Lustrzane stawy

#31

Podjęła słuszną decyzję chodź targały ją skrajne emocje. Czuła, że w powietrzu wisi coś, co miało dotknąć wszystkie wilki obecne w nieziemsko pięknych stawach. Niedawno użyta magia wciąż buzowała w jej żyłach, już nie tak gwałtownie jak podczas Zamieci, ale wciąż dało się wyczuć mrowienie łap i krótkiego kikuta ogona. Prócz tego w zakamarku jej świadomości czaiło się coś jeszcze... Nieprzemożna chęć wędrówki w miejsce, które widziała oczyma wyobraźni. Niejasne i mgliste, ale skądś wiedziała, że jeśli tam trafi spełni swój głęboko zakorzeniony cel. Spojrzała na truchło sarny powoli przeżuwając jej mięso. Żołądek z zadowoleniem przyjmował kolejne racje pokarmu, ale myśli wędrowały już gdzie indziej. Potrzebowała oczyszczenia z tej dezorientacji. Kiedy poderwała łeb do góry w zamyśleniu, na jej czarnym nosie zagościła kropla wody.
- Deszcz – wyszeptała z radością. Spojrzała na Deszczową w oczekiwaniu na jej reakcję, ale zaraz potem zdała sobie sprawę, że nie powinna jej oczekiwać. Przecież miała od nich odejść. Podeszła do Jesieni, właściwie jej jedynego, dotychczasowego łącznika z nowym światem, w którym teraz przyszło Khaleesi funkcjonować.
- Muszę odejść. – Wyszeptała tak cicho, że sama ledwo słyszała własny głos. Deszcz dawał ukojenie i przynosił chłód, całkiem niepodobny do śniegu jakim wcześniej obdarzyła sarnę, ale łagodnej ulgi. Woda, z nieba dawała nadzieję. – Dziękuję ci za wszystko, ale nadszedł już ten czas. – Spojrzała wokół siebie. – Nadchodzi coś, z czym nie chcę się mierzyć. Być może burza jest tego zwiastunem. Nie wiem co to, lub czy to w ogóle się stanie, ale wiem że to nie moje miejsce, nie mój czas. – Fiołkowe oczy świdrowały pysk brązowej wadery, najdroższej przyjaciółki z nadzieją na zrozumienie. - Śnieg nie był przypadkiem, to byłam... Ja. A właściwie magia w mojej krwi, która płynęła tam od czasów założenia Dracarysu, watahy płomienia. – Zaśmiała się, na ten oczywisty paradoks. Śnieg i ogień w jednym miejscu. Ona Zrodzona z Burzy, zaledwie kilka lat później została Niespaloną, która uniknęła śmierć z jęzora pożogi. Jak właściwie powinna to przyjąć? Całe moje życie jedną wielką pomyłką. Zachichotała niespodziewanie, ale zaraz potem przywróciła poważny wyraz twarzy. Nie miała czasów na żarty, wzywało ją coś innego.
- Proszę nie zrób sobie krzywdy, nie udawaj bohatera, albo szaleńca. Kiedy trzeba unikaj ciosów, kiedy musisz atakuj, ale nie siej bezsensownej paniki. Nie każdy szuka zwady, niektórzy są tacy jak ja. – Miała nadzieję, że różowonosa ją zrozumie, bardzo jej na tym zależało. – Niektórzy nie wiedzą czego chcą, jak ja. Albo po prostu jeszcze tego nie znaleźli. – Deszcz siąpił już bez skrępowania, póki co niewielkimi potoczkami formując kałuże na drodze. Nie czekając na reakcje brązowej wilczycy, podeszła do Naudira ich drobnego Strapienia. Czasami miała wrażenie, że szczeniak rozumie dużo więcej niż przed nimi przyznaje i ta właśnie nuta tajemnicy tak bardzo Khal nurtowało. Czego tak na prawdę chciał osesek? Może to on, najbardziej niepozorny „pionek” w grze odegra najważniejszą rolę? Białofutra westchnęła przeciągle. Sama w końcu mam w tym jakiś udział, szkoda że nie mam pojęcia jak dużo on jest i jakie będę musiała ponieść jego konsekwencje. Zwinnie usiadła przed nim po czym spróbowała okazać jak najwięcej czułości. Nie była dobra w ukazywaniu uczuć, ale pragnęła by Naudir zrozumiał iż doceniła wspólną wędrówkę, oraz jego towarzystwo.
- Trzymaj się mały. Nie zapominaj, o nas nigdy. Każdy kto kiedykolwiek zdecydował się za nas odpowiadać, komu powierzyliśmy swoje życie, opiekę nad nim jest warty wspomnień. – Spojrzała znacząco na Deszczową. Po czym wstała z udawanym uśmiechem, nie chciała by widzieli jak jest jej ciężko. Skinęła głową, a następnie odbiegła w przeciwną stronę dróżki między dwoma stawami. Tam gdzie skończyło się jedno życie, dzikiego zwierzęcia, a zaczął następny rozdział w jej własnym.


/zt

Lustrzane stawy

#32
Ugryzienie szczenięcia, ostatecznie dokończyło dzieła, pozbawiając życia i tak ledwo już dyszące zwierzę. Bardzo dobrze.
Nie marnując niepotrzebnie czasu wgryzła się w naruszony już wcześniej sarni udziec, tym samym jeszcze bardziej rozrywając okalający go płat skóry. Zaspokojenie głodu - to właśnie był teraz jej główny cel, jedynie na tym skupiała się w tym konkretnym momencie - mogła sobie na to pozwolić, pierwszy raz od tak dawna nie musiała się o nic martwić, o nic bać - ta, jak już za chwilę miało się okazać, dość krótka chwila całkowitego zapomnienia, przyniosła ze sobą coś czego na tą chwilę nie potrafiła jeszcze dokładnie opisać...
Pierwsze krople deszczu, które zwilżyły bure futro, nieco otrzeźwiły jego właścicielkę, a szept Zrodzonej z Burzy, dosłyszany chwilę później, całkowicie sprowadził Deszczową na ziemię. Nie miała pojęcia co powinna jej odpowiedzieć i czy w ogóle powinna to zrobić. Wiedziała, że Khaleesi nie pozostanie z nimi wiecznie - w końcu podróż z dwójką taką jak oni zapewne nie była zbyt atrakcyjną perspektywą, ale nie spodziewała się, że nastąpi to tak szybko... już teraz. Gdzieś w jej głowie zrodziła się myśl, aby pozostawić szczeniaka samemu sobie i ruszyć razem z przyjaciółką, lecz szybko odrzuciła tą możliwość. Nie potrafiłaby tego zrobić, nie chciała.
- Ja chyba należę do tej pierwszej grupy. - jej pysk rozjaśnił delikatny uśmiech. Puściła mimo uszu fragment o śniegu, ciężko było jej to pojąć, a targające nią w tym momencie emocje zdecydowanie pogarszały tylko sprawę. - Uważaj tam na siebie. - Jesień nie była zbyt dobra w ukrywaniu swoich własnych uczuć, do tej pory nigdy nawet nie chciała tego robić, lecz teraz było inaczej. Na szczęście deszcz przybrał właśnie na sile... deszcz, dzięki Rianallowi za deszcz.
Patrzyła jak Niespalona zwraca się do kremowego malca, a później odchodzi. To był już koniec. Westchnęła ciężko - Trzeba by się gdzieś schronić przed tym deszczem... - rzuciła nagle i pozostawiając sarnie truchło w tyle, ruszyła wzdłuż brzegu jednego z tych niesamowitych stawów, kątem oka zerkając na swoje własne odbicie zniekształcone, przez krople uderzające o niemal nieskazitelną do niedawna, powierzchnie wody. Zmierzała ku widocznym w oddali drzewom, które choć trochę mogły uchronić wilki przed ulewą. Ich odrobinę pożółkłe liście wywołały u wadery lekki, smutny półuśmiech.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Lustrzane stawy

#33
Wędrując z gorących terenów, poczuła ulgę, gdy jej futro zmierzwił podmuch chłodu. Północne serce zabiło mocniej radując się tą jakże krótką chwilą. Poczuła jak jej grzbiet zraszają krople deszczu, siąpiące w coraz większej ilości. Ledwo zdołała wyłapać znajomą woń. Naudir. Imię to zagrzmiało w jej wnętrzu niczym uderzenie dzwonu w wieżach katedry. Ruszyła przed siebie, znosząc uderzenia wody w kufę, jednak nie spowolniło to jej. Była przyzwyczajona do trudnych warunków, z czego była niejako dumna. Napawało ją to pewnością siebie.
Ujrzała dwie sylwetki, z których jedną rozpoznała, mimo deszczu. Drugą musiała być ta, która się nim opiekowała. Widziała jak gdzieś idą. Postanowiła nie tracić czasu, puściła się pędem między drzewami, płynnie lawirując, unikając przeszkód. Czuła jak jej mokre futro unosi się i obija o ciało, w rytm każdego susa. Płuca pracowały miarowo, a wojownicze oczy starały się nie zgubić swojego celu z oczu. Z gardzieli wydobył się warkot, tak bardzo typowy dla mniej.
Wybiegła naprzeciw nim, pojawiając się jakby znikąd. Woda spływająca po pysku uwydatniła blizny na jej kufie, a ślepia lekko zmrużone dodawały wrogości. Mimo mokrego futra, nie wydawała się mniejsza. Stała w dumnej postawie, nie obawiając się niczego. Bo i czego mogła? To ona jest tą, którą Fenrir wplątał do pomocy swojemu dziecku. ONA. Ona była tą, która przewędrowała tyle. Po utracie brata, ukochanego brata, mogła odzyskać jakąś część jego. Był to jego syn, a jej bratanek. Jeśli obca wadera stawi opór, dostanie nauczkę. Jeśli jednak okaże się mądrzejsza od picusia poznanego w Oazie, nie wykluczała możliwości współpracy. Potrzebowała wilków do swojego planu.
-Naudirze.- spojrzała na szczeniaka, z delikatną nutą radości, przeplatanej przez chłód.


Lustrzane stawy

#34
To wszystko potoczyło się bardzo, bardzo szybko.
Wystrzelił jak z procy, by zatopić kły w krtani sarny, i nie dość że trafił... to jeszcze zdołał rozorać tętnicę. Krew trysnęła z rany, plamiąc niegdyś białe futro szczeniaka. Patrzył na truchło w osłupieniu, jakby jeszcze nie dotarło do niego, ze to on zadał śmiertelny cios. I nagle poczuł się straszliwie dumny z siebie. Upolował sarnę. Jest w stanie przetrwać sam. Jest... Silny! Tatuś byłby bardzo zadowolony... gdyby tu był. Musiał z trudem powstrzymywać się od płaczu. Prawdziwi łowcy nie powinni się mazać, a on właśnie nim został.
Potem zaczął padać deszcz, powoli zmywający posokę z jego sierści. Khaleesi mówiła coś do cioci, ale nie przysłuchiwał się temu zbytnio. Był zbyt oszołomiony, zbyt szczęśliwy. A potem fiołkowooka przysiadła i zaczęła do niego mówić. To otrząsnęło go z zamyślenia. Czy ona się żegnała? Tak po prostu... chciała odejść? Dlaczego? Czy to dlatego, że nazwał ją jelenią kupą? Nie, to nie dlatego. Na pewno! Nie rozumiał motywów wadery, ale nie chciał jej zatrzymywać. Nawet nie miał jak.
- Nie zapomnę - mruknął cicho, patrząc na odchodzącą waderę.
Wreszcie Jesień zaproponowała schronić się przed deszczem. Kiwnął główka na znak zgody, ale najpierw musiał się pożywić. Ciepłe mięso przyjemnie wypełniało żołądek, pozwalając na chwilę zapomnieć o wszystkich problemach. Nie mógł jednak przedłużać tej chwili. Jesień coraz bardziej się oddalała, widocznie głęboko zamyślona. Podbiegł do niej i delikatnie musnął jej futerko pyskiem. Chciał powiedzieć, że nie może się martwić, że wszystko się ułoży, ale nie potrafił tego ubrać w słowa.
Aż wreszcie usłyszał warkot, tak bardzo znajomy. Podobnie warczał tatuś. Ale zapach nie należał do Uruza. To była tamta wadera, spotkana na wydmach. Był tego pewny. Nagle poczuł, jak wypełnia go dziwne uczucie, czyżby duma? Pochodził z Północy. Był silny, tak jak tatuś. Musiał zachowywać się tak, by ten był z niego dumny. Wybiegł przed Jesień, jeżąc futro i butnie patrząc w oczy Fehu. Nie bał się jej, nie bał się już niczego. Wyprostował się, dumnie zadzierając łebek. jego gardziołka wydarł się warkot, wciąż szczenięcy, ale podobny do tego ciotki. Trzeba było przyznać, że dało się zauważyć między nimi podobieństwo.
- Nie krzywdź jej. Nic mi nie zrobiła - warknął stanowczo.
Elden som tek - Liv
ogień odbierający
Elden som gjev - Liv
ogień dający
życie
Obrazek

theme

Lustrzane stawy

#35
Podążała we wcześniej obranym kierunku, niemal kompletnie zamyślona. - Co gdy już przestanie padać deszcz? Co wtedy powinni zrobić, gdzie pójść? Miała już dość. Dość ciągłego zastanawiania się nad tym. Zaczęła żałować, że kiedykolwiek zdecydowała się opuścić rodzinne góry w poszukiwaniu "wrażeń". To wszystko okazało się jedną wielką pomyłką.
Prawda - odnalazła dawną przyjaciółkę, Naudira ... ale za jaką cenę? Rodzina, przyjaciele, nawet Wicher a teraz także i Khaleesi - to wszystko pozostało gdzieś tam, z tyłu, stracone. Przystanęła na chwilę i zamknęła oczy - bolało. Nie chciała się już dłużej oszukiwać - ta część jej życia była zwyczajnym, całkowicie pozbawionym sensu pasmem porażek i strat - taka właśnie była bezlitosna prawda.
Odetchnęła głęboko. Jak to powiedziała Zrodzona z Burzy "niektórzy nie wiedzą czego chcą". To stwierdzenie było wyjątkowo trafne w jej przypadku. Potrzebowała czegoś co nadałoby większy sens jej egzystencji. Wbrew swoim wcześniejszym przypuszczeniom kariera podróżnika na pewno nie była jej pisana... więc co w takim razie?
Czując dotyk szczenięcego pyszczka na swojej sierści spojrzała na jego właściciela - jedynie on jej pozostał. Jesień odpowiedziała uśmiechem, na ten drobny, acz wiele znaczący dla niej gest. Nie żałowała, że znalazła go wtedy, na pustyni. Może i nie była najlepszą opiekunką jaką mógł sobie wymarzyć, ba, można by nawet stwierdzić, że była wilkiem, który niemal całkowicie nie nadawał się do tej roli, lecz to właśnie dzięki tej niewielkiej niegdyś kulce futra dalej jakoś się trzymała... Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak "malec" wyrósł od czasu ich pierwszego spotkania. - Czy naprawdę minęło już aż tyle czasu?
Wtem, dosłyszała wilczy warkot odgłos łap stąpających po rozmokniętym podłożu - ktoś zbliżał się w ich stronę i robił to szybko, bardzo szybko. Przez ten przeklęty deszcz, który zagłuszał niemal wszystko inne, nie zdążyła zareagować w żaden sposób, bo zaledwie sekundę później pojawiła się przed nimi obca wadera. Jesień obnażyła kły, gotowa do obrony, lecz wtem z pyska tamtej, padło imię Strapienia, który chwilę później gwałtownie ruszył do przodu, odgradzając je od siebie. Momentalnie, z pyska brązowej zniknęły jakiekolwiek oznaki agresji, a zastąpił je czysty szok. Znali się... - Czyżby to była jego matka? Albo tamta wadera o której opowiadał po powrocie ze swojej ucieczki na wydmy, lub jeszcze ktoś inny.
Obserwowała uważnie dwójkę wilków, nie rozluźniając jednak mięśni - nie znała nowoprzybyłej, nie wiedziała do czego tamta może być zdolna. W oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń, milczała, starając się zachować spokój.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Lustrzane stawy

#36
Szum deszczu uderzającego o taflę wody, jak i o liście pozostałe jeszcze na drzewach, zdawał się zagłuszać wszystko. Zbliżyła się bardziej, stając tuż obok Naudira, skierowana w stronę Jesieni. Spojrzała na bratanka, a w jej oczach zaiskrzyła nuta rozbawienia. Jakiś ty ofensywny. Dobrze... Pomyślała. -Wiem, że nic ci nie zrobiła. Inaczej zaatakowałabym, bez wcześniejszego ujawniania się.- nawiązała z nim kontakt wzrokowy. Poprzez całą wędrówkę, odkąd go spotkała, zrozumiała, że ta obca wadera dobrze go traktowała. Nie miała więc powodów, by cokolwiek jej zrobić. W innym przypadku, pewnie skoczyłaby na nią, korzystając z tego, że deszcz skutecznie mógł zakryć jej obecność. Wykorzystałaby wtedy element zaskoczenia, by zadać potężny cios. Jednak nie miała ku temu najmniejszego powodu. Może i lubiła walkę, ale była honorowa.
-Zaopiekowałaś się moim bratankiem. - zwróciła się bezpośrednio do wadery, stojąc dumnie. Jej ciało było napięte, gotowe do ewentualnego ataku, gdyby takowa zrobiła jakiś niestosowny ruch. Ot, zwykła ostrożność. - Chcę, byście do mnie dołączyli. Naudir jest moją rodziną, a wobec ciebie mam dług, za trzymanie pieczy nad nim. - Powiedziała głośno i wyraźnie. Chciała mieć kompanów przy sobie. Jesień znała młodego dostatecznie długo, więc mogła być użyteczna. Poza tym, jak mówiła- miała dług wobec niej. Zwykły dług wdzięczności, który wolała spłacić choćby oferując swoje towarzystwo. Im ich więcej, tym bezpieczniejsi byli. - Decyzja należy do ciebie. - Wbiła w nią bursztynowe ślepia, by potem skierować je na bratanka. - Co do ciebie, jesteśmy tej samej krwi. Musimy trzymać się razem, jak na wilki z Północy przystało. - rzekła do niego, po czym spojrzała w górę.
- Poszukajmy chwilowego schronienia, byś mogła się namyślić. Co ty na to? - spojrzała na Deszczową ponownie. Nie znała jej imienia, jednak na obecną chwilę było to zbędne. Na co jej ta wiedza, jeśli ta odrzuciłaby propozycję?


Lustrzane stawy

#37
Na dźwięk głosu ciotki rozluźnił się nieco, wciąż jednak pozostawał gotowy na unik czy atak. Chociaż... tatuś był honorowy, więc Fehu też powinna taka być! Chciał jednak zaprezentować się z jak najlepszej strony, jako silny wojownik, zahartowany przez mroźną Północ. Uśmiechnął się lekko do długofutrej, nie wykonał jednak żadnego ruchu. Nie cofnął się, ale także nie zbliżył. Czekał na rozwój wydarzeń. Wysłuchał uważnie jej słów, skierowanych do Jesieni, zakończonej prośbą o... dołączenie do niej i Naudira? Tak, to było perfekcyjne wyjście! Nie będzie musiał wybierać! Będzie miał przy sobie obie wadery, obie ciotki, które tak samo kocha.
- Wiem. Jesteśmy rodziną - potwierdził wreszcie z dziwnym wyrazem pyska.
A co, jeśli Jesień się nie zgodzi? Nie mógł do tego dopuścić. Ona... nie miała już nikogo. Nie miała rodziny, przyjaciół, teraz miała stracić jego... Martwił się o nią i chciał, żeby była szczęśliwa. A samotność zazwyczaj do szczęścia nie prowadziła.
- Cio... Jesień, proszę. Nie chcę cię stracić. Nie chcę, żebyś była sama. Dołącz do nas. Będzie... jak dawniej - powiedział błagalnie, wtulając się w jej mokre futro, jak za starych, dobrych czasów.
Elden som tek - Liv
ogień odbierający
Elden som gjev - Liv
ogień dający
życie
Obrazek

theme

Lustrzane stawy

#38
Obserwowała nieznajomą oraz stojącego przed nią basiorka, próbując wmówić sobie, że to tylko sen - przecież to wszystko nie mogło dziać się naprawdę! Nie wszystko na raz, nie w tak krótkim czasie... nie po raz kolejny. Deszczowa aż za dobrze zdawała sobie sprawę po co ta brązowooka wojowniczka się tu zjawiła. Nagły przypływ gniewu, został niemal natychmiast zduszony, przez czystą rozpacz i nic nie była w stanie na to poradzić, mogła jedynie próbować zachować te emocje dla siebie, co dzięki ulewie było zdecydowanie prostsze.
Mimo to wysłuchała Fehu, gdy ta skierowała swoje słowa w jej stronę i ... każde kolejne zdanie sprawiało, że była coraz bardziej zdumiona. Czy tamta naprawdę to zaproponowała? Może się zwyczajnie przesłyszała? Nie. Na pewno nie - utwierdziła ją w tym wypowiedź Naudira... wydawał się bardzo tego chcieć.
Nie umknęło jej to co młody basior chciał powiedzieć, lecz zamiast tego poprawił się, nazwał ją Jesienią... pierwszy raz, odkąd się poznali. Słysząc to poczuła się odrobinę dziwnie, nieswojo, w jednym momencie, wszystko nagle się zmieniło. Pomimo tego co powiedział podrostek, wcale nie będzie "jak dawniej", wiedziała o tym, dotarło do niej, także, że to nie ona teraz będzie nazywana "ciocią". Ta rola Deszczowej właśnie dobiegła końca, z marszu przypadając Fehu... w końcu, to właśnie ona była jego prawdziwą krewną, tą o której kiedyś opowiadał. Nawet jeśli Różowonosa chciałaby to zakwestionować - podobieństwo pomiędzy tamtą dwójką było nieodzowne. - A jednak... jednak postanowiła go odnaleźć... - tylko czemu aż tyle zwlekała? Czyżby aż tak ciężko było wytropić ich trójkę?
Gdy Naudir wtulił się w jej krótkie futro, Jesień także przytuliła go do siebie. - Dobrze, niech będzie... pójdę z wami. - odpowiedziała po chwili, nie miała już kompletnie nic do stracenia, bała się samotności, a to była właśnie jej szansa. Postarała się o lekki uśmiech i po raz ostatni polizała go z czułością po mokrym łebku.
- Dzięki Rianallowi za deszcz...

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Lustrzane stawy

#39
Spojrzała na Naudira i zmrużyła oczy. - Krępujesz się ją nazywać dalej Ciotką? Chyba zasłużyła na takie miano biorąc cię pod swoją opiekę, a nie pozostawiając na pastwę losu. - oblizała pysk, a jej serce poczęło radować się z tego deszczu. Choć jedna sprawa załatwiona. Spojrzała na Jesień. Zgodziła się, świetnie. Kolejny punkt do odhaczenia, miała teraz siostrzeńca i kompankę. To już coś. Spojrzała w niebo. Dziękuję, Fenrirze- pomyślała. Przeniosła tęczówki na swoich towarzyszy. - Widzieliście gdzieś niedaleko stąd jakieś miejsce, by się schronić?


Lustrzane stawy

#40
Uśmiechnął się delikatnie, słysząc jak Jesień zgadza się na towarzyszenie im w dalszej podróży. Cieszył się niezmiernie z tego powodu, naprawdę zależało mu na brązowofutrej. Gdyby nie ona, prawdopodobnie zdechłby z pragnienia. Z radością przyjął pieszczotę, prawdopodobnie ostatnią w jego życiu. Przestał już być szczeniakiem. Teraz był już odpowiedzialnym, prawie dorosłym młodzieńcem. Chwila ta była dość wzruszająca, jednak jakoś nie czuł zbierających się w kącikach oczu łez. Był twardy. Musiał taki być, żeby przeżyć.
Potem jednak do jego uszu dotarły słowa Wojowniczki, mimowolnie powodując rozbawienie. Wyszczerzył kiełki w nonszalanckim uśmieszku i spojrzał butnie prosto w oczy wadery. Nie mógł powstrzymać się od odpyskowania.
- Nie, nie krępuję się, Fehu. Jeśli nie zależy ci na należnym tobie mianu, z przyjemnością będę dalej nazywać Jesień ciocią - wypalił bez zastanowienia, akcentując poszczególne imiona.
Dalsze słowa długofutrej zignorował, nie wypadało mu teraz na nie odpowiadać. Inną sprawą było to, że dobrego miejsca nie znał.
Elden som tek - Liv
ogień odbierający
Elden som gjev - Liv
ogień dający
życie
Obrazek

theme

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron