Jamy wśród korzeni drzew

#1
Źródło: Wikipedia




Pośród niezliczonych drzew lasu jest taki obszar, gdzie ich korzenie są na tyle gęste i splątane, że między nimi powstała olbrzymia ilość jam i niewielkich zagłębień, gotowych służyć wszelkim zwierzętom jako schronienie. Częśćz nich jest na tyle duża, że byłaby w stanie pomieścić wilka, a także całe ich rodziny i mioty. Ich dna częstokroć wyściela warstwa miękkiego mchu lub listowia, czasem naniesionego tam przez poprzednich lokatorów.



Rośliny: krwawnik, melisa
Zwierzęta: lis, nornica, mysz



Teren zajęty przez Przebłysk Jutra

Jamy wśród korzeni drzew

#2
Niebieskooka szła uparcie, wiedząc, że majaczący na granicy horyzontu las już nie zniknie i zdążą nadejść ku niemu już niedługo. W rzeczywistości marsz zajął im kilka dobrych godzin, ale Szara uznała to za niewielką cenę za dotarcie w to miejsce. Brnęła nieubłaganie przez zarośla i zagajniki, i choć mogła zatrzymać się już na skraju puszczy, to nie przystanęła ani tam, ani wiele metrów dalej, zdeterminowana, aby znaleźć już jakieś potencjalne miejsce zamieszkania dla siebie i rodziny.
W końcu dotarła w miejsce, gdzie drzewa rosły gęsto, ich pnie i kora były intensywnie omszałe. Przez korony drzew przenikały niknące raz po raz słupy światła, już nie słonecznego, a księżycowej poświaty, pokrywającej wszystko zimnym blaskiem. Tu blask ten nie był tak silny, jak na pustyni, bowiem gęste listowie pozwalało na przenikanie tylko kilku słupów na raz. Atmosfera, temperatura były przyjemne, choć Sharan nie narzekałaby i na niższe temperatury - jej futro bowiem było gęste i dość długie, co było z resztą cechą jej przodków. Jak na razie jej młode posiadały zwyczajne futerka szczeniąt, ale może.. Może będą później równie gęste?
Sharan w końcu usiadła, ujrzawszy niedaleko przed sobą olbrzymią jamę. Poświęciła kila chwil na drobiazgowe sprawdzenie unoszących się w okolicy zapachów, wyglądało jednak na to, że byli tu sami, nie było czuć żadnych obcych woni. Kiedy jej łapy odpoczęły nieco, podeszła do obiecującego domu i zajrzała do jamy, ostatecznie upewniając się, czy nie czyha w niej żadne zagrożenie.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Jamy wśród korzeni drzew

#3
W trakcie podróży Echo ponownie zaczęła mieć nadzieję na nowe, lepsze jutro. Przestała nawet dostrzegać zmęczenie, niemal mechanicznie podążając ślad w ślad za matką, z niecierpliwością czekając na dotarcie do celu. Kątem oka przyglądała się krajobrazom, mając dziwne wrażenie, że przed oczami mają nowy dom. Wrażenie to zwiększyło się, gdy dotarły do jamy wśród korzeni drzew.
Widząc, jak Sharan zagląda do środka, młoda uznała, że musi być tu bezpiecznie. Miała dość biernego przyglądania się poczynaniom innych. Ruszyła dość szybko do przodu, przemykając obok matki, zagłębiając się w jamę. Przystanęła, wysuwając pysk przed siebie i węsząc ciekawsko w powietrzu. Tak bardzo skupiła się na tym zajęciu, które pozwalało jej zapomnieć o swoich problemach, że straciła rozeznanie, gdzie w tej chwili znajduje się cała reszta rodziny. Wystarczyła bliska obecność matki, która zapewniała Echo poczucie bezpieczeństwa.
Obrazek


For my dreams I hold my life
For wishes I behold my night
The truth at the end of time
Losing faith makes a crime

Jamy wśród korzeni drzew

#4
Gwiezdna również podążała przed siebie mimo woli jej umęczonych łap, które z każdym krokiem coraz bardziej, coraz mocniej błagały o choć odrobinę odpoczynku, o zaprzestanie marszu, o położenie się na kilka chwil... Szła pomimo uporczywego, szczypiącego bólu pochodzącego ze startych, suchych, stwardniałych poduszek łap, który powoli rozchodził się po całym ciele, nie dając ni sekundy wytchnienia. Na widok zbliżających się zarośli, krzewów i drzew, wykrzywiła pyszczek w przeplecionym lekkim grymasem uśmiechu, zwiększając tempo, by rozpocząć lekki trucht. Podążała za matką, a gdy ta przystanęła w celu wykonania powierzchownych oględzin nieznanego terenu, wkroczyła do jamy, by następnie wskoczyć w kąt, gdzie akurat znajdowała się kupka wielobarwnych liści, prawdopodobnie zgromadzonych przez tańczący w koronach drzew wiatr. Wychudzone ciało legło z hukiem na wyściełane podłoże, kobaltowe soczewki skryły się pod czarnymi powiekami, a z pyska szczenięcia poczęły wydobywać się spokojne wydechy. Zasnęła błyskawicznie, nie można było mieć co do tego wątpliwości. Jej organizm był na tyle odwodniony i wykończony, że nie dał rady pracować dłużej, niźli było to konieczne, a dostrzegając możliwość zregenerowania się, bez wahania postanowił odłączyć się od świata realnego, pozwalając córce Sharan odpłynąć w niebyt. Chociaż na moment.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Jamy wśród korzeni drzew

#5
Była krok za swoją nową przewodniczką, pilnując się drobnej, czarnej sylwetki i walcząc z myślami syczącymi w małym łebku. Matki już nie ma. Ciągle słyszała jej słodki, słaby głos kiedy się żegnały, jej śmiech brzmiący czysto jak srebrne drzwonki. Zawsze żałowała że odziedziczyła barwę oczu ojca, wolałaby ślepia matki, pełne żywych, soczystych barw bez przerwy walczących ze sobą. Ojca z resztą też nie ma, jego masywnej, budzącej podziw sylwetki, bezpieczeństwa jakie zapewniał jego głuchy warkot przed jamą. Pamiętała jak kłócili się kiedy uczył córkę walki, był bezlitosny i często Voulke zlizywała krew z futra szczenięcia, zasypując Reevera pretensjami. Jest za mała! Ułożyła się obok Burzy, zamykając jednolicie czarne ślepia. Jest taka jak ty.
Jak Voulke? Pamiętała, że to imię każdej z nich. Ona też była Voulke, tak jak matka, tak jak babka. Phanayę zwano Voulke, a Voulke powinno się zwać Sheneya. Vouellyephanayaelk, Vouellyesheneyaelk i ona, Vouellyevasijaelk. To rodzicielce powiedziała babka, kiedy wreszcie spotkały się po latach. Futro miała srebrzyste, a oczy ciemnozłote. Sheneya. Przeżyłaś. Podczas tego spotkania Vasi była jeszcze z rodzeństwem w brzuchu matki, rozwijając się powoli. Sheneya? Skupiła się na barwie głosu Vou, kiedy jej to opowiadała.
Vouellyesheneyaelk. Voulke, to imię każdej z nas.

Jamy wśród korzeni drzew

#6
Kątem oka szara obserwowała z jednej strony czy jej grupa nadchodzi. Powinni się trzymac razem, dopóki przynajmniej nie rozeznali dobrze terenu; kto wie, co mogło tu na nich czyhać - zdradliwy teren, trujące rośliny, dzikie zwierzęta? A może.. Wilki? Coś podpowiadało jej, że nie będą jedyną grupą czworonogów w tej krainie, choć nie miała jeszcze ku temu żadnych odnalezionych przesłanek, ani tym bardziej twardych dowodów. Były to poprostu podszepty intuicji błękitnookiej, która nota bene dość dobrze służyła jej przez 7 lat żywota. Czemu miałaby więc ją zawieść teraz?
A jakby tego było mało reszta jej wzroku skupiona była na tym, co aktualnie mogłaby ujrzeć w głębi nory. W czeluścia otworu najpierw zagłębiła się jej kufa, a po niej cała głowa, aby po niej dołączyły do niej barki i spora część torsu. Kiedy szara uznała, że nic w otworze się nie czai, wyszła z niego i spoglądając na obecnych, stwierdziła:
- Nora jest bezpieczna, możemy się do niej wprowadzić. - słowa te powiedziała z niemałą radością, przecież w końcu ich pielgrzymka miała się ku końcowi, a przynajmniej wadera miała taką nadzieję. Pozwoliła sobie nawet na poczucie ulgi, rozluźniając nieco napięte mięśnie, pozwalając żelaznemu skupieniu na rozpierzchnięcie myśli nieco dalej niż wokół ich przetrwania, które dotąd wydawało się stać pod mocnym znakiem zapytania. Oto mieli grunt, ja jakim mogli dalej swobodnie budować.
A jednocześnie wydała się być lekko zirytowana brakiem obecności reszty grupy, która musiała się wlec jeszcze przez pozostawione przez nią w tyle zagajniki i polany. Nie miała wątpliwości, że trafią tu za ich wonią, niemniej jednak wolałaby, aby byli tu w całości. Zaczęła się powoli nawet zastanawiać, czy aby nie powinna zawyć, aby przyśpieszyć ich nadejście.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Jamy wśród korzeni drzew

#7
Przybył znacznie później, lecz jak się okazało nie był również tym ostatnim, choć w obecnej to chwili nie miało to żadnego większego dla nich znaczenia. By całkowicie wycieńczony troskami ich karkołomnej wędrówki, jaką musieli odbyć aż tutaj, zawitał w szeregach obecnej gromadki, upewniwszy się jak to zresztą czynił wcześniej, czy cała reszta nadal za nim podążała. Po czym kierując swoje oblicze ponownie naprzód, objął znużonymi już szafirami wspaniałą aparycję swojej wybranki, która znajdowała się tuż przed nimi, aby równocześnie nacieszyć swoje oczęta ale również popaść po raz kolejny w konsternację. Bo oto tuż przed nim to samym znajdowała się ta, która niegdyś jakby zagubiona podążała tuż zza nim, by teraz w świetle nowego świata a tym samym ich alternatywnego domu, obrać koło sterowe własnego losu a czyżby nawet za nich wszystkich, bo w jakże inny sposób można było postrzegać jej dotychczasowe przewodnictwo ?
Ktoś będzie musiał pozostać z młodymi, a postała dwójka wyruszy dalej aby wybadać pobliską okolicę oraz pozyskać nieco strawy. - Rzekł nad wyraz spokojnie, po tym jak wygodnie usadowił się tuż obok szarej, doglądając wspólnie wszystkich zgromadzonych oraz wyczekując reszty która miała lada chwila dołączyć, w głębi duszy zastanawiając się nad tym co rzeknie błękitnooka w stosunku do jego propozycji, a być może nawet zadecyduje inaczej ?

Jamy wśród korzeni drzew

#8
Lotar zjawił się kilka chwil po Malakai'u, choć złotooki basior głównie zawdzięczał swoje opóźnienie guzdralstwu małego Vermina, u boku którego dane było mu iść. Zmęczony szczeniak z wielkim trudem pokonywał kolejne odległości, przez co dystans między nim a resztą grupy niemiłosiernie się powiększał... Młodzik miał wiele szczęścia, że 'wujek' w ogóle zdecydował się na przypilnowanie jego lichej osóbki.
Dołączywszy wreszcie do reszty, Lotar przystanął obok swych towarzyszy podróży, by następnie omieść przelotnym spojrzeniem najbliższą okolicę. Hm, istotnie wyglądała na całkiem bezpieczną... A przynajmniej wystarczająco bezpieczną na choćby jeden nocleg.
Słuchając uważnie propozycji białofutrego kompana, złotooki przysiadł na ziemi, w zamyśleniu nieznacznie odchylając jedno z uszu ku tyłowi.
- Nocny zwiad? Nieco ryzykowne, ale z drugiej strony ciemności pozwolą nam na zaskoczenie zwierzyny łownej, o ile taka się gdzieś tutaj kręci. Łatwiejszy łup. - oświadczył, z uwagą spoglądając to na Malakai'a, to na Sharan w oczekiwaniu na ich opinie. Proszę, proszę... Cóż za... Demokracja. Do takiego systemu wilk jeszcze nie do końca przywykł, no ale... Czasy się zmieniają, a wraz z nimi również i metody postępowania.
Ukryta treść: pokaż
Obrazek

Jamy wśród korzeni drzew

#9
Umęczony organizm potrzebował ogromnej dawki odpoczynku. Zmusił Gwiazdę do bardzo długiego, kilkunastu godzinnego snu, który choć częściowo był w stanie zregenerować zniszczone, rozstrojone i nie nadające się do normalnego użytku ciało. Tak samo wykończony umysł nie był w stanie kreować sennych mar, w całości skupił się na odbudowie.
Nic jej nie mogło zbudzić. Nie zdawała sobie sprawy, że czarnooka legła obok niej, a dodatkowo ciepło bijące od ciałka Vasiji wzmogło zmęczenie, wprowadzając córkę Sharan w głębszą fazę snu. Burza nie drgnęła nawet o milimetr, o utrzymywaniu przez nią funkcji życiowych świadczyły tylko poruszająca się miarowo klatka piersiowa oraz cichutkie pochrapywanie, które wydobywało się ze szczenięcego pyszczka.
Pomału zaczęła odzyskiwać świadomość, lepiące się powieki uchylały się, a kolejno zamykały, nieprzystosowane do światła. Uszka drgnęły, nos wciągnął wonie. Kobaltowe kryształki rozejrzały się, po czym drobna samiczka podniosła się, a czyniła to niezwykle ślamazarnie, gdyż nie chciała zbudzić towarzyszki. Stanąwszy na cztery łapy, rozciągnęła się i postąpiła krok do przodu, w kierunku wyjścia.
- Wychodzę. - Odparła krótko, acz dosadnie, po czym szybko wygramoliła się z nieco już zatłoczonej jamy i czmychnęła wśród zarośla. Nie czekała na żadną odpowiedź, bo wiedziała, iż otrzyma odmowę. A musiała rozruszać kości, doświadczyć ostatnich ciepłych liźnięć słońca i ugasić pragnienie, które uporczywie o sobie przypominało poprzez nieprzyjemne drapanie w krtani. Ślad po niej zaginął.

/zt
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Jamy wśród korzeni drzew

#10
Szara wysłuchała uważnie słów partnera i Lotara, zastanawiając się, co będzie najlepszym rozwiązaniem. Gdzieś kątem oka zauważyła ruch ze strony jej młodych, ale zignorowała to na chwilę obecną, okolica wyglądała bezpieczne, niech maluchy sobie pozwiedzają. Chwila rozproszenia uwagi dała błękitnookiej więcej czasu na zastanowienie się, na sformułowanie odpowiedzi.
- Jeśli się ze mną zgodzicie - zaczęła, wciąż trochę niepewnie. Wszak nie była alfą, podróżowali jako grupa, więc czy nie powinni zdecydować jako grupa? - chętnie zostanę, przygotuję norę i okolicę do zamieszkania, zbiorę zioła. Te zawsze się przydadzą. Jeżeli chcecie, możecie zapolować i udać się na zwiad. - powiedziała w końcu, tak naprawdę rozważając jak najpraktyczniejsze rozwiązanie chwilowej zagwozdki.
Owszem, strawa przyda im się, i to bardzo. Tak długo żywili się resztkami, że każda świeża zwierzyna będzie dla nich niczym uczta, a na dodatek, dodając do tego możliwość odpoczynku w miejscu, jakie mogą nazwać w końcu własnym.. Tak, to był już luksus.
Sharan wróciła chwilowo myślami do nie tak dawnych czasów, kiedy pierwszy raz postawiła łapę w zamczysku Spaczonych. Do teraz pamiętała to, jakby to było wczoraj. Przestawienie się, przyzwyczajenie do dotyku wygładzonego przez ludzi kamienia było bardzo trudne. Kamień był zimny, obcy, nienaturalny... Jej łapy męczyły się na nim szybko, od czasu do czasu ślizgały, a teraz... Teraz przyzwyczajenie się na powrót do dotyku ciepłej, wilgotnej ziemi, łaskoczącego dotyku młodych roślin pod poduszkami łap było czymś nieomal nowym... W tej zmianie było coś ironicznego, jakby los rzucał nią z jednej skrajności w skrajność.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron