Labirynt mgły

#21
Nieomal z przyjemnością przyjął ból, dumny z fiołkowookiego którego atak nie dość że silny, to był również celny, szczególnie że Ravzahr walczył i unikał na serio. Z wprawą znów sięgnął kłami do ciała podrostka, niemile jednak zaskoczony brakiem reakcji. W gniewie uderzył mocno, nie rozumiejąc dlaczego Nienazwany rezygnuje, przecież zaczęło mu się udawać, poprzedni atak sięgnął nawet rozczochranego, hebanowego futra rozdzierając czarne płomienie, sprawiając że posoka basiora zmieszała się z posoką jego ucznia. Naznaczył dwie nowe rany niby piętna na aksamitnym, białym futrze podrostka, licząc na to że zmotywuje go do dalszej walki o życie, lecz gdy nie otrzymał odpowiedzi, stracił cierpliwość. Przeklęty zamierzał dać synowi Faviryael nauczkę, czy tego chciał czy nie. Odpowiednio ułożył w mocnych szczękach lewą, przednią łapę ofiary i zatrzasnął je gwałtownie, czując znajomy trzask pękających kości.
- Jak się będziesz poddawał, połamię ci wszystkie kości. Za każdym razem jedną, może dwie, aż nie będziesz mógł się ruszyć. Potem będziesz zdychał, powoli i długo, bo takiemu ścierwu bez woli życia nie warto nawet skracać cierpienia. - wychrypiał złowieszczo, górując nad zmasakrowanym przeciwnikiem, jednak w głębokim, ciepłym głosie schrypłym od milczenia, nie dało się usłyszeć gniewu. Brzmiał spokojnie, beznamiętnie jakby przekazując suche fakty. Odwrócił się i zdawałoby się że odejdzie, ale lodowooki tylko sięgnął do ziela krwawnika, rosnącego nieopodal by wyrwać je z podłoża i zachować, tak samo postąpił z lulkiem czarnym, czyżby zamierzać pomóc białemu w leczeniu..?

Labirynt mgły

#22
Przeszywający ból, jakiego młodzieniec nigdy w swym krótkim życiu jeszcze nie zaznał, przebił się do uśpionej świadomości, rozdarł myśli, zmusił do rozwarcia chabrowych ślepi. Serce zabiło mocniej, płuca ze świstem zassały powietrze. Ktoś wrzasnął krótko, głosem dziwnie szorstkim i obcym. Nienazwany nie wiedział, że to z jego gardzieli dobył się ów przeraźliwy skowyt, maleńkie uszka drgnęły poszukując źródła dźwięku. Nie dłużej niż przez dwa oddechy dało się dojrzeć na powierzchni fiołkowych ocząt syna Faviryael ból, przerażenie, błaganie. Później na wzór krzyku i one zniknęły, przykryte ciężką kotarą opadających powiek. Świat zawirował, powoli dominowany przez wszechobecną ciemność, słowa Rzeźnika nie sięgnęły zmysłów. Nienazwany zemdlał, dojmujące przemęczenie i nadmiar negatywnych bodźców, w tym cierpienia, jakiego zaznał od starszego samca, odcięły go od rzeczywistości. Był zdany na łaskę, lub niełaskę kryształowookiego.
Rany obficie broczyły krwią, barwiąc niegdyś śnieżnobiałe pasma włosów głęboką purpurą, posoka mieszała się z brudem, łapa zaś leżała wygięta pod nienaturalnym kątem. Całości dopełniał paskudny, metaliczny swąd karminu, potu i piaszczystego gruntu, co składało się na obraz równie przykry, co odrażający. Podrostek bardziej przypominał poszarpane truchło, niźli żywą istotę i, nie można zaprzeczyć, całkiem mu do owego truchła było blisko.

/Nienazwany otrzymuje 25 punktów obrażeń, bo chce.

Labirynt mgły

#23
Powoli obszedł zmasakrowane ciało młodzika, jedynie powoli unosząca się klatka piersiowa świadczyła o tym, że fiołkowooki jeszcze żyje, posoka powoli wyciekała z wielu poważnych ran, a złamana łapa odstawała pod dziwacznym, nienaturalnym kątem. Ravzahr wielokrotnie pozostawiał swoje ofiary w takim stanie, zdane na łaskę przypadku, trochę bawiła go świadomość że dawał losowi szansę zdecydować. Czy przeciwnik przeżył czy nie, zwykle nie wiedział. Nie interesowało go to, ale tym razem było trochę inaczej.
Tym razem szarpnięciem przywrócił złamanej kończynie naturalne ułożenie, przeżuł ziele krwawnika i opluł nim co większe rany Nienazwanego, gestem wyglądającym może na wyjątkowo obraźliwy, ale jednak, było to pomocne. Krwawienie ustało, teraz biały młodzik poradzić musiał sobie sam, przynajmniej przez jakiś czas. Przeklęty uznał że zrobił już co mógł i co chciało mu się zrobić, teraz może przyniesie młodemu coś do zjedzenia, o ile ten przeżyje do tego momentu. Nie budził białofutrego, przyda mu się trochę odpoczynku, a i po co miałby się podnosić? Okolica nie wyglądała na niebezpieczną, nie czuć było tropów żadnych większych drapieżników mogących zagrozić nieprzytomnemu wilkowi. Otrzepał czarne futro z nadmiaru posoki i nie przejmując się swym wyglądem czy ranami, odszedł, upewniwszy się że tym razem los nie zdecyduje o odejściu jego ofiary. Dlaczego? Nie wiedział i nie chciał wiedzieć, z jakiegoś powodu wyjątkowo go to nie obchodziło. Ufał swoim instynktom, nawet jeśli były wyjątkowo spaczone.
/Krwawnik - > Nienazwany
/zt/

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron