Złocisty las

#21
Ku swemu nieszczęściu, kolejne natarcie basiora nie przyniosło oczekiwanego skutku. Zamiast tego poczuł stosunkowo lekkie pchnięcie w grzbiet, przez co jego równowaga znów została na moment utracona. Tym razem jednak dość szybko zdołał ją odzyskać, szczęśliwie zapobiegłszy bliższemu spotkaniu z brudną ziemią. Niestety ulga nie trwała długo, albowiem już po krótkiej chwili samiec poczuł na swym karku delikatne ukłucie zaciśniętych nań szczęk. Znieruchomiał. Czy właśnie dał się podejść jak jakieś nieopierzone szczenię... i to w dodatku kompletnie oderwanej od rzeczywistości wilczycy, wychowanej z bandą psów?! On?! Toż to... Niedorzeczne. Niemożliwe.
...A jednak tkwił teraz w miejscu bezradnie, zwarty z Ethnenn w niebezpiecznym uścisku, z ciężkim oddechem akceptując powoli swoje nowe, niekorzystne położenie.
- A niech mnie... Całkiem dobra w tym jesteś. - przyznał niechętnie, parsknąwszy cicho z niedowierzaniem. Cóż, nie docenił umiejętności przeciwniczki. Kolejny raz. Nie zamierzał jednak tak szybko dać za wygraną. Jako że zęby samicy przylegały do jego ciała dosyć powierzchownie, odczekawszy kilka sekund, Lotar wierzgnął niespodziewanie, jednocześnie wciskając niejako szyję między barki (na tyle, na ile było to oczywiście możliwe), coby nie tylko wywinąć się z niekomfortowego uścisku, lecz również zrobić to w miarę bezpieczny sposób, nie ryzykując dodatkowych obrażeń czy skręcenia karku. Odzyskawszy upragnioną wolność, samiec wpierw odskoczył jak oparzony poza zasięg rywalki, by następnie w bezpiecznej odległości przycupnąć z wysoko uniesionym ogonem, jadowicie żółtymi oczyskami świdrując sylwetkę rudej. Na parę ładnych chwil zapanowała głucha cisza, lecz wraz z pierwszym podmuchem wiatru, wilk wybił się zręcznie od tylnych kończyn, w odróżnieniu od poprzednich prób dobiegając do przeciwniczki nieco chaotycznym slalomem, aby zdezorientować ją bardziej niż kiedykolwiek i w końcu przełamać jakoś jej linię obrony. Cel kruczego znów stanowiły tylne łapy, lecz teraz interesowały go raczej okolice stawu skokowego aniżeli pachwiny. Tym razem to on zamierzał wytrącić Ethnenn z równowagi, dobijając kolejno do odpowiednich kończyn.

Umiejętność --> Podwójny Cios

Złocisty las

#22
W ferworze walki, Ethnenn nie udało się założyć takiego chwytu jakby chciała, ale złapała skórę Lotarowego karku, na chwilę unieruchamiając czarnego wilka. Atak wyraźnie zszokował pewnego siebie wojownika, który w osłupieniu zamarł na sekundę bez ruchu, jednocześnie komplementując wilczycę. Na pochwałę zareagowała lekkim śmiechem przez zaciśnięte zęby. Co jak co ale Ethnenn zdawała sobie sprawę, że na jakiekolwiek uznanie jest stanowczo zbyt wcześnie, przecież czarny wciąż stał na nogach, no chyba, że wilk aż tak nisko cenił ją na starcie i zakładał, że potknie się o własne łapy, albo coś w tym stylu. Nie przywiązując się specjalnie do słów samca, czyli nie traktując ich ani pozytywnie ani jako obrazę, z wrodzoną wesołością bura uznała, że powinna się przyłożyć do tego pojedynku i wyedukować nowego znajomego.
W tej chwili wadera podrygiwała bardziej na dwóch niż na czterech łapach, nie chcąc wypuścić Lotara z paszczy, ale musiała jak najszybciej poprawić chwyt zębami, bo w aktualnie sytuacja była co najwyżej patowa. Niestety w najmniej odpowiednim dla samicy momencie, Lotar wierzgnął i wyrwał się na wolność, niwecząc plany wilczycy, na co prychnęła niezadowolona.
Patrząc w złote oczy, Ethenn domyśliła się, że żarty się właśnie skończyły i pojedynek nabierze rumieńców, jakby nie było basior walczył o swój samczy honor. Zwyczajnym swoim sposobem znieruchomiała czekając na kolejny atak kruczofutrego. Przez kilka chwil oboje oceniali siebie na wzajem i wtedy jakby dla dramatyzmu, basior runął wraz z wiatrem na Ethnenn pełną prędkością, ale tym razem wężykiem utrudniającym przewidywanie jego ruchów.
Ruda pogodziła się z brutalnymi realiami, że tego ataku nie uniknie. Mogła co najwyżej próbować zminimalizować straty. Jak zawsze czekając do ostatniej chwili, rzuciła się susem w bok, licząc, że dobrze przewidziała miejsce ataku Lotara.
Biorąc jednak pod uwagę możliwą porażkę i przygotowana na ewentualny ból, gwałtownie skręciła się w stronę potencjalnej lokalizacji samca, rozdziawiając szeroko szczęki by chwycić jakiś fragment grzbietu, który w tym momencie nawinąłby się pod zęby.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Złocisty las

#23
Unik Lotara
Wynik rzutu: 10
Unik powiódł się.

Wynik rzutu: 3
Unik = (3*10) + 12 = 42%
Lotar przyjmuje 2 punkty obrażeń.

Atak Lotara
Użycie umiejętności Podwójny cios.
Wynik rzutu: 6+1
Wynik rzutu: 10+1
Cios krytyczny, nakłada krwawienie (-2PŻ/tura).
Ethnenn przyjmuje 2 punkty obrażeń (krwawienie).


Lotar zadaje 7 punktów obrażeń (pierwszy cios).
Lotar zadaje 11 punktów obrażeń (drugi cios).

Unik Ethnenn
Wynik rzutu: 2
Unik nie powiódł się.
Ethnenn przyjmuje 7 punktów obrażeń (pierwszy cios).
Ethnenn przyjmuje 11 punktów obrażeń (drugi cios).


Atak Ethnenn
Wynik rzutu: 8+1
Ethnenn zadaje 9 punktów obrażeń.

Stan po III turze
Lotar 93 PŻ 70 E
Ethnenn 90 PŻ

Lotar, wyraźnie niezadowolony ze swoich wcześniejszych porażek, tym razem zaskoczył przeciwniczkę. Nieokreślony slalom umożliwił mu zbliżenie się do Ethnenn, dosięgnięcie jej kończyn i poważne ich uszkodzenie. Samica, dodatkowo motywowana przez uporczywy, piekący ból, mocno wgryzła się w grzbiet zajętego łapą basiora. Oboje złączyli się w koszmarnym uścisku, a ze świeżych ran pociekła ciepła krew, brudząc futra rudej i czarnego.

Złocisty las

#24
Oho, czyżby przesadził? Zębiska basiora przeorały po łapach przeciwniczki mocniej niż zamierzał. Kiedy zaś ciepła, szkarłatna posoka wypełniła usta samca, poluzował on uchwyt nieznacznie, by już w następnej chwili poczuć piekący ból w okolicach grzbietu. Syknął mimowolnie, i nawet jeżeli w przeszłości zwykł przyjmować poważniejsze obrażenia, doznawanie fizycznego cierpienia nie jest czymś, do czego można się tak łatwo przyzwyczaić.
Mięśnie grzbietu samca spięły się natychmiast, niby twardy pancerz chroniący przed wdarciem się ostrych zębów w głębsze partie ciała. Co więcej, kruczy miał nadzieję, że dzięki w miarę sztywnej strukturze, szczęki wadery nie zacisną się nań zbyt solidnie. No, pozostawały jeszcze luźne fałdy skórne, ale nie było to nic szczególnie zagrażającego. Cóż, Złotooki właściwie tylko tyle mógł w tej sytuacji zrobić; na standardowy unik było już bowiem za późno.
Wilki kilka dłuższych chwil trwały w bezecnym uścisku, nim Lotar ostatecznie pociągnął gwałtownie za kończynę rywalki, jednocześnie napierając grzbietem na jej szczęki, coby wreszcie zachwiać jakoś jej równowagę. Zabieg ten na pierwszy rzut oka mógł wydawać się nieco brawurowy, aczkolwiek Przewodnik paradoksalnie ryzykował w ten sposób mniejszymi obrażeniami, niż gdyby siłą próbował wyszarpnąć się z uścisku. Chwyt wadery powinien się wkrótce poluzować, a w połączeniu z rannymi kończynami, być może nawet skończy ona z łbem wtulonym w wilgotną glebę? Kruczy na to przynajmniej liczył; chciał ją powalić. Ethnenn - jak już zdążył zauważyć - była jednak osóbką niezwykle gibką, więc w tym wypadku basior nie miał pewności, że jego plan odniesie pożądany skutek. Mimo to postanowił zaufać intuicji i nie przebierać w środkach. A nuż wszystko pójdzie po jego myśli?

Złocisty las

#25
Tym razem Ethnenn źle obstawiła atak Lotara i zamiast uniknąć ugryzienia, nawinęła się wprost pod zęby basiora. Ten zaś wykorzystując doskonałą okazję, odrobił straty po poprzednich nieudanych próbach, uszkadzając waderze nie jedną ale obie tylne łapy. Poczuła nieprzyjemny ucisk kłów na stawach skokowych i ciepło posoki spływającej po ciele. Gdy jednak basior atakował drugą nogę, wilczycy udało się wykorzystać moment i złapać grzbiet Lotara zębami, które zacisnęła z satysfakcją. Przez chwilę najwyraźniej oboje planowali dalsze kroki, analizując swoje opcje, ponieważ trwali w uścisku, gdy żadne z nich ani myślało puścić rywala.
W momencie gdy złotooki szarpnął za trzymaną w pysku kończynę i naparł grzbietem na Ethnenn, ewidentnie próbując ją przewrócić, skończył się czas kalkulacji i nadeszła pora improwizowania. Lądowanie na glebie może nie przesądzało sprawy, ale dawało sporą przewagę temu, który stał, a na to ruda nie miała zamiaru przystać tak łatwo. Puki adrenalina krążyła w żyłach, jeszcze nie czuła bólu, więc wciąż mogła oprzeć się w pełni na rannych kończynach. Jako imitację uniku rozluźniła ciągniętą łapę i zamiast walczyć o równowagę w pełni przeniosła ciężar na drugą z nich. W tym samym czasie puściła grzbiet Lotara, oderwała przednie łapy od ziemi by w próbie klinczu objąć nimi tułów samca i tak przytrzymanego złapać paszczą w dogodniejszym miejscu, czyli za ulubiony kark. Atak jawił się barwami stawiania wszystkiego na jedną kartę, ale skoro już byli w zawarciu wolała wykorzystać dostępne możliwości, czyli bliski zasięg i zajęte łapą szczęki kruczofutrego, niż próbować się uwalniać by potem przypuszczać atak. W końcu czy w dobrej zabawie nie chodziło właśnie o ryzyko ? Jak na razie wilczyca bawiła się coraz lepiej i miała zamiar przetestować umiejętności czarnego basiora.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Złocisty las

#26
Unik Lotara
Wynik rzutu: 1
Unik nie powiódł się.
Lotar przyjmuje 9 punktów obrażeń.

Atak Lotara
Wynik rzutu: 1
Krytyczna porażka.

Unik Ethnenn
Unik nie jest konieczny.

Atak Ethnenn
Wynik rzutu: 1
Krytyczna porażka.

Ethnenn przyjmuje 2 punkty obrażeń (krwawienie).

Stan po IV turze
Lotar 84 PŻ 70 E
Ethnenn 88 PŻ

Sprawy nie potoczyły się tak, jak każde z wilków to sobie wymarzyło. Niemalże jednoczesne rozpoczęcie skomplikowanych manewrów, w obecnej sytuacji nie sprzyjało powodzenia któregokolwiek z nich. Wilki, wciąż przebywając w krwawym uścisku, wyginały swe ciała, kłapały szczękami, wymachiwały kończynami po to tylko, by ostatecznie wylądować na ziemi, jedno obok drugiego.

Złocisty las

#27
Kiedy skomplikowane manewry zarówno Lotara, jak i Ethnenn zakończyły się fiaskiem, w konsekwencji czego obydwa wilki zaliczyły bliższe spotkanie z wilgotną glebą, kruczy basior wpierw parsknął cicho, nieco zażenowany, by już w następnej chwili roześmiać się rubasznie, chyba pierwszy raz od dłuższego czasu autentycznie ukontentowany. O dziwo nawet nie próbował on zdusić w sobie tej reakcji, może nawet nie potrafił... Sytuacja, w jakiej znalazła się dwójka przeciwników była dlań bowiem zdecydowanie zbyt zabawna, by zachować przy tym kamienne lico.
- Może uznajmy, że jest remis, co? - zagaił wciąż z iskierkami rozbawienia w oczach, po czym przekręcił się na brzuch i zerknął ukradkiem w kierunku powoli ciemniejącego nieba. Samiec leżał na ziemi jeszcze kilka krótszych sekund, nim ostatecznie dźwignął się na łapy, z ogonem subtelnie podrygującym w powietrzu. Najwyraźniej dobry nastrój wyjątkowo mu się dziś udzielił; dość niepowszechne to zjawisko.
- Muszę przyznać, że bardzo dobrze walczysz. Sądziłem, że pokonam cię bez większego problemu, a tymczasem... Cóż, nie doceniłem cię. - wyznał, skinąwszy krótko łbem w geście niejakich przeprosin. Następnie umilkł na moment i uniósł łeb do góry, z przymkniętymi oczami pozwalając, by jesienny wiatr zmierzwił delikatnie jego poplamioną krwią sierść.
W końcu jednak basior odetchnął cicho, by zaraz potem ponownie zwrócić się w stronę rozmówczyni, lecz tym razem wcześniejsza wesołość uleciała gdzieś w eter. Zamiast tego oblicze Lotara przywdziało zwyczajowy, poważny grymas, zaś jego złociste ślepia spoglądały z typową dla siebie determinacją.
- Mam dla ciebie jeszcze jedną propozycję... - oświadczył nagle, ze wzrokiem utkwionym prosto w oczach wadery - Pytałaś wcześniej, czy jest tu bezpiecznie. Odpowiedziałem ci wówczas, że mieszkam tu już jakiś czas...
Przytoczył, po czym zrobił krótką pauzę. Ciężko stwierdzić, czy chciał w ten sposób zbudować napięcie i przykuć uwagę Ethnenn, czy po prostu zbierał myśli... Być może prawda leżała gdzieś pośrodku. Niemniej jednak po upływie kilku chwil samiec nabrał powietrza do płuc, by kontynuować:
- Otóż tak się składa, że obecnie znajdujemy się niedaleko terenów wilczej watahy. Watahy, której ja przewodzę. I myślę, że w naszych szeregach znalazłoby się miejsce dla tak wprawnej wojowniczki jak Ty, Ethnenn.
Głos samca był spokojny, niemalże łagodny, lecz dało się wychwycić także nutkę zaciętości. Perspektywa nowej znajomej w roli członkini Przebłysku stanowiła wizję naprawdę kuszącą. Wadera bowiem nie tylko byłaby cennym nabytkiem, ale także... Cóż, Lotar najzwyczajniej w świecie zdążył ją nieco polubić. Mimo powiązania z psami sprawiała wrażenie dobrej towarzyszki przyszłych zmagań, bądź również konwersacji. Szkoda by było niezmiernie, gdyby wskutek jej ewentualnej odmowy, los wymusił na nich stanięcie po przeciwnej stronie barykady... Samiec nie zamierzał jednak naciskać. Decyzja należała wyłącznie do Ethnenn.

Złocisty las

#28
W najgorszych przewidywaniach, nie pomyślała, że w tak głupi sposób spotka się z glebą. Całe szczęście ten sam los spotkał jej oponenta. Już miała podrywać się na łapy by kontynuować walkę, ale Lotar wyraźnie zszokowany jak i ona, wcale nie spieszył się ze wstawaniem, by po chwili całkiem swobodnie zacząć się śmiać. Widząc to i słysząc, ruda wadera rozluźniła się, szybko dołączając do beztroskiego rechotu. Jakby nie patrzeć sytuacja była dość zabawna, przecież tego typu upadki charakterystyczne były dla szczeniąt nie doświadczonych wojaków. Z wesołym uśmiechem na pysku, również przeturlała się na brzuch, przyjmując wygodniejszą pozycję, z przyjemnością patrząc na rozbawionego czarnego wilka.
- Tylko pod warunkiem, że nikomu o tym nie powiemy - odparła radośnie, puszczając do samca oko, miała dystans do siebie, ale znowu opowiadać o tym jak zaryła pyskiem w piachu też nie miała specjalnej ochoty. Założyła, że dumny Złotooki też powinien ucieszyć się z tej propozycji.
- Z ciebie też godny przeciwnik Śpiewaku Lotarze - skinęła łbem kruczemu - Walka z tobą była prawdziwą przyjemnością
Relaks niestety nie trwała długo bo Lotar szybko spoważniał wracając do stonowanej prezencji, czego ruda trochę żałowała, gdyż spodobało jej się to drugie oblicze powściągliwego wojownika.
Wciąż leżąc zamieniła się w słuch, milcząc nawet gdy basior na chwilę przerwał wypowiedź, patrzyła jedynie w złote ślepia, czekając cierpliwie, odzywając się dopiero gdy Kruczofutry skończył.
- Przewodzisz ... Łatwo mówić o wolności, będąc tym wydającym polecenia - najpierw samica zażartowała, by szybko zamyślić się nad pytaniem Lotara. Nie była typowym samotnikiem, brakowało jej kogoś na kim mogła polegać, kogoś z kim chronili swoje plecy w trudnych sytuacjach, futra do którego w zimne noce mogła by się przytulić, wiedząc, że nie ważne co się nie wydarzy to jedno się nie zmieni, każdym przeciwnością stawią czoła razem. Nie podlegało dyskusji, że basior budził jej zaufanie, nawet jeśli nie znała powodu i najchętniej odpowiedziała by odrazu "tak" by szybko powrócić do bezpiecznego stabilnego życia, ale nie mogła podjąć takiej decyzji pochopnie tylko pod wpływem emocji.
- Musisz mi trochę opowiedzieć, jak funkcjonuje taka wataha, bo jak już wiesz wilcze życie jest mi obce - nie dając jednak samcowi czasu na odpowiedź zapytała o jeszcze jedną nurtującą ją rzecz.
- Gdybym poszła dalej, próbowalibyście mnie zabić ? - zapytała z neutralnym wyrazem pyska, nie było to skomlenie z wyrzutem, a zwykłe szczere pytanie, na które musiała znać odpowiedź, to od niej zależało czy ich zasady się pokrywały i czy mogła by żyć wśród tych wilków. Tylko oczy wilczycy nie były obojętne i wyrażały jedną jedyną prośbę o szczerość. Mogła zrozumieć i wybaczyć prawie wszystko, ale nigdy nie darowała by kłamstwa i biada łgarzowi, gdyby wadera dowiedziała się o oszustwie.

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Złocisty las

#29
Zadziorny komentarz wadery Lotar postanowił puścić mimo uszu, choć generalnie rozpoczęcie filozoficznych dywagacji na temat roli alfy stanowiło dlań całkiem kuszącą perspektywę. Uznał jednak, że w tym momencie lepiej trzymać język za zębami i cierpliwie zaczekać na odpowiedź samicy, zamiast rozpraszać ją zbędną dyskusją.
Kiedy zatem Ethnenn poprosiła o przybliżenie obrazu życia w stadzie, basior skinął łbem twierdząco, i już nabierał powietrza do płuc, gdy wtem jego pysk wykrzywił grymas zniesmaczenia.
- Nie bądź niedorzeczna. Cóż mi przyjdzie z twojej śmierci? - burknął, jakby obruszony, że tak skandaliczna myśl w ogóle śmiała zaświtać w głowie rudej wilczycy.
- Jesteśmy wolni, ale nie zdziczali. Nie odbieramy komuś życia tylko dlatego, że nie zechciał być częścią naszej społeczności. Nie dołączając do nas, nie przyjmujesz naszych praw i zasad, którymi się kierujemy, więc na jakiej podstawie mielibyśmy cię zabijać? - wyjaśnił i zrobił krótką pauzę, wpatrując się intensywnie w oblicze rozmówczyni. Zwyczajowo poważne ślepia połyskiwały w promieniach powoli zachodzącego słońca, od czasu do czasu niknąc na ułamek sekundy pod kurtyną powiek.
Odczekawszy krótszą chwilę, basior kontynuował:
- Poza tym... Kompletnie bez sensu byłoby zmuszać kogoś do członkostwa. Wataha opiera się na wzajemnym zaufaniu, inaczej nie funkcjonuje dobrze. Każdy osobnik powinien wnieść swój wkład; dać z siebie tyle, ile potrafi, by stado mogło się swobodnie rozwijać. Gdybyśmy brali wilki na siłę... Cóż, jak mniemam, nie sposób byłoby opędzić się od konfliktów wewnętrznych, a tego akurat nam teraz nie potrzeba. To musi być tylko i wyłącznie twój własny wybór. - oznajmił, wysiliwszy się nawet na lekki, pokrzepiający uśmiech. Następnie odchrząknął cicho, najprawdopodobniej myśląc już nad kolejnymi słowami.
- No, a wracając do poprzedniej kwestii... Wspólna koegzystencja w stadzie to w sumie nic szczególnie skomplikowanego. Priorytetem jest zapewnienie bezpieczeństwa nam wszystkim, dlatego ważne, byśmy zawsze mogli polegać na sobie nawzajem i umieć współpracować; czy to podczas polowania, czy stawiania czoła wszelkim przeciwnościom losu. Jednak wiadomym jest, że każda społeczność utrzymuje się z pracy jej członków. Zatem nie brakuje obowiązków, mniej lub bardziej wymagających w zależności od piastowanego stanowiska. Bo widzisz... W wilczych watahach hierarchia jest bardzo istotnym czynnikiem. Są pewne prawa, których należy przestrzegać i etykieta, którą należy się kierować. W innym wypadku społeczność byłaby zbyt bardzo zdezorganizowana, a żeby móc osiągnąć w przyszłości jakiś wspólny cel, musi być ona przede wszystkim spójna. I nie mam tu na myśli spójności w sensie... Hmm... jedności poglądów, wierzeń czy ambicji. Każdy ma możliwość realizowania się we własnym zakresie; posiadania różnych pasji, zainteresowań... Ważne tylko, żebyśmy potrafili się zrzeszyć, i spójnie, niczym jedność, przeciwstawić się problemom, jeżeli kiedyś nastanie czas próby. - wyjaśnił, i umilkł wreszcie, odchyliwszy nieznacznie jedno z uszu ku tyłowi czaszki. Mimo że na licu samca nie malowały się żadne oznaki wątpliwości, w rzeczywistości zaczynał on rozważać, czy aby na pewno przekazał waderze wszystko, o co prosiła. Jakaś cząstka Lotara czuła, że w jego wypowiedzi brakowało zwyczajowej wzniosłości, koloryzowania faktów, ale... Tym razem postanowił grać w otwarte karty. Nie zamierzał mamić rozmówczyni pięknymi opisami, by w razie zgody przeżyła ona rozczarowanie. Życie z innymi nie było usłane różami; miało swoje wady, ale też wiele zalet. Kalkulacji, które z nich były bardziej lub mniej znaczące, Ethnenn powinna dokonać już sama.

Złocisty las

#30
Widząc niezadowolenie samca, już miała masę odpowiedzi, wyjaśniających jej pytanie - Jesteś pierwszym śpiewakiem z którym rozmawiam, wszyscy poprzedni próbowali mnie ukatrupić, gdy tylko mnie zwęszyli, skąd więc mam wiedzieć jak byś zareagował, nie mam najlepszych doświadczeń w tej materii - w efekcie zaś wylewna wilczyca milczała, mając na pysku o dziwo niezmienny wyraz. Jak się okazuje Eth potrafiła przybrać twarz pokerzysty, tym bardziej gdy starała się myśleć racjonalnie nie dając się ponieść emocjom. - To się dogadamy - też by się od biedy nadało, ale nie wyrażało wszystkich uczuć i obaw samicy.
Dalej więc słuchała Lotara z uwagą, dokładnie analizując każde słowo w odniesieniu do swoich doświadczeń. Gdy tak siedziała nieruchomo, jedynie ruchy uszu czy przechylanie łba to na jedną to na drugą stronę świadczyło o tym, że wadera nie wpadła w jakąś dziwną katatonię czy napad narkolepsji, a zwyczajnie intensywnie segregowała fakty w swoim małym wewnętrznym świecie.
Właśnie uznała, że wilcza wataha ogólnie niczym szczególnym nie różniła się od jej psiej rodziny. Każdy miał swoje zadania, a nie wywiązanie się z nich mogło skutkować śmiercią członków zespołu. Jedyna różnica, że brakowało człowieka, któremu wydawało się, że to on był najmądrzejszy i kierował psami. Jak można było kimś kierować, nie wiedząc dokąd ? Przecież to oni tropili i odnajdowali cel. Czy może druga bujda, że niby ich nauczył polować. Żart, jedyne czego ich nauczył to polować dla swojej korzyści. Sam dwunóg może i czasem zabijał, ale też nie samodzielnie, a z pomocą „kija”, oraz oczywiście z ich niezbędną asystą. Dawał im w zamian jeść i schronienie, ale ani jedno ani drugie nie było im niezbędne, bo mogli się o to zatroszczyć bez jego pomocy. Bracia nigdy nie mieli dylematów, ona nie raz, może to było właśnie to o czym wcześniej mówił Lotar. Coś od dziecka ją wołało, jej prawdziwa natura chciała się wyrwać na wolność tylko wcześniej nie zdawała sobie sprawy z zewu, ignorując problem, starając się pasować do rodziny. Tęskniła za bliskimi, ale chyba dobrze, że zareagowała na wołanie i dała się ponieść nogom.
Pozostał jeszcze jeden kłopot, wciąż musiała odpowiedzieć samcowi, gdyż z rozmyślań wplecionych w wysłuchanie objaśnień śpiewaczego życia, właśnie wyrwała ją oczekująca cisza.
- No ładnie i co odpowiedzieć ? - spanikowała przez chwilę ruda. Oczywiście, że chciała dołączyć do watahy. Szlajanie się bez celu, przedłużając swoje istnienie, dla samego egzystowania na tym padole przerażało waderę bardziej niż śmierć w męczarniach. Z drugiej jednak strony, u siebie była szanowanym łowcą w szczycie formy, zaś Lotar wziął ja za żółtodzioba. Co w tym świecie też nie do końca mijało się z prawdą. Mimo tylu podobieństw, życie nocnego śpiewaka wyraźnie różniło się od psiego, pytanie czym. Nie tyle chciała, co musiała się dowiedzieć. Duma nie pozwalała samicy być dla kogokolwiek ciężarem i pytać o wszystko, chodząc za cudzym ogonem jak szczeniak. Jeśli sama sobie nie poradzi w dziczy, to jak mogła by wspierać watahę ? Nie, tak nie mogło by być.
Cały proces podejmowania decyzji tym razem nie został ukryty za niezmiennym i pogodnym wyrazem pyska, a objawiał się na obliczu wilczycy, to opadaniem, to stawianiem uszu, przymykaniem i otwieraniem oczu, barwnie malując wszystkie rozterki. Dopiero po chwili milczenia Ethnenn wreszcie się odezwała.
- Czuję się zaszczycona, że zaprosiłeś mnie do swojej rodziny - spauzowała na chwilę szukając odpowiednich słów - Niestety dzisiaj nie mogę przystać na twoją propozycję. Widzę, że nie wiem o was, a w zasadzie o nas nic, ani o życiu na wolności. Jeżeli dzisiaj odpowiedziała bym tak, to tylko z lęku przed nieznanym, a nie boję się. Chce poznać wilcze życie, nauczyć się go, bym mogła być wsparciem a nie kłopotem - wstała szybko na cztery łapy. Lotar nie wyglądał co prawda na kogoś, kto będzie ją przekonywał, ale sama nie chciała czekać na pojawiające się kolejne wątpliwości, które mogły by ją odwieść od decyzji. Tym bardziej, że dzisiejsze pożegnanie przypominało o świeżym rozstaniu z bratem, którego powielanie wcale nie sprawiało rudej przyjemności, nawet jeśli teraz był to nowo poznany wilk.
- Myślę, że tu wrócę - Jeśli mnie nikt nie zabije - Zaśpiewam wtedy żeby cię zawołać, tak jak to robicie - i nie czekając odpowiedzi, skoczyła w cwał. - Ciekawe jak zaśpiewam, skoro nie umiem - wadera uznała jednak, że to jest chwilowo jej najmniejszy problem i ma dużo więcej rzeczy do przyswojenia, a śpiewaniem martwić się będzie potem.
Ugryzione łapy paliły żywym ogniem, ale chciała jak najszybciej zniknąć z pola widzenia basiora. Pobiegła na zachód, nie zastanawiając się nad bardziej konkretnym kierunkiem. Zresztą jak by mogła ustalić cel wędrówki, nie znając okolicy. Może nie ma tego złego, pozwiedza sobie trochę, pozna teren, pozna życie i jak przetrwa to zadecyduje czy wrócić.
Hierarcha to był mały szkopuł, nie lubiła rozkazów, ale słuchała człowieka, przełknie więc i słuchanie wilka, tym bardziej takiego jak Lotar, chyba ...

Ruda zwolniła dopiero widząc jak piękne złote liście ustępują zieleni. Przeszła do obolałego stępa, jeszcze nie dając odpocząć bolącym jak diabli łapom, które powinny dostać urlop , a nie sprint, po Lotarowym ugryzieniu. Spryciarz, ładnych parę dni będą jej dokuczać te obrażenia, które aktualnie poruszone, intensywnie krwawiły, barwiąc futro jaskrawym szkarłatem. Zapewne zostawiła za sobą piękny trop i jakby złotooki chciał ja odnaleźć nie miał by z tym najmniejszych problemów, ale liczyła, że uszanuje jej wyjaśnienie i da czas do namysłu - „Tak o ile ucieczkę można nazwać wyjaśnieniami, nie mówiąc już o tym, że nie spytałaś czy on będzie chciał cię przyjąć, jak łaskawie zdecydujesz się wrócić ” - Wadera szybko jednak odpędziła te myśli od siebie, nigdy nie miała w zwyczaju martwić się na zapas, ani zbyt długo rozprawiać nad jakimiś decyzjami. Aktualny plan miał kilka podstawowych punktów do zrealizowania i na nich miała zamiar się skupić.
Jeden - znaleźć zioła, by zatamować krwawienie, dwa - wybrać miejsce na legowisko i się porządnie wyspać. Tak nie spała od długiego czasu, a jak wypocznie dużo łatwiej będzie działać i decydować. Trzy - zapoluje na któregoś z bezczelnych białych zadów, jako doskonały początek nowej drogi życia. Oczywiście, że jest wspaniałym myśliwym i pokaże to mieszkańcom tego lasu.
Dość szybko udało się sezamowej odnaleźć odpowiednie zioła. Narwała rośliny i przeżuła liście, robiąc z nich papkę, jak za młodu uczyła ich mama, po czym rozsmarowała językiem na ranach, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Dobrze, teraz pora na kolejne punkty. Pełna optymizmu ruszyła przed siebie, lekko kuśtykając.

/ zt

by Płomień

"... My compass has broken ... My past breathes down my neck ...
When winter descends if I try, can I find solid ground or am I just wasting time? "

Mark Jansen

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron