Złocisty las

#31
Po opuszczeniu rozlewiska, szedł wzdłuż rzeki, trasą, którą niegdyś pokonał razem z Gwiezdną Burzą. Był to najprostszy sposób aby znaleźć się w znajomej mu już puszczy bez możliwości zgubienia się gdzieś po drodze. Dokładnie z tego powodu nigdy wcześniej nie wybierał tej drogi, chcąc w trakcie swojej podróży, zwiedzać, odkrywać nowe miejsca i zazwyczaj nie przeszkadzało mu to, że zboczy odrobinę z trasy i dotrze gdzieś kilka dni później niż było to początkowo zaplanowane. Tym razem jednak sprawy miały się inaczej. Nie miał zamiaru błąkać się po okolicy - interesowało go jedynie to aby dostać się do wyznaczonego niedawno celu.
Tak też znalazł się tutaj - w miejscu, które nie było tak do końca zwyczajne. Zima praktycznie się już kończyła i na okolicznych drzewach powoli zaczynały pojawiać się pąki, które dopiero za jakoś czas przeobrażą się w liście, lecz zarówno one, jak i okazy, które zdołały przetrzymać zimę w koronach drzew miały wyjątkowo urokliwą, żółtą barwę. W przypadku tych drugich co prawda nie byłoby to nic niezwykłego, jednak nie dało się ukryć, że młode liście powinny wyglądać odrobinę inaczej.
Nie wiedzieć czemu, to miejsce samo w sobie wprawiało basiora w całkiem niezły nastrój i mimo zmęczenia, które doskwierało mu coraz bardziej, odnalazł w sobie pewną nutkę optymizmu. Lekko kołysząc ogonem zebrał tymianek, rosnący nieopodal sterty złotobrązowych liści, a zaraz po nim parę sztuk mięsistego aloesu. Na swojej drodze natknął się także na lulek, którego co prawda narwał sporo nad jeziorem, lecz wyglądał tak kusząco, że nie mógł się powstrzymać aby go nie zebrać.
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Złocisty las

#32
Po zebraniu przydatnych roślin, w tym także barwinka pospolitego, którego fioletowe kwiatki dostrzegł nieco później, ruszył dalej w swoją stronę, podziwiając po drodze krajobraz wypełniony najróżniejszymi odcieniami żółci oraz brązu opadłych liści, które świetnie współgrały z kolorem jego futra. Zastanawiał się nawet czy ciężko byłoby go wypatrzeć na ich tle. Może mógłby się położyć tu, w środku lasu i nikt by go nie zauważył? Ta myśl wywołała u niego falę rozbawienia.
Teraz, gdy był już niemal u celu zaczęły dopadać go pewne wątpliwości. Przy jamach zapewne będzie można spodziewać się zgiełku, ze względu na to, że to właśnie tamto miejsce pełniło rolę głównej przystani członków Przebłysku. Na odpoczynek więc nie będzie miał co liczyć, nie mówiąc już o spokojnym śnie. Nie miał też ochoty natknąć się na Lotara, w obawie, że ten będzie miał problem z faktem, iż brązowy zniknął na tak długi okres czasu. Oczywiście wiedział, że kiedyś będzie musiał się z nim skonfrontować, lecz teraz zdecydowanie nie miał na to ani siły, ani ochoty.
Postanowił więc zaszyć się gdzieś w okolicy na dzień, może dwa i dopiero wtedy sprawdzić co też zmieniło się podczas tej dość długiej nieobecności. Pozostawała jeszcze tylko kwestia wyboru odpowiedniego miejsca na planowaną drzemkę. Odchodzenie jakoś wyjątkowo daleko mijało się z celem, więc zapewne wybierze pierwsze lepsze z brzegu.
/zt
“If you don’t know exactly where you’re going, how will you know when you get there?”
~Steve Maraboli

Złocisty las

#33
W te strony przyprowadził go głód. Gdy schodził powoli z górskiego zbocza, jego żołądek boleśnie przypomniał mu, jak dawno temu miał ostatnio w zębach kawałek mięsa. Jego ostatnia próba polowania zakończyła się ucieczką zwierzyny, a później był zbyt zaaferowany swą pokąsaną łapą, by skupiać się na swym głodzie. Teraz, kiedy już odpoczął i emocje nieco opadły, odczuł więc dobitnie jak bardzo potrzebował pożywienia.
Zrezygnował jednak z szukania go wśród górskich szczytów. Zniechęcały go do tego informacje o zamieszkującej te tereny watasze, o której niegdyś usłyszał od jednej z jej członkiń. Nie był pewien, czy były one prawdziwe, lecz wolał nie ryzykować. Nie mógłby sobie darować, gdyby jego nieostrożność sprowadziła kłopoty na głowy wilków, których przyobiecał sobie strzec.
Ruszył więc w dół, ku rozległej puszczy. Wkroczywszy między rozległe drzewa, począł wokół nich nieśpiesznie kluczyć, węsząc i rozglądając się za śladami roślinożerców. Nie minęło zbyt wiele czasu, nim natrafił na woń niewielkiego stada jeleni, które przechodziło tamtędy stosunkowo niedawno. Ruszył więc ich tropem, powoli, lecz konsekwentnie prąc do przodu, starając się skupić jedynie na zwierzynie, której śladem podążał. Nie było to jednak łatwe. Mimowolnie wciąż rozmyślał o ostatnich wydarzeniach, w tym nadal zastanawiał się nad tym dziwacznym snem. Normalnie nie przykładałby do tego zbyt dużej wagi, lecz im dłużej przebywał w tej dziwnej krainie, tym większe wrażenie odnosił, iż nic nie dzieje się tu przypadkiem.
Podążając tropem stada kopytnych dotarł wreszcie do dosyć niezwykłej okolicy. Zauważywszy zmianę w otoczeniu, aż przystanął, by rozejrzeć się dookoła. Wokół niego lśniły rozmaite barwy złota, które zdobiły liście. Pomiędzy nimi prześwitywały lekko promienie słońca, tworząc na podłoży nie mniej złociste cętki. Jedynie brązowe pnie drzew stanowiły jakąś odmianę od jednolitej kolorystyki. Gdyby Keiran przybył tu jesienią, nie dostrzegłby w tym miejscu niczego niezwykłego. Lecz teraz niezwykła kolorystyka okolicznej roślinności sprawiła, że przez dobrą chwilę basior stał w miejscu, rozglądając się wokół niczym zaciekawiony szczeniak. Jego własna, buro - złocista sierść, zazwyczaj wyróżniająca się na tle lasu, teraz niemalże idealnie zlewała się w wszechobecnymi barwami, sprawiając wrażenie, jakby i sam wilk był częścią tego dziwnego zakątka puszczy.
Ochłonął nieco dopiero wówczas, gdy głośne burczenie w brzuchu przypomniało mu, po co właściwie się to znalazł. Wówczas porzucił podziwianie okolicy i zniżył łeb, na nowo podejmując przerwane uprzednio tropienie.

Złocisty las

#34
Z przechadzki na przechadzkę samotne przebywanie w środku obcego lasu wydawało jej się coraz mniej straszne. A może to tylko chwilowa zmiana wywołana niezwykłością tego miejsca? Zawędrowała tu - a jakże by inaczej - w poszukiwaniu roślin, które mogłaby zebrać i wykorzystać do nauki. Na początku nie zdawała sobie sprawy, że coś tu jest bardzo nie tak - ot, kilka pożółkłych liści tu i tam. Z czasem jednak, gdy zabrnęła nieco dalej jej oczom ukazał się obraz, który w normalnych warunkach można byłoby zaobserwować jedynie jesienią. Doprawdy niewiarygodne! - Ale... jak coś takiego jest w ogóle możliwe? Gdy wróci z powrotem na wysepkę z pewnością zapyta o to Resefa - w końcu to on jako jedyny z Cieni znał się wyjątkowo dobrze na roślinach; jeśli ktoś z nich miałby znać odpowiedź, to tylko on. Zbadała kilka liści, lecz oprócz koloru nie było w nich absolutnie nic nadzwyczajnego. Postanowiła jednak zachować parę sztuk, żeby pokazać je później Uzdrowicielowi. Tak właśnie, wplecione w sierść obok zebranych niedawno ziół, zwisały teraz trzy żółto-brązowe liście. Zapewne ruszyłaby już w drogę powrotną nad rzekę, która zaprowadziłaby ją prosto do domu, lecz jej uwagę przykuł zielony punkt, tak bardzo wyróżniający się na tle otoczenia. Gdy podeszła bliżej okazało się, że jest to aloes; wyjątkowo cenne znalezisko. Z większymi zapasami tejże rośliny będzie mogła pozwolić sobie na ćwiczenie tworzenia mieszanek ziołowych oraz maści, a to w jej sytuacji - bez nauczyciela - było bardzo ważne. W końcu w ten sposób wiele rzeczy musiała odkrywać sama, a jak wiadomo, nie wszystkie eksperymenty są zawsze w stu procentach udane.
Staranne zbieranie mięsistej rośliny zakłócił jej hałas, który nagle dotarł do niej, przerwawszy względną ciszę. Ktoś tu był, całkiem niedaleko. Jej uszy momentalnie cofnęły się lekko do tyłu, a ona sama rozejrzała się z przestrachem po okolicy. Wiatr niestety nie chciał współpracować, więc nie była w stanie użyć nosa aby zidentyfikować przybysza. Beżowa spanikowawszy odrobinę wykonała kilka szybkich susów i już po chwili kryła się, przyklejona do podłoża za górką liści; tak na wszelki wypadek. Chciała po prostu poczekać aż niespodziewany gość, którym równie dobrze mógł okazać się dzik czy chociażby jeleń ze stada, które czuć było w okolicy, zwyczajnie się oddali. Sama nie chciała zrywać się do ucieczki - to mogło ją tylko pogrążyć.
A więc... samotne przechadzki wydawały jej się mniej straszne niż wcześniej? Doprawdy zabawne - okazało się to tylko złudzeniem, niczym więcej.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Złocisty las

#35
Przez dłuższy czas szedł przed siebie z nosem przy ziemi, badając pozostawione przez zwierzynę ślady. Od czasu do czasu jedynie podnosił głowę, by rozejrzeć się ciekawie po okolicy, na nowo chłonąc ten niesamowity widok złocistych liści. Wciąż dręczyły go setki pytań dotyczących tego dziwnego miejsca, które wciąż powracały natrętnie, niezależnie od tego, jak bardzo próbował je przegnać i skupić się na tropieniu zwierzyny. W efekcie złocisty samiec co i rusz gubił trop, przez co tracił mnóstwo czasu na ponowne odnalezienie śladów roślinożerców. A można by się spodziewać, że po tych wszystkich niezwykłościach, jakie do tej pory ujrzał nic nie będzie w stanie go zdziwić.
Gdy po raz kolejny krążył wokół drzew w poszukiwaniu zgubionego na powrót tropu, wydawało mu się, że wraz z wiatrem dotarł do jego nozdrzy znajomy zapach. Znieruchomiał i podniósł łeb, węsząc w powietrzu, lecz wraz ze zmianą kierunku wiatru woń uleciała. Zmarszczył nieznacznie czoło i otrząsnął się lekko, by po chwili ponownie zniżyć głowę. Chyba mi się wydawało... Czy ja naprawdę tracę już rozum? Obawiał się tego od dłuższego czasu. Te wszystkie dziwne, niewytłumaczalne zjawiska, jakich był świadkiem, śmierć Melodii, potem niespodziewane odnalezienie swojej rodziny, wszystko to wywoływało w głowie samca niemały mętlik. Bał się, że to wszystko prędzej, czy później doprowadzi go do szaleństwa.
Przedzierał się przez złociste zarośla, bynajmniej nie uważając już, by nie narobić hałasu. Próbował na nowo skupić się na zapachu jeleni, lecz teraz okazało się to dużo trudniejsze. Do głowy samca napływało mnóstwo nieszczególnie wesołych myśli, skutecznie go rozpraszając.
Wiatr ponownie zmienił kierunek, znów niosąc ku niemu boleśnie znajomą woń, tym razem dużo intensywniejszą. Zapach siostry. Znieruchomiał, ponownie marszcząc czoło i rozglądając się bezradnie dookoła, chcąc zlokalizować jego źródło. Trudno było mu uwierzyć, że Thaisis zawędrowała samotnie tak daleko poza tereny Cieni - wszak samica obawiała się takich wycieczek. Czy jego umysł postanowił spłatać mu figla? A może wręcz przeciwnie, wadera rzeczywiście była w pobliżu?
- Thaisis? - rzucił niepewnie w przestrzeń, rozglądając się dookoła z niepewną miną. Umysł Keirana co chwilę podsuwał mu coraz to bardziej niepokojące wizje jego siostry, która zgubiła się w nieznanym lesie.

Złocisty las

#36
Pech postanowił nie opuszczać wilka. Czy Keiran był tak pysznym kąskiem dla żmij, a może nieświadomie się im naprzykrzał? Gatunkowa zmowa? Kto wie. Chcąc, nie chcąc samiec skupiony na zapachu siostry zupełnie zapomniał o tym co się wokół niego dzieje i na co powinien uważać. Znajomy ból przeszył wilczą łapę, a drobne wężowate zniknęło w zaroślach. Całe szczęście, że złotooki już wiedział jak sobie radzić z czymś takim, i w jaki sposób używać rauwolfii.

/ Keiran zostaje ukąszony przez żmiję.

Złocisty las

#37
Wadera przez cały czas siedziała skulona za stertą złotobrązowych liści. Początkowo jej fiołkowe oczy były szeroko otwarte, a uszy postawione na sztorc, gotowe wyłapać każdy najmniejszy szmer. To ostatnie jednak nie okazało się potrzebne bo przybysz bez skrępowania przedzierał się przez otaczającą go okolicę, robiąc przy tym sporo hałasu. Najgorsze było jednak to, że się zbliżał. Ślepia Thai - może trochę nierozważnie - skryły się pod powiekami, na warcie pozostały jedynie uszy. - Odjedź. No idź już sobie. - powtarzała błagalnie w myślach, starając się zachować spokój i uspokoić odrobinę oddech. Wtem jednak odgłosy kroków ucichły, a ciszę, która nastąpiła kilka sekund później przerwało... jej własne imię. Zamarła na chwilę zaskoczona, odruchowo otwierając oczy. Ten głos... - Słonecznik? - Beżowa nieśmiało wyjrzała zza sterty i gdy tylko jej oczom ukazał się znajomy wilk, zalała ją fala ulgi oraz niepohamowanej radości. - Keiran! - Oznajmiła światu, wybiegając przez środek swojej kryjówki, która została w ten sposób całkowicie zniszczona. Wadera nic sobie z tego nie robiła, wtuliła się w sierść brata. - Cieszę się, że to ty! Myślałam, że może jakiś dzik ... albo... albo coś gorszego. - posłała basiorowi uśmiech odklejając się od jego złotej sierści. Trzeba przyznać, że miała niesamowite szczęście - jak do tej pory nie ziścił się żaden z przerażających scenariuszy, które przy każdym samotnym wyjściu pojawiały się w jej głowie. Powodem tego typu myśli był zapewne fakt, że łamała własne zasady ustalone po spotkaniu z bandą Elodara. Wiedziała, że nie powinna tego robić i, że następnym razem może nie mieć tyle szczęścia co ostatnio ale... coś ją tu ciągnęło... zioła, nauka, chęć poznania świata... A co przyciągnęło w to miejsce jej brata? - Co tutaj robisz? - zapytała z entuzjazmem, a jej ogon przez cały czas lekko kiwał się na boki.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Złocisty las

#38
W następnej chwili stały się dwie rzeczy jednocześnie. Najpierw poczuł w łapie ostre, doskonale znajome ukłucie. Złociste oczy rozszerzyły się lekko, a samiec cofnął się o krok, wbijając przerażone spojrzenie w znikającą w trawie żmiję. Przez głowę złocistego przemknęło mnóstwo myśli. Gdyby ktoś miał wgląd w umysł wilka, zapewne wiele z nich określiłby mianem dziecinnych bądź niedorzecznych. Keiranowi trudno było bowiem uwierzyć, że ponowne ukąszenie przez jadowitego węża to przypadek. Niemożliwe, by po prostu miał tak strasznego pecha, by zakłócić spokój żmii dwukrotnie w ciągu kilku dni. Czy była to klątwa? A może po prostu pisane mu było zginąć w podobny sposób, jak niegdyś Melodia?
Na szczęście tam, wśród górskich szczytów postanowił zebrać nieco więcej rauwolfii. Teraz dwa listki kołysały się wśród jego złotych kosmyków.
Następnie z zarośli wypadła Thaisis, której widok nieco go ucieszył, choć nie był w stanie przyćmić przerażenia wywołanego widokiem żmii. Widząc, jak siostra pędzi w jego kierunku, rozejrzał się szybko w poszukiwaniu innych żmij, które mogłyby teoretycznie stanowić dla niej zagrożenie.
- Patrz pod łapy! - ostrzegł, lecz zaraz odetchnął, gdy samicy udało się dotrzeć do niego bez uszczerbku na zdrowiu. Ułożył pysk na jej barku, wtulając się w jej sierść na krótką chwilę. - Też się cieszę, że tu jesteś. Myślałem, że nos mnie zawodzi - oznajmił z rozbrajającą szczerością.
Gdy wadera się odsunęła, usiadł, uprzednio uważnie przyjrzawszy się podłożu, po czym nie czekając ani chwili dłużej odplątał z sierści na karku jeden z liści rauwolfii, od razu zaczynając go powoli żuć. Ignorując jego nieprzyjemny, gorzki smak rozdrobnił roślinę na papkę i przełknął. Teraz wystarczyło czekać, aż zadziała. Dobrze już wiedział, że wiązało się to z krwawieniem i chwilowym osłabieniem, lecz przynajmniej neutralizowało jad.
- Przyszedłem tu za tropem jelenia - odparł za pytanie siostry. - Porządnie zgłodniałem. A ty co tu robisz? Myślałem, że wróciłaś na wyspę - zapytał, nie kryjąc zdumienia.

//Keiran zużywa 1x rauwolfia żmijowa

Złocisty las

#39
Ze względu na to, że samiec już raz przeżył ukąszenie żmii to leczenie było jeszcze skuteczniejsze i szybsze niż poprzednio. Keiran może odetchnąć z ulgą, jad wężowatego już nie będzie go niepokoił.

/ Keiran wyleczył ukąszenie żmii.

Złocisty las

#40
Dopiero teraz zareagowała na ostrzeżenie brata kierując ślepia na dół, w stronę ich łap. Nie zauważyła nic wyjątkowo niepokojącego, więc spojrzała na niego pytająco a jej ogon nieprzerwanie radośnie się kołysał. Właśnie w tym momencie basior usiadł i odplątał ze swojej jasnej sierści liść jakiejś nieznanej rośliny i zaczął go żuć.
- Co to takiego? - zapytała zaciekawiona. Może jakieś witaminy? Coś na wzmocnienie przed polowaniem? - Chciałam jeszcze nazbierać trochę przydatnych roślin. Będę ich potrzebować, jeśli chcę zostać uzdrowicielką a na wysepce nie mia ich zbyt dużo. - gdy odpowiedziała na pytanie jej pyszczek rozjaśnił uśmiech - Tutaj na przykład udało mi się znaleźć aloes. To była spora niespodzianka w środku puszczy bo one raczej wolą suchsze okolice. - mówiła rozentuzjazmowana - To miejsce w ogóle jest niesamowite! Jesień w środku lata! Widziałeś kiedyś coś podobnego? - Nareszcie, chociaż częściowo, mogła podzielić się z kimś swoimi wrażeniami. Była zachwycona żółtymi liśćmi i niesamowitym klimatem, który wprowadzały. - Mógłbyś się tu schować i nikt by cię nie znalazł Keiran, idealnie wtapiasz się w tło. - stwierdziła - Żaden jeleń cię nie wypatrzy! - po tych słowach zorientowała się, że zapewne powinna zachowywać się nieco ciszej. Odwróciła na chwilę głowę i położyła uszy omiatając otoczenie spojrzeniem fiołkowych oczu, które za chwilę przeniosła z powrotem na brata. Co prawda w najbliższej okolicy nie natknęła się na żadnego rogacza, jedynie na ich ślady, lecz i tak obawiała się, że mogła spłoszyć je swoim gadaniem. - Będę ciszej. Nie chcę spłoszyć ci obiadu. - uśmiechnęła się nieśmiało.
“The fact that I’m silent doesn’t mean I have nothing to say.”
~Jonathan Carroll

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron