkowicie obcy, a co za tym idzie, potencjalnie niebezpieczny, znalazłby się tak blisko rodzinnej jamy pełnej szczeniąt ... tym bardziej, że szara, najwyraźniej została z nimi na jakiś czas sama. W każdym razie, starał się, aby nie sprowokować jej niczym, zdawał sobie sprawę, że nawet zwykłe skinienie łbem na powitanie do nawoprzybyłej samicy może zostać odebrane inaczej niż by sobie tego życzył. Uważał więc na każdy swój ruch, w końcu nie miał żadnych złych zamiarów, ani nic z tych rzeczy. Z resztą, co by mu to dało?
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Jamy wśród korzeni drzew

#24
Na pysku Sharan wymalowało się wyraźne zaskoczenie, kiedy zasłyszała wyjaśnień Evretta. Owszem, mogli przecież podróżować niezależnie od siebie i Evrett mógł widzieć obcą waderę pierwszy raz. Nie poświęciła temu faktowi więcej uwagi w takim razie, bo i nie było po co. Zamiast tego, zastrzygła uszami zastanawiając się, co mogło strzelić do głowy jej córce, która zdecydowała się przyprowadzić kogoś obcego do ich, bądź co bądź, domu. Wprawdzie basior nie wyglądał na kogoś, kto życzył im źle, ale to więcej zasługa ich szczęścia i zbiegu okoliczności, niż świadomego wyboru kogokolwiek z obecnych. Nieznajomy, gdyby był kimś innym i miałby inne zamiary, mógłby przecież udawać..
- Burzo - szara zwróciła się do córki - Dlaczego uważasz, że ten nieznajomy powinien nas poznać? - Była ciekawa, dlaczego samiczka go tu zaprowadziła. Może dostrzegła w nieznajomym coś, co jej umykało, ze względu na pozycję, w jakiej się znalazła?
Chwilę potem zwróciła sie też do wciąż trzymającej się na uboczu wadery.
- Nie obawiaj się, nie stanie ci się krzywda ani nie odpędzimy cię, jeśli nie masz wobec nas złych zamiarów.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Jamy wśród korzeni drzew

#25
Uszka Burzy przytuliły się do łba, częściowo niknąc w dłuższym futrze rosnącym na karku. W spokojnym głosie matki wyczuła niewypowiedziany gniew i doskonale wiedziała, że Sharan jest zła ze względu na przyprowadzenie do ich domu Evretta. Zasmuciła się, ponieważ osobiście uważała to za dobry pomysł, ponieważ większe zbiorowiska wilków zawsze wydawały jej się bezpieczniejsze. Przecież przy tylu szczeniętach każdy obrońca był na miarę złota, prawda? Prawda? Starała się usprawiedliwić swoje poczynania przed samą sobie, przy okazji nie patrząc w stronę szarej. Po jakimś czasie kobaltowe ślepia powoli, niepewnie prześlizgnęły się z punktu, na którym przez dłuższy czas pozostawały uwieszone, by następnie zatrzymać się na postaci medyczki. Wodziły po kamiennym obliczu, specjalnie pomijając spotkanie z lodowatymi kryształami, niby lękając się, że ją ugodzą. - Pomógł mi, gdy byłam głodna. - Wydukała, a usłyszawszy swój własny głos, spochmurniała. Zdała sobie sprawę z beznadziejności powodu, dla którego naraziła rodzinę na potencjalne niebezpieczeństwo. Bury rzeczywiście mógł mieć złe zamiary, a ona po początkowym szoku nie brała tego pod uwagę. Zamilkła na chwilę, by przełknąć ślinę. - Nie zaatakujesz nas? - Zwróciła się do towarzysza podróży, uprzednio zerknąwszy w jego kierunku.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Jamy wśród korzeni drzew

#26
Młoda Voulke korzystając z zamieszania powoli wycofywała się z nory, uznając że lepiej zajmie się poszukiwaniami Revirell. Że oni ją przyjęli? Mieli własne kłopoty i własne szczenięta, z resztą jak zauważyła było to zdecydowanie wystarczająco. Mignęła niby biała smuga między łapami przybyłych i nie mówiąc słowa zniknęła. Była piekielnie szybka jak na szczeniaka, z resztą nie na darmo nazywali jej matkę Szybkołapą, a ona była nieomal jej lustrzanym odbiciem. Uwaga Sharan i innych skupiona była na obcych wilkach, co pomogło Vou w podjęciu decyzji. Czy zamierzała wrócić? Nie wiedziała, żyła tą aktualną chwilą dla której uznała że idzie szukać babci Rell. Kogoś, kto w jakiś sposób wciąż łączył ją z matką, rodzeństwem i ojcem. Z jej prawdziwą rodziną. /zt

Jamy wśród korzeni drzew

#27
Widząc ogólną postawę oraz położone uszy małej, zrobiło mu się jej żal. W końcu to tylko nieostrożne, niedoświadczone szczenię, które z pewnością nie chciało w żaden sposób zaszkodzić swojej rodzinie. Słuchał wyjaśnień Burzy, jednocześnie zastanawiając się, dlaczego tak naprawdę, ostatecznie przystał na jej śmiałą propozycję ... Przecież ta sytuacja była do przewidzenia. Poniekąd miał szczęście, że przy norze zastała tylko Sharan. Kto wie jakby potoczyło się to wszystko, gdyby było inaczej.
- Jeśli miałbym taki zamiar, już bym to zrobił. - stwierdził, posyłając w stronę małej lekki, pokrzepiający uśmiech. Ucho mu drgnęło, a jasnożółte ślepia, zarejestrowały białą postać przemykającą obok nich. Był co prawda trochę zaskoczony, lecz nie poświęcił temu większej uwagi. "Coś chyba wam uciekło." - miał powiedzieć, lecz doszedł do wniosku, że to nie jest najodpowiedniejszy moment.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Jamy wśród korzeni drzew

#28
Nie spuszczała oczu z córki, kiedy ta, niezwykle z resztą wystraszona pytaniem matki, próbowała wyjaśnić jej swoje postępowanie. Sharan nie była na nią zła, w żadnym wypadku. Przecież ze spotkania nie wynikła żadna zła czy niebezpieczna sytuacja, nieznajomy wyglądał, po bliższej analizie i dłuższej rozmowie, na kogoś godnego zaufania. Wadera była zbyt skupiona na obecnej sytuacji, aby zdołać w jakikolwiek sposób zareagować na odejście Vasi. Ruch młodej samiczki zanotowały najpierw jej czujne uszy, które przekręciły się odruchowo w stronę czarnookiego szczenięcia, kiedy poczęło stawiać szybkie kroki na glebie. Gdzieś na skraju pola widzenia Sharan zamajaczył jasny cień, i tyle tylko zapamiętała z pośpiesznego odejścia córki Voulke. Nie zdołałaby jej zawołać, ani przekonać do pozostania. Być może mała postanowiła podjąć ponownie wysiłek odszukania rodziców, albo przybranej rodziny, jaką im obiecali? Czy miała prawo odbierać małej Vasi nadzieję do końca, nie pozwalając jej samej przekonać się o tym, że wieszczka i jej partner zapewne już od dawna nie żyli, a Revirell równie dobrze mogła być równie martwa jak oni? Nie miała serca odbierać małej nadziei. Gdyby była na jej miejscu, też chciałaby przekonać się sama jaka jest prawda.
- Wierzę ci, Evreccie. Nie wyglądasz na kogoś, kto nosi zło w sercu. - już wypowiadając te słowa była nieomal pewna, że jej pierwsze wrażenie i podejrzliwość, mimo sytuacyjnego uzasadnienia, nie miały w jego wypadku podstaw. - Dziękuję, że zaopiekowałeś się Burzą.
Jej postawa uległa widocznemu rozluźnieniu. Widać było, że jest masywna - nie z powodu mięśni ani wagi, tylko sierści, schedy po jej rodzicach, która czyniła ją optycznie większą niż w rzeczywistości była, i przy okazji chroniła Sharan przed zimnem -ale nie emanowała grozą. Nie było takiej potrzeby. Odważyła się postąpić kilka kroków w stronę basiora, przyglądając się mu bliżej, chłonąc zapach niesiony przez leciutki wietrzyk. Zapach ziół przypomniał jej dawne lata spędzone pod okiem zielarek z jej watahy.
- Wybacz, jeśli moje pytanie jest nie na miejscu, ale czy nie smuci cię samotne podróżowanie? Sama kiedyś przemierzałam świat bez nikogo innego. Dobrze pamiętam, jak pogodne uczucie wzbudziła we mnie obecność innych wilków i możliwość nazwania jakiejś grupy swoją "rodziną", nawet jeśli przybraną.
Jednocześnie spojrzała przelotnie, z zaciekawioną miną, w stronę stojącej w lasku wadery. Owa nieznajoma milczała, ale z nią Sharan też z chęcią zamieni kilka słów, jeśli jej zamiary są szczere i godne.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Jamy wśród korzeni drzew

#29
- Przyjemność po mojej stronie. - Powiedział rzucając, krótkie, wesołe spojrzenie w stronę małej po czym znowu przeniósł wzrok na Sharan. I rzeczywiście, spotkanie z Burzą było swego rodzaju urozmaiceniem, przerywającym monotonię, która wkradła się ostatnimi czasy w życie brązowego basiora. Miała ona w sobie pewien typowy dla większości szczeniąt urok, ciekawość świata ... to budziło wspomnienia. Zauważył, że jego rozmówczyni rozluźniła się i zrezygnowała z przyjętej dotąd pozy. "Czyli nie wypadłem tak źle".
- Muszę przyznać, że kiedyś praktycznie w ogóle mi to nie przeszkadzało, lecz teraz, z czasem ... nauczyłem się bardziej doceniać obecność innych, ... spotkania, relacje. - Odpowiedział, na swój sposób potwierdzając słowa wadery. Lubił swój świat, świat bez żadnych ograniczeń, spokój, odpowiedzialność tylko za siebie, chociaż, teraz zaczynało go to już trochę męczyć. Najbardziej w tym wszystkim nie przeszkadzała mu ciągła wędrówka, brak stałego miejsca, lecz właśnie samotność. Na początku nie chciał tego przyznać, nawet przed samym sobą, ale niestety, taka właśnie była prawda.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Jamy wśród korzeni drzew

#30
Szara wysłuchała słów Evretta z uwagą, na razie ignorując to, co działo się wokół. Nieznajoma wydawała się na razie słuchać, obserwować, a jej własne młode chyba były speszone pojawieniem się kogoś obcego. Spojrzała tylko na Burzę, starając się posłać jej pozytywne spojrzenie. Czy mała wciąż obawiała się gniewu matki? Gdzieś za szarą waderą plątał się maleńki Vermin, a prawdopodobnie w norze, lub gdzieś bezpośrednio przy niej musiała drzemać, lub po prostu ukrywać się jej druga córka, Echo, a także Poranek. Cisza z jego strony była wręcz czymś zaskakującym, bowiem samczyk był kimś wyjątkowo rozmownym i otwartym. Trochę ją ta cisza ze strony szczeniąt niepokoiła, choć z drugiej strony to dobrze, że nie wyleciały z ciekawością ku obcym.
- A może - odpowiedziała w końcu, kiedy samiec wypowiedział już to, co leżało mu na sercu - zdecydowałbyś się pozostać z nami na dłużej? Nie jesteśmy dużą grupą, ale zgraną i wierną sobie nawzajem. - Jakieś swoje maleńkie miejsce na świecie, które mogli do pewnego stopnia nazwać swoim własnym, już mieli. Nie był to jeszcze teren watahy, ale już jakiś zalążek, jakiś punkt zaczepienia, od którego można było dążyć dalej i wyżej, fundament, na którym mogli budować. Jeszcze ponad rok temu była sama, jedna. Pół roku temu miała tylko Jego, a potem jeszcze swoje szczenięta. Potem do jej rodziny dołączył Lotar, a dziś może dołączy ktoś jeszcze? Może w przyszłości będzie ich jeszcze więcej w grupie i osiągną stabilizację, albo chociaż jej namiastkę?
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron