Jamy wśród korzeni drzew

#11
Kiwnąwszy krótko łbem w geście aprobaty, basior zerknął przez ramię na stojącego obok Malakai'a. Cóż... Skoro wszystko zostało ustalone, nie było już więcej czasu do stracenia. Lepiej wyruszyć od razu i jak najszybciej zapewnić stadku solidne wyżywienie.
- Postaramy się wrócić przed świtem. Gdyby coś się stało podczas naszej nieobecności... zawyj ile sił w płucach. Raczej nie odejdziemy daleko. - polecił, choć w rzeczywistości wątpił, by Sharan potrzebowała tak trywialnych instrukcji. Co jak co, ale akurat ta wilczyca wiedziała o przetrwaniu wystarczająco dużo, więc w razie potrzeby podjęłaby stosowne kroki nawet bez porad Lotara. Niemniej jednak złotooki samiec wolał nie ryzykować i z wyprzedzeniem zaradzić wszelkim możliwym przeszkodom.
Kiedy zatem basior powiedział wszystko to, co miał do powiedzenia, wyminął on gromadkę odpoczywających szczeniąt, by na odchodnym raz jeszcze obrzucić krótkim spojrzeniem obecne obozowisko. Całkiem tu przyjemnie, trzeba przyznać... Oby tylko to poczucie bezpieczeństwa nie okazało się złudne. Należy być czujnym, nieufnym, podejrzliwym - zawsze. Właśnie tego nauczył się w ciągu swoich pięciu lat życia... Nieco to smutne, czyż nie? Ale dzięki temu Lotar wciąż stąpa po tym świecie.
Westchnąwszy bezgłośnie w tym niespodziewanym przypływie nostalgii, wilk zmierzył Malakai'a przelotnym, wymownym wzrokiem, by ostatecznie wraz z nim zanurzyć się w otchłani nieznanej głuszy.

// zt x2 - Lot, Malakai
Ukryta treść: pokaż
Obrazek

Jamy wśród korzeni drzew

#12
Szara kiwnęła głową na sugestię Lotara. Owszem, to było najlogiczniejsze rozwiązanie, a Sharan ufała swojemu głosowi. Miała jednak nadzieję, że nie będzie potrzebowała uciekać się do wołania o pomoc, a czas nieobecności basiorów spędzi raczej na leniwym ogarnianiu okolicy niż na napotykaniu wrogich czworołapów.
- Owocnych łowów - powiedziała, żegnając się z żółtookim i Duchem, po czym odprowadziła ich wzrokiem aż ich sylwetki znikły wśród gęstej roślinności.
Nie tracąc wiele czasu, wadera zanurzyła się w jamie, skąd wyciągnęła niepotrzebne resztki i twarde patyki, a także nieliczne kamyki, jakie tam się znalazły na przestrzeni.. Tygodni? Miesięcy? Nie miała pojęcia jak długo owa jama istniała i jak długo stała pusta, ale niektóre z resztek wydawały się dość stare.
Kiedy wyzbyła się już niepotrzebnych śmieci poczęła wnosić do jamy mech, którego akurat rosło wiele w okolicy, tworząc z niego miękkie posłanie. Po jakimś czasie uznała, że prace nad norą zostały zakończone, wyłoniła się z jej czeluści i rozejrzała po okolicy.
Przydałoby się zebrać więcej ziół. Gałązka tymianku, jaką udało jej się wpleść w gęste futro aby jej nie zgubić i móc w razie potrzeby użyć, wyglądała zdecydowanie samotnie, a i nie wystarczyłaby na ich całą grupę, gdyby zaszła konieczność użycia jej.
Wiedziała, czego ma szukać. Jej nos pracował niestrudzenie, aż natrafiła na znajomą woń, po czym odnalazłszy kępkę melisy, zdecydowała się zebrać jej tyle, ile zdoła. Nie wszystkie łodyżki bowiem nadawały się do zbioru, jak to zwykle bywało.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Jamy wśród korzeni drzew

#13
Chociaż przemożne zmęczenie zawładnęło zarówno ciałem, jak i umysłem młodzika, 'wszędobylskość' matki zdołała go wyraźnie zaintrygować. Co ona się tak krząta w tę i z powrotem? Oto pytanie, które uporczywie chodziło sobie po głowie samczyka niby jakimś mięciuchnym dywanie. O, nie! Nie ma tak! Vermin natychmiast zaspokoi swoją wewnętrzną ciekawość nawet pomimo fizycznego wyczerpania, ot co!
Dźwignąwszy się zatem na chudziutkie łapki z niemałą trudnością, szczeniak pognał wesoło w kierunku Sharan, by ostatecznie zatrzymać się tuż obok jej przednich kończyn.
- Co robisz, mamusiu? - zapytał z typową dla siebie dozą urokliwości, swymi bladoniebieskimi ślepkami uważnie śledząc zarówno kufę, jak i podnóże łap rodzicielki, przy których znajdowały się kępki różnych pachnących roślin. Hmm... Z tego, co malec zdołał zaobserwować, Sharan najwyraźniej wyrywała pojedyncze sztuki. Tylko... W jakim celu? Czy rosnący tutaj przedstawiciele flory cieszyli się jakimiś szczególnymi, pożytecznymi właściwościami?

Jamy wśród korzeni drzew

#14
Sharan miała dziś chyba szczęście. Troskliwie ujęła pyskiem cztery łodyżki melisy, jakie udało jej się odnaleźć i dodała je do, już nie tak bardzo samotnej, łodyżki tymianku. Zapach, jaki unosił się teraz wokół niej uległ wzmocnieniu, przyjemnie kręcił w nosie. Tak, to zdecydowanie coś, co nie zmieniło swojej woni i pachniało wciąż tak samo od jej dzieciństwa. Poczuła się na powrót jak szczenię, które uczyło się od staruch w swojej watasze jak i czym leczyć poszczególne schorzenia. Wiedza ta została jej w głowie do dzisiaj.
Jej rozmyślania przerwał głosik Vermina, jak zwykle ciekawskiego, jak zwykle dociekliwego. Uśmiechnęła się, widząc, jak wilczek stał się o wiele żywszy i ruchliwy niż podczas ich tułaczki. Obecność w tym miejscu zdecydowanie dobrze działała na jej rodzinę i znajomych. Ona sama też czuła się lepiej.
- Zbieram zioła - odpowiedziała maluchowi z prostotą, jakby było to coś tak oczywistego, co nie wymaga głębszych wyjaśnień. Dopiero po chwili złapała się na tym, że przecież Vermin jest na tyle mały, że nie wie jeszcze o czymś takim jak lecznicze i trujące rośliny, które mogą być wykorzystane w przeróżnych celach. - Widzisz, nie wszystkie rośliny są dla nas neutralne, część może być nam pomocna. Wiele roślin może zabezpieczyć ranę przed zakażeniem, obniżyć gorączkę, wyleczyć z przeziębienia, oraz innych przypadłości. Zebrałam właśnie melisę - Tu pokazała wilczkowi jedną z łodyżek, jakie dołączyły do jej skromnej, ale rozrastającej się powolutku kolekcji - Zapamiętaj ten zapach, warto mieć lecznicze zioła w zanadrzu, tak na wszelki wypadek.
Znalazłszy większy niż się spodziewała zapas melisy zdecydowała się teraz poszukać krwawnika, ten też zawsze mógł się przydać, a lepiej było mieć nieco zbyt wiele roślin, niż za mało. A nuż będą potrzebowali uleczyć rany Ducha i Lotara po polowaniu? Nigdy nic nie wiadomo, podczas łowów mogło zdarzyć się wszystko, zwłaszcza, jeśli trafili na grubszego zwierza.
W końcu jej oczom ukazało się niewielkie zbiorowisko krwawnika, co z resztą potwierdził też jej czuły nos. Po chwili znowu stała lekko schylona, usiłując zebrać jak najdelikatniej nadające się do zbioru łodyżki.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Jamy wśród korzeni drzew

#15
Vermin wysłuchał z uwagą wyjaśnień rodzicielki, co jakiś czas kiwając główką potakująco, co najwyraźniej pomagało mu w przyswojeniu nowej dawki informacji. Kiedy zatem Sharan przysunęła ku synkowi zebrane właśnie zioło, ten z zaciekawieniem nachylił się nad zieloną zdobyczą, po czym bez większych krępacji niuchnął soczyście, coby zgodnie z matczyną poradą lepiej zanotować zapach rośliny.
- Melisa... - powtórzył cichuteńko nazwę znaleziska, przyglądając się badawczo każdej łodyżce i liściu. Pewnie przypatrywałby się im jeszcze dłużej, gdyby wadera nie zdecydowała się ruszyć dalej. Młodzik bez większego namysłu podążył w ślad za nią niczym mały, może nieco natrętny cień, który najwyraźniej tak bardzo zaaferował się szukaniem ziół, że wszelkie dolegliwości fizyczne zeszły na dalszy plan. Na tę chwilę wypatrywanie leczniczej części flory stanowiło dla szczeniaka tak świetną zabawę, jakby nieomal poszukiwał ukrytego skarbu. Szkoda jednak, że tylko Sharan wiedziała, które rośliny spełniają wymogi...
Kiedy zatem samczyk ujrzał rosnący nieopodal, przyjemny dla oka kwiatek o ślicznych, fioletowych płatkach, nie omieszkał się go zerwać, by następnie radosnym krokiem podreptać z powrotem ku szarofutrej opiekunce.
- Mamo, zobacz, co mam! Czy ten kwiatuszek coś uleczy? - zapytał z naiwną nadzieją w głosiku, cały czas trzymając swą zdobycz w maleńkim pyszczku. Niestety roślinka, którą młodzik znalazł, nie chlubiła się żadnymi szczególnymi właściwościami... Aster - bo tak nazywał się wyrwany przezeń kwiatek - poszczycić się mógł jednak wyjątkowym walorem estetycznym oraz nad wyraz miłym aromatem. Może i to za mało, by uzdrowić fizyczne rany, ale przynajmniej owy aster był w stanie sprawić niejaką radość czyjemuś zbolałemu sercu... Zawsze to jakieś oderwanie od ponurej rzeczywistości.

Jamy wśród korzeni drzew

#16
Poderwała się nagle, wystraszona obcymi zapachami otworzyła matowoczarne oczy szeroko i natychmiast stanęła na łapach. Przez chwilę rozglądała się z szczerym przerażeniem, nie pamiętając kim są wilki obecne tutaj i gdzie właściwie się znajduje. Szybko jednak odetchnęła cicho, ale z żalem. Śniła o czasach kiedy rodzice byli przy niej, a to czy w ogóle żyją nie było wielką niewiadomą. Rzeczywistość okazała się być o wiele mniej szczęśliwa, także zwykle gadatliwa i pogodna młodsza Voulke teraz zamilkła i położyła się znów. Nawet jej nowa towarzyszka gdzieś zniknęła, co oczywiście nie poprawiało stanu czarnookiej.

Jamy wśród korzeni drzew

#17
Na licu Szarej zagościł uśmiech, kiedy malec przyniósł jej aster. Nie był leczniczym zielem, ale może też miał jakąś tajemną moc, bowiem błękitnookiej zrobiło się cieplej na sercu. Vermin był doprawdy uroczą istotą, być może miał nawet najwięcej czaru z całego swojego rodzeństwa? Jego brat i siostry odziedziczyły ciekawość, wartkość, samodzielność, śmiałość.. Vermin był delikatny, czarujący, wysublimowany.. Ciekawie na jakiego wilka wyrośnie?
- Kwiaty same w sobie - Sharan zdecydowała się w końcu odpowiedzieć - doskonale leczą smutek, zwłaszcza u wader. - Może trudno było jej przyznać to przed samą sobą, ale czasem odzywała się w niej ta delikatniejsza natura, pozwalająca docenić takie drobne uprzejmości, wbrew pozorom nic nieznaczące dary, efemeryczne prezenty, które zwiędną w kilka dni po ich podarowaniu. Niemniej jednak.. pozostawią po sobie przyjemne wspomnienie.. A czym innym było życie, jak nie ciągiem różnorodnych momentów i wspomnień?
- Jeśli chcesz, nauczę cię jak rozpoznawać zioła i jakie z nich warto zbierać - powiedziała wilczkowi, jednocześnie obdarowując do dotykiem ciepłego, wilgotnego języka na czółku, drobny wyraz nieskończonej rodzicielskiej miłości, jakim darzyła małego basiorka.
Jej czujne uszy poroszuły się, namierzając poruszenie nieopodal. Odwróciwszy głowę ujrzała czarnooką Vasi, nieco zagubioną, nawet wystraszoną, zdezorientowaną. Czyżby zapomniała, jak się tu znalazła a spotkanie z jej rodziną uznała za dziwny sen?
- Wszystko dobrze? - zagadnęła małą samicę błękitnooka. Głos miała miękki, jakby chciała jakoś dodać otuchy zagubionej duszyczce. Chyba planowany przez nią dalszy zbiór ziół zostanie odroczony o kilka chwil, przynajmniej na razie, a może i nawet do czasu powrotu Lotara i Malakai'a?
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Jamy wśród korzeni drzew

#18
Odkąd opuściła rodzinna jamę, a przynajmniej tymczasowe legowisko, minęło wiele godzin. Jednak teraz nie wracała sama. Razem z nią kroczył dorodny samiec, dzielnie przedzierając się przez dziewicze, nietknięte łapą większych drapieżników zarośli i krzewów. Nadłożyli trochę drogi, ponieważ młoda samica lekko zboczyła z przebytego wcześniej szlaku i musiała chwilę pokrążyć po okolicy, by powrócić na ścieżkę, ale ogólnie nie napotkali większych problemów. Mimo jednej wpadki można było stwierdzić, iż jak na tak młodego osobnika, Burza miała niezłą orientację w terenie, co jeszcze nieraz przyda się jej w dorosłym życiu.
- Mamo! - Krzyknęła niespodziewanie w chwili dojrzenia majaczącego wśród gęstych zarośli srebrnego futra. Momentalnie zerwała się, powolny, uważny krok przyspieszył, a cienka kita przecięła powietrze, obijając się o gałązki pozbawione liści. Zerknęła na burego, a w kobaltowych ślepiach zatańczyły radosne świetliki, niby pragnąc pokrzepić potencjalnie zmartwionego wilka. Wiedziała, że mógł czuć się niepewnie, ponieważ mówił jej o tym nad jeziorem, ale ona uważała, że nie ma powodu.
I miała rację, gdyż w okolicach nory znajdowała się jedynie Sharan wraz z pozostałymi szczeniętami. Wyłoniwszy się z buszu, prędko omiotła okolicę i nie zauważając Malakaia oraz Lotara, obdarowała towarzysza zaczepnym uśmiechem. - Mówiłam, że nie ma co się martwić. - Zagadnęła cicho, po czym skupiła uwagę na matce. - Mamo! - Zawołała ponownie, podchodząc do błękitnookiej. - Patrz kogo znalazłam. - Wypięła dumnie pierś, jakby prezentowała niemożliwą do osiągnięcia zdobycz. - To mój stróż. - Dodała, spoglądając na Evretta. - Złapałam też zająca. I znalazłam zioła, ale nie wiem jakie. O, tutaj są. - Na zakończenie "sprawozdania z wyprawy", bezceremonialnie zbliżyła się do samca i wskazała nosem roślinki wplątane w jego futro na karku. Od razu można było zidentyfikować krwawnik i lulek zerwany przez nią, ponieważ były zerwane niedbale, przez co utraciły nieco na wartości.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Jamy wśród korzeni drzew

#19
W odpowiedzi na wyjaśnienia matki, samczyk zamerdał energicznie chudziutkim ogonkiem, zaś w jego błękitnych ślepkach rozbłysła iskierka zadowolenia. Leczenie smutku? Brzmiało obiecująco. Wzmianka o rozróżnianiu poszczególnych ziół również stanowiła niezwykle kuszącą ofertę. W umyśle szczeniaka już powoli rodziła się myśl, jakoby pewnego dnia miał on dorównać rodzicom w umiejętnościach czy wiedzy uzdrowicielskiej. Taka wizja napawała go jakąś dziwną, acz wyraźną satysfakcją, niby swego rodzaju kompensacja za wrodzoną nieporadność. To, czego nie można wykazać mięśniami, należy nadrobić umysłem... Pytanie tylko, czy móżdżek Vermina nadawał się do tak poważnych spraw? Nie ulegało wątpliwościom, że dziecięca zabawa przysparzała samczykowi znacznie więcej radochy...
Hm, skoro o pozytywnych emocjach mowa, nowa towarzyszka nie wyglądała na zbyt zadowoloną. Młodzik dostrzegł ów fakt dopiero gdy Sharan zwróciła się bezpośrednio do osóbki Vasi.
- Mamusiu, ona wygląda na smutną... I jest waderą. Myślisz, że nasz kwiatek jej pomoże? - zapytał niepewnie, kątem oka zerkając na soczyście fioletowe płatki zerwanego wcześniej astra. Samczyk prawdopodobnie poświęciłby swemu znalezisku nieco więcej badawczych spojrzeń, gdyby nie nagłe przybycie Gwiezdnej Burzy i... no właśnie, kogo? Widząc nieznajomego, dorosłego basiora, Vermilian zastrzygł nieznacznie uchem, chwilowo powstrzymując się od konkretniejszych akcji.

Jamy wśród korzeni drzew

#20
To było właściwie trochę smutne.

No dobra, nie spodziewała się żadnego szczególnego powitania. Bo i od kogo miałaby go oczekiwać? Nikogo tu nie znała, ba, nawet nie wiedziała, czy ktokolwiek w okolicy pomieszkuje, choć po różnorakich zapachach i urokach tych terenów innego wniosku wyciągnąć się nie dało. Nikogo jednak nie spotkała do tej pory. Trochę przykre, ale zrozumiałe. Ona nie była kimś mega spostrzegawczym, jeśli chodzi o czyjąś obecność, ale wcale też nie kryła się ze swoją własną osobą. Można ją było bez problemu zobaczyć i wcale nie zdziwiłaby się, gdyby tak właśnie było. Fakt taki musiał najwyraźniej zostać zignorowany. A to już było niepokojące. Kto normalny ignoruje wtargnięcie nieznanego osobnika na swoje tereny? Stawiając łapę za łapą, zastanawiała się nad fenomenem tego miejsca i w końcu zrozumiała: nikt jeszcze nie uznał własności tych terenów! Mogła się, oczywiście, mylić i prawdopodobnie tak było, jednak nie jej to oceniać.

Coraz wyraźniejsze stawały się zapachy mogące świadczyć o czyjejś obecności. Wiatr niósł także dźwięki, które przypominały rozmowę. Zainteresowana, przyspieszyła nawet kroku, ażeby szybciej znaleźć się u źródła tych bodźców. Może w końcu uda jej się kogoś poznać? I kiedy już, już widziała z daleka wilcze sylwetki, zatrzymała się na chwilę. Wadera i.. szczeniaki. Przestąpiła z łapy na łapę, nie wiedząc, jak podejść, aby nie wystraszyć dzieci - to nic, że nie była jakiejś imponującej sylwetki, była obca, a nigdy przecież nie wiadomo, czy dzieciaczek nie wystraszy się nieznajomego. W końcu jednak postanowiła spróbować. Może samica nie uzna jej za żadne zagrożenie (oj, Raya zdziwiłaby się, gdyby było inaczej..) i okaże się nową znajomą?
- Dobry wieczór! - Zawołała z pewnej odległości. Machnęła kilka razy ogonem w nerwowym odruchu, nie wiedząc, czego się spodziewać.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron