Serce lasu

#11
- Nie... - Odpowiedziała na pytanie brązowofutrego, spoglądając z ukosa na kawałek mięsa. - To moje. - Dodała po jakimś czasie z wyraźnym przekąsem, jakby nie chcąc, by ktoś przypadkiem uznał ten kąsek za swój.
Następnie Burza przytaknęła na słowa Lotara dając mu znak, iż zrozumiała. Nie zastanawiała się długo nad sensem jego wypowiedzi i ewentualnymi konsekwencjami złamania zasad, które im narzucił. Bo co mogłoby być niebezpiecznego w przekroczeniu rzeki? Już raz wybrała się na "przechadzkę", zdecydowanie dłuższą i bardziej żmudną niż początkowo zamierzała, ale dzięki temu odnalazła Evretta. Pamiętała, że nie przekroczyła rzeki, ponieważ uznała nurt za zbyt niebezpieczny oraz stwierdziła, iż głębokość koryta stanowiła dla niej przeszkodę nie do pokonania. Podróżowała wzdłuż jej biegu, a ten doprowadził ją do jeziora. Gwiazda nie wiedziała, co takiego strasznego mogło czyhać na nich po drugiej stronie cieku wodnego, pozostawało to poza granicami rozumowania młodej samicy. Potwory nie istniały, więc co innego? Byli wilkami, potrafili o siebie zadbać. Zwłaszcza rodzina czarnulki - przetrwali koniec krainy, ich domu i wychudzeni, wycieńczeni odnaleźli nowy świat.
Kobaltowe oczęta spoczęły na obliczu burego. Spojrzenie waderki wyrażało delikatne zniecierpliwienie i irytacje wymieszane z zaciekawieniem. Wyraz pyska córki Sharan pozostawał nieodgadniony. Ni szczęśliwa, ni znudzona, ni zdenerwowana. - Idziemy? - Zapytała niespodziewanie, po czym rozejrzała się po najbliższej okolicy. Nastawiła uszu, próbując ustalić położenie rzeki, ale nie potrafiwszy tego uczynić, obrała przypadkowy kierunek. Czekając, aż Stróż zdecyduje się podążać za nią, zerknęła po raz ostatni na Lotara, chapsnęła swoje drugie śniadanie, a następnie wspólnie z żółtookim zniknęli wśród zarośli gęstego lasu.

/zt
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Serce lasu

#12
Gdy usłyszał, że Lotar wyraził zgodę, pysk brązowego, rozjaśnił radosny uśmiech - nareszcie będzie mógł rozejrzeć się trochę po pobliskich terenach. Co prawda, wysłuchując tego co kruczy miał do powiedzienia, czuł się trochę niczym szczeniak, który, musi słuchać przestrzegającego go rodzica. Przez długi czas, kiedy podróżował samotnie, przywykł do tego, że nic go nie ogranicza, a za przewodnika ma samego siebie - dlatego ciężko było mu pogodzić się z narzuconymi ograniczeniami. Nie chciał jednak od samego początku narażać się przywódcy ich nowego stada, więc nawet nie próbował się z nim spierać w tej kwestii. Może postąpiłby inaczej, gdyby nie miała z nim wyruszyć Burza - nie chciał jej niepotrzebnie narażać, więc w tym wypadku, pozostanie w miarę blisko puszczy wydawało się dobrym rozwiązaniem.
Skinął łbem dając znać, że zrozumiał, iż jest teraz odpowiedzialny za bezpieczeństwo małej - Jasne, nie masz się o co martwić.- zdążył jeszcze odpowiedzieć, po czym widząc, że ta już zaczęła się oddalać, także ruszył z miejsca, przyspieszając odrobinę, aby się z nią zrównać.
/zt
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Serce lasu

#13
Odprowadziwszy ich spojrzeniem, Lotar jeszcze przez kilka dłuższych chwil tkwił w tym dziewiczym zakątku puszczy, niemalże chłonąc całe owo życie tętniące dookoła. Tak, ten rejon był doprawdy wyjątkowy... I samiec potrafił to dostrzec. Odetchnąwszy głęboko, kruczy basior odchylił nostalgicznie łeb ku górze, by ostatecznie uśmiechnąć się lekko na zastany widok. Spomiędzy gęsto usianych pni drzew bowiem, zdołała się przebić łuna światła, która subtelnie opromieniła złotem niewielki skrawek ziemi. Trudno nie dostrzec tu analogii do obecnej sytuacji w watasze; na razie byli tylko drobnym, pozornie nic nieznaczącym snopkiem światła, ledwie wyściubionym znad zarośli. Dysponowali nikłą siłą, skromną liczebnością, marnym kawałkiem terenu. Lecz pewnego dnia - podobnie jak wschodzące Słońce - zasiądą wysoko na nieboskłonie, swym blaskiem okalając nawet najdalsze zakątki Konkordii. Będą światłem. Będą przyszłością. Będą Przebłyskiem Jutra.
Z takimi właśnie myślami Lotar ruszył wreszcie w drogę powrotną, by wkrótce, jak płomyk świecy, zniknąć gdzieś z gąszczu lasu.
// zt

Serce lasu

#14
Lotar wpierw postanowił zawitać do Serca Lasu. Nie było to co prawda pogranicze terytorium, lecz samo jego centrum, ale fakt, że żaden z członków watahy przez dłuższy czas tu nie przebywał, nie wpływał zanadto na ich korzyść. Niegdyś pozostawiona tu woń Przewodnika była teraz nieomal niewyczuwalna, zatem z całą pewnością odświeżenie zapachowych oznaczeń należało teraz do priorytetów. Przylgnąwszy do drzewa, wilk uniósł tylną łapę, tym samym pozwalając strumieniowi moczu osiąść się na chropowatej korze oraz miękkim podłożu. Czynność tę basior powtórzył jeszcze kilka razy, nim ostatecznie przystanął, jakby zastanawiając się, które z drzew powinno zostać jeszcze oznakowane. Unoszący się wokół zapach był silny, niemal szczypiący nozdrza, jednakże nie ulegało wątpliwości, iż wkrótce osłabnie; samiec zaś zamierzał dopilnować, by jego oznaczenia tkwiły najdłużej jak to możliwe.
Po krótkim namyśle wilk legł na plecach, wcierając swoją woń nawet w warstwę runa leśnego. Tarzał się zawzięcie kilka dłuższych chwil, nim kątem oka dostrzegł coś interesującego. Krwawnik...? Tak, to chyba właśnie ta roślina. Lotar nie był może wprawnym zielarzem, ale w przeszłości zdołał zapoznać się z wieloma gatunkami flory. Hm, i pomyśleć, że kiedyś nawet myślał o obraniu ścieżki Wiedzącego... Cóż, los zdecydował inaczej.
Przekręciwszy się na brzuch, Przewodnik powstał nieśpiesznie, po czym otrzepał swe futro z wszelkich liści i trawy tkwiącej między gęstym włosiem. Następnie obwąchał ostrożnie roślinę, by ostatecznie rozdziawić szczęki i zerwać kilka sztuk. Przyda się uzupełnić zbiory ziół w Przebłysku; nawet jeżeli się pomylił i w istocie miał do czynienia z zupełnie innym zielem, Sharan lub Malakai na pewno go o tym poinformują.

Serce lasu

#15
Po chwili samiec dostrzegł jeszcze jedną intrygującą roślinę rosnącą w zasadzie tuż obok zerwanego właśnie krwawnika. Zmarszczywszy nieznacznie łuki brwiowe, basior kilka dłuższych sekund poświęcił na dokładne oględziny nowego znaleziska, chyba nie do końca będąc pewnym jego właściwości. Ostatecznie jednak postanowił zerwać kępkę, najwyraźniej ufając swojej intuicji. Był przekonany, że gdzieś już widział podobne ziele, i jeśli nawet nie w samej krainie Axis Mundi, to z pewnością gdzieś w drodze ku Konkordii. Ach, od teraz powinien zwracać większą uwagę na zastosowania poszczególnych ziół... Wiedza to potęgi klucz, ale wiedza niewykorzystywana niestety dość szybko zanika. Choć jak widać, jakaś cząstka wciąż pozostaje; okazało się bowiem, że przeczucie wilka go nie zmyliło. Lotar stał się właśnie bogatszy o kiść lulka czarnego - rośliny nie tylko o pięknych, żółtych kwiatach, lecz przede wszystkim leczniczych właściwościach. Zebrawszy zatem przedstawicieli obu zerwanych przez siebie gatunków, kruczy basior wkrótce opuścił tereny Serca Lasu.

// zt

Serce lasu

#16
Podczas gdy na dalszych rubieżach krainy rozgrywały się dziwne, podszyte magią wydarzenia, w sercach najgęstszych lasów również coś zaczęło się zmieniać. Powietrze dwa razy w miesiącu wypełniała słodka, delikatna woń, której źródła początkowo nie można było nigdzie dostrzec. Nic z resztą dziwnego - źródło zapachu kryło się wysoko, w miejscach, gdzie kończyły się pnie najstarszych drzew a zaczynały ich gałęzie. Zwyczajny wilk nie zdołałby się tam nigdy wdrapać, nie dosięgnęłoby go też żadne zwierzę za wyjątkiem tych, które potrafiły latać.
Właśnie tam, wysoko, pomiędzy nasadami gałęzi, na spękanych i omszałych pniach rosły delikatne plątaniny liści. Teraz ponownie wśród drobnych położonych kilka, kilkanaście metrów nad ziemią listków zawitały niewielkie pączuszki skrywające podobne do lilii kwiecie. Kwiatostany nie były jeszcze na tyle otwarte, aby zapach nabrać mógł pełni swojej mocy, ale wszystko wskazywało na to, że może się to stać całkiem niedługo.

Serce lasu

#17
Łapy samca wpierw przywiodły go do Serca Lasu. Szedł przed siebie nieśpiesznym, zrównoważonym krokiem, co jakiś czas przystając jednak, coby odświeżyć oznaczenia zapachowe. W pewnym momencie zaprzestał nagle tej czynności, gdy tylko do jego nozdrzy dotarła jakaś dziwna, specyficzna woń, której do końca nie potrafił zdefiniować. Nigdy wcześniej bowiem nie zetknął się z podobnym aromatem. Chociaż chwileczkę... Czy aby na pewno?
Powiódłszy wzrokiem za źródłem tajemniczego zapachu, oczom Lotara ukazał się rząd barwnych kwiatów, niejako przywodzących na myśl ostatnie spotkanie z potwornie silnym jeleniem. Czy miał właśnie do czynienia z tą samą rośliną, która wyrosła w miejscu śmierci rogacza? Jedyny wyjątek był taki, iż ta tutaj gościła na drzewach, tamta zaś na ziemi. Hmm, może powinien to później zbadać nieco dokładniej? Kwiaty usadowione były wysoko - zdecydowanie poza zasięgiem wilka. Warto jednak mieć na uwadze obecność tego tajemniczego przedstawiciela flory, a nuż może okaże się w jakiś sposób użyteczny?
Złociste ślepia samca jeszcze kilka dłuższych chwil lustrowały barwne płatki nieznanego gatunku, nim ostatecznie basior powrócił do oznaczania terenu.

Serce lasu

#18
Czas mijał powoli, a wraz z jego upływem coraz więcej drzew zyskało specyficzny zapach, tak charakterystyczny dla jego skromnej persony. Wkrótce żmudna praca dobiegła końca, a Serce Lasu zdawało się niemal wykrzykiwać imię swego posiadacza. Omiótłszy szybkim spojrzeniem swoje dzieło, Lotar - najwyraźniej zadowolony z rezultatu - machnął zamaszyście ogonem w powietrzu, po czym ruszył nieśpiesznie w bliżej niezdefiniowanym kierunku. Właściwie sam nie wiedział, dokąd zmierzał. Jego spacer daleki był jeszcze od zakończenia, o tym wiedział na pewno. Wilk postanowił zatem wykorzystać okazję i pozwiedzać tereny Puszczy nieco dokładniej.

// zt

Serce lasu

#19
Łapy zaprowadziły Sharan do serca lasu, gęstwiny drzew i krzewów stanowiących miejscami istny labirynt, a miejscami wręcz ścianę zieleni której przejście graniczyło z niemożliwością. Czuła tu nikły zapach Lotara, który prawdopodobnie oznaczał to miejsce jakiś czas temu. Stwierdziła, że zadanie to powinno zostać wykonane ponownie, gdyż zapach żółtookiego zdawał się być już tak bardzo delikatny, iż poznała go jedynie dlatego, że znała go prawie tak samo dobrze jak swój własny.
Samica zarówno z poczucia powinności jak i obowiązku przystąpiła do pozostawiania swoich znaków zapachowych na większych pniach i skupiskach krzewów, ocierając się o nie, zdzierając korę, drapiąc pazurami pnie i łamiąc gałązki. Nie była to wdzięczna ani przyjemna robota, ale nie była też trudna. Rzec by można, iż wręcz machinalna i nie wymagająca myślenia, więc mogła jednocześnie oddać się odzyskiwaniu tak dawno utraconej ciszy i równowagi w umyśle. Nie miała żadnych konkretnych wizji ani planów na przyszłość, co było niewątpliwym problemem. Żyła jak na razie z dnia na dzień, zwłaszcza od kiedy odszedł Poranek i doszło do lawiny wydarzeń, których nie była w stanie zbyt łatwo objąć umysłem. Powinna zapewnić stadu i rodzinie lepszy byt, ale jak? Nie była pewna, lękała się tych nieznajomych bóstw i wszelkich innych zagrożeń, jakie mogły nieść w sobie nieznane zakątki krainy. Może powinna je wszystkie sprawdzić i samemu rozprawić się z ewentualnym zagrożeniem? A może powinna skupić się na rozwoju swoich medycznych umiejętności? To były trudne pytania, na które nie miała chwilowo jasnych odpowiedzi. Chciała dobrze.. Tylko nie wiedziała jak to osiągnąć.
Always keep your foes confused. If they are never certain who you are or what you want, they cannot know what you are like to do next. Sometimes the best way to baffle them is to make moves that have no purpose, or even seem to work against you.

Serce lasu

#20
Skierowali się na północny-zachód, wybierając możliwie najkrótszą drogę ku obranemu przez Gwiezdną Burzę celowi. Pokonali wydmy, przedarli się przez spokojną, płytką część rzeki, by ostatecznie wkroczyć do prastarej puszczy, ledwo tkniętej wilczymi łapami. Każdemu manewrowi towarzyszył głos samiczki, bardzo spokojny i pozbawiony negatywnie brzmiących nut, kojący. Gwiazdka bardzo nie chciała, by basior znów się wściekł i stracił rozum, za wszelką cenę starała się nie uprzykrzać mu życia i nie dawać powodów do złości. Będąc w kniei, waderka rozglądała się uważnie w poszukiwaniu norki zająców lub innych niewielkich ssaków, które mogłaby upolować w mig (tak, jak to jej niegdyś pokazał Evrett). Tuż przed dotarciem do serca lasu dostrzegła kicające w pobliżu szaraki. Pozwoliwszy Snomiłowi nieco się oddalić, zaczaiła się i wybrawszy odpowiedni moment, dopadła jednego z nich, uśmiercając. Członkini Przebłysku Jutra z radością przecięła powietrze ogonem, po czym dogoniła towarzysza podróży. Obeszła go, a znajdując się przed nim, położyła zdobycz na ziemi. - Proszę.
Wnet dostrzegła w oddali znajomą postać. - Mamo! - Krzyknęła na widok matki, doskakując do niej niby kometa. Zaniepokojenie, stres ustąpiły miejsca spokojowi oraz uczuciu ulgi. - Znalazłam go na ziemiach pokrytych jasnym piachem, przy wodzie, zachowywał się strasznie... - Wymruczała dość cicho, niby nie chcąc, by ten, o którym mówi to usłyszał. - Próbował mnie zaatakować, ale w ostatniej chwili przestał i osunął się na ziemię. Przeprosił, ale mówił w dziwny sposób... - Obliczem Burzy zawładnęło zmieszanie. - Chciałam mu pomóc, bo ty tak byś na pewno uczyniła, ale nie powiedział mi, czego potrzebuje. Zrobiło to za niego jego ciało, z brzucha wydobył się ryk głodu. - Dokończyła, rzucając mu przelotne spojrzenie. - Upolowałam zająca, ale to chyba za mało. - Skomentowała smętnie, ponownie skupiając swą uwagę na Sharan.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron