Mierzeja

#1
Źródło: Wikipedia



Przybrzeżna działalność prądów morskich sprawiła, że niesione przez wodę drobinki gleby i piasku ułożyły się na kształt długiego, wąskiego brodu tworząc mierzeję. Dominuje tu roślinność lubująca się w piaszczystym, kiepsko wchłaniającym wodę gruncie, a więc narażonym na cykliczne i wymywanie. Z tych przyczyn znajdziesz tu zwykle trawy i rośliny iglaste, wśród których przemykają często drobne zwierzęta.



Rośliny: lawenda, rumianek
Zwierzęta: ryby

Mierzeja

#2
Życie pustelnika nie odcisnęło na psychice Oriona żadnych śladów. Można nawet było się sprzeczać, czy nie wiedzie mu się lepiej samemu niż w stadzie, mimo iż natura nakazuje inaczej. Od szczeniaka wbił sobie prostą myśl do głowy - jeśli chcesz, żeby coś było zrobione dobrze - zrób to sam.
Swój brak zaangażowania do formowania watahy tłumaczył nietypową krainą, w której się znajdował. Skoro prawa natury są tutaj inne, czemu musi szukać innych wilków do założenia grupy? Co prawda spotkał już chyba więcej niż tuzin wilków na swojej drodze, mniej lub bardziej dyskretnie, jednakże tylko z jedną waderą zamienił słowo. Nie wiedział, czy chce doświadczyć tego ponownie. W każdym razie, zwierzęta powoli zaczynały rozumieć, że ich piękny świat jest zrujnowany przez drapieżników i nie poddają się już tak łatwo.
Z jakiegoś powodu Orion bardzo chciał złapać jedną lub dwie ryby, zanim stanie się to niemożliwe, gdy powierzchnia wody zostanie pokryta warstwą lodu. Był przyzwyczajony do zimy, to ona najbardziej go zahartowała, nie wiedział jednak w jakiej skali może się jej tu spodziewać. Klimat jednak nie wydawał się zbyt brutalny. Inne ssaki jakoś nie miały problemu z przetrwaniem, dlaczego więc on miałby mieć. Uśmiechnął się lekko - w sumie to mają - w postaci nowo przybyłych agresorów.
Nie miał zamiaru podchodzić do samego brzegu, tam była bardzo mała szansa na jakiekolwiek większe ryby blisko brzegu. Musiałby wypłynąć na głębsze wody, a tam szansa złapania ryby spadłaby do zera. Dlatego też bardziej zainteresował się niewielkimi stawami, które gościły całkiem sporą ilość zwierząt. Z morskimi stworzeniami od początku był problem. Nie mają instynktu przetrwania, one po prostu uciekają w kierunku przeciwnym do ruchu lub przeszkód, by nie zderzyć się z innym obiektem. Trudno to nazwać ucieczką przed drapieżnikiem.
Orion zatrzymał się przed brzegiem i spoglądał na różne gatunki ryb, których łuski połyskiwały w różnych kolorach w niemalże hipnotyzujący sposób. Pozwolił sobie odpocząć trochę po dłuższej przechadzce, kładąc się na ziemi i robiąc chwile przerwy dla swoich mięśni.

Mierzeja

#3
Łapki Naerys poniosły ją tym razem na południe. Podmokłe zarośla i mchy szybko ustąpiły miejsca trawom, a te z kolei uczyniły to samo na rzecz złocistego piasku. Nie miał on jednak wiele wspólnego z tym, jaki można spotkać na spieczonej pustyni na dalekim zachodzie Konkordii. Ten piasek był lekki, mniej pylasty, wilgotniejszy, przyjaźniejszy dla życia. Samiczka z chęcią nurzała w nim łapki, a ziarna śmiesznie łaskotały ją w różowiutkie poduszeczki.
Kiedy waderka ujrzała przed sobą błękit na horyzoncie przyśpieszyła kroku, chcąc jak najprędzej zobaczyć coś, co, jak jej się wydawało, było olbrzymim jeziorem. Naerys bowiem jeszcze nie widziała na oczy morza i tylko do tego umiała ten akwen porównać - do olbrzymiego, szumiącego jak rzeka jeziora, tak wielkiego, że nie widać jego granic.
Lecąc tak ku nieznanemu, nawet nie spojrzała na czarnego wilka, jaki też akurat znajdował się w okolicy mierzei. Ten jednak zapewne nie miałby najmniejszego problemu z zauważeniem jej- w sumie nikt by jej nie przeoczył, mknącej tak jak strzała, i zupełnie nie przejmującej się tym, czy stwarza przy tym hałas, czy nie. Swoje towarzyszki zostawiła przy tym daleko w tyle, prawie zapominając o ich istnieniu.
W końcu biała, złotooka samiczka dotarła nad sam brzeg, czujnie obserwując wodę. Kilka razy podeszła zbyt blisko i zimne fale oblizały jej łapki, mocząc futro i sprawiając, że waderka odskoczyła trochę w tył, zaskoczona. Po chwili weszła nieco głębiej, pozwalając falującej wodzie lizać jej łokcie, i zirytowana natrętnym żywiołem spróbowała pochwycić wodę w szczęki. Ta jednak skutecznie umknęła z jej pyszczka, zostawiając po sobie słony posmak. Naerys wzdrygnęła się, czując w pysku dziwny, obcy smak, marszcząc przy okazji piekący lekko od morskiej soli nos. Jednocześnie słychać było jej donośne prychnięcie, dające wyraz jej niezadowoleniu. To jezioro, nie dość, że ją ochlapywało bez powodu, to jeszcze było obrzydliwe w smaku.

Mierzeja

#4
Pomimo pozornego spokoju i opanowania, Lokatt była poirytowana. Odkąd wyruszyły, Naerys gnała przed siebie nie oglądając się na nią, ani tym bardziej na podążającą w pewnej odległości od niej Sen. Nie lubiła być w ten sposób ignorowana, a teraz dodatkowo zmuszona była odwracać się co jakiś czas, by upewnić się, czy albinoska podąża za nimi. Pod niewzruszoną maską jaką zdawało się być jej oblicze wrzała złość, a w głowie wadery tłukły się coraz bardziej nieprzyjemnie myśli. Ostatnie na co miała bowiem ochotę to ściganie jednego szczeniaka jednocześnie pilnując drugiego.
Podążając po śladach Naerys, wreszcie wyszła na wolną przestrzeń, początkowo porośniętą roślinnością, lecz szybko zastąpił ją wilgotny piasek. Postanowiła na chwilę przystanąć, by rozejrzeć się dookoła. Znajdowała się na piaszczystej plaży, porośniętej gdzieniegdzie jakimiś trawami czy innymi niedużymi roślinkami. Ją samą morze niezbyt obchodziło, podczas swej wieloletniej tułaczki niejednokrotnie miała okazję się na takowe natknąć, więc obdarzyła zarówno sam akwen, jak i samą Naerys nad jego brzegiem obojętnym spojrzeniem. Co prawda ona sama zareagowała niegdyś podobnie, gdy sama po raz pierwszy oglądała morze, lecz teraz skwitowała zachowanie złotookiej jedynie pobłażliwym uśmiechem nim odwróciła od niej wzrok, decydując się poczekać, aż jej się znudzi i do niej wróci. Nie będzie na siłę się prosić o uwagę.
Wówczas ujrzała znajdującego się dość blisko samej białofutrej czarnego basiora i zamarła na dobrą chwilę, przypatrując się jego ciemnej sylwetce. Na razie najwyraźniej nie interesowało go otoczenie, lecz była prawie pewna, iż parskanie Naerys prędzej, czy później zwróci jego uwagę. Nie była pewna, jak obcy wilk mógłby zareagować, lecz z drugiej strony nie miała najmniejszego zamiaru zlotookiej bronić, jeżeli ów okaże się agresywny. Sama sobie na to zasłużyła, zostawiając ich w tyle, ot co.
Postanowiła zbliżyć się jednak nieco, by mieć lepszy na niego widok, więc powolnym krokiem ruszyła w stronę brzegu, ni to węsząc za ziołami, ni to rozglądając się dookoła, lecz w rzeczywistości co chwilę zerkając na czarnego basiora.

Mierzeja

#5
Błogi spokój i cisza została naruszona przez "intruzów". Orion zaczynał powoli myśleć, że nigdy nie znajdzie cichego zakątku poza skalnymi grotami oznaczonymi jego zapachem, które nawet w tej chwili mogłyby zostać przejmowane przez inne drapieżniki. Westchnął dość głośno pod nosem. Dopiero po pewnym czasie postanowił podnieść łeb, żeby zobaczyć co licho przyniosło. Już z daleka mógł usłyszeć i wyczuć z czym miał do czynienia, toteż niespieszno mu było dać po sobie jakiekolwiek znaki, że nowo przybyłych zauważył. Jeden "narybek" i dorosła wadera. Nic specjalnego. Nie widział żadnej opiekuńczej więzi między tą dwójką, więc mógł założyć, że rodziną nie są. Widział już dziwniejsze zgromadzenia wilków.
Oględziny dwójki zajęły mu mniej niż 3 sekundy, po czym postanowił kompletne je zignorować. Po cichu modlił się do nieznanej mu mocy wyższej, żeby uchroniła go przed jakąkolwiek interakcją między nimi. Chciał tylko złapać rybę lub dwie. Więcej dzisiejszego dnia nie potrzebował do poczucia się spełnionym. A z pewnością nie potrzebował żadnej relacji społecznej z innymi przedstawicielami gatunku. Z początku, gdy spotkał samotną waderę, wydawało mu się to nawet urocze, żeby spędzić z kimś więcej czasu. Jednak po nasypie coraz to nowszych drapieżników - w tym całej gromady wilków - zaczynał jedynie chcieć spokoju. Powoli tracił nadzieję, że gdziekolwiek go znajdzie.

Mierzeja

#6
Nowo przybyły czarny wilk, przywędrował do terenu zwanego Mierzaja. Nie wiedział dlaczego tutaj przyszedł. Nie mógł znaleźć żadnego wytłumaczenia z swojej głowie. Po prostu coś czuł, żeby do tego miejsca przyjść. Tłumaczyć się tylko jednym - Do tego miejsca zaprowadziły moje łapy. - Szedł spokojnym krokiem,w poszukiwaniu jakiś nowych towarzyszy.
Drak is everywhere...
Opowiadanie, premiera! - 11.11.15
Świat za portalem; część druga - 23.12.15
Trzecia część - 03.01.2016
Czwarta część - 20.01.16
Piąta część - 19.02.16
Część szósta - 24.03.16
Część siódma-01.06.16
Część ósma-04.08.16

Mierzeja

#7
Naerys dopiero po jakimś czasie przypomniała sobie o towarzyszkach. Wygramoliła się ze słonej wody, otrzepując się po drodze. Jej wzrok padł na Lokatt, spoglądającej gdzieś w dal. Waderka początkowo nie wiedziała cóż jej znajoma może tak dokładnie obserwować, dopóki nie skupiła wzroku i nie dojrzała leżącego nieopodal czarnego basiora, którego dotąd zupełnie przeoczyła. Zbliżyła się do starszej samicy, jednocześnie posyłając spojrzenie za siebie. Gdzieś za nimi tułała się Sen, która zapewne wolała wolniejszy, miarowy trucht niż szaleńczy bieg Naerys, w jaki się przed chwilą rzuciła, aby czym prędzej dobiec do morza.
Po chwili czujne oczka Złotookiej napotkały na kolejny czarny kształt, jeszcze jeden wilk bowiem zbliżał się do samic. Samiczka spojrzała na Lokatt.
- Znasz ich? - zapytała, jednocześnie domyślając się odpowiedzi starszej, która przecież równie niedawno tu zawitała. - Może do nich zagadamy, nie wyglądają na nastawionych przeciwko nam. - Owszem, jeden z wilków wyglądał, jakby drzemał, a drugi po prostu pruł przed siebie, pewnie będąc w trakcie podróży.

Mierzeja

#8
Wkrótce dostrzegła innego samca, zmierzającego prosto przed siebie, najwyraźniej tak jak i one będącego w podróży. Poprzedni najwyraźniej po obdarzeniu ich obu obojętnym spojrzeniem postanowił samice zignorować, ponownie wbijając wzrok we wzburzoną morską toń. Jak na jej gust wyglądało to, jakby miał cichą nadzieję, iż postanowią zostawić ją w spokoju.
Na myśl o tym czarne wargi wadery wykrzywiły się w lekkim, lecz wyraźnie złośliwym uśmiechu, podczas, gdy przez moment miała niezmierną ochotę zakłócić spokój samca jedynie po to, by móc obserwować jego reakcję. Przyczyna tego dziwnego pragnienia nie była do końca znana nawet i jej samej... Być może był nią fakt, iż jakaś część umysłu wadery, ta, która oczekiwała dostatniego życia i wręcz uwielbienia za strony innych poczuła się urażona faktem, iż ów czarnofutry wilk traktował ją, jak powietrze...?
W chwilę później wróciła Naerys, która w międzyczasie wreszcie dostrzegła obecność innych drapieżników. Na pierwsze pytanie Lokatt nie miała ochoty odpowiadać, wydało jej się ono pytaniem retorycznym, lecz mimo to krótko pokręciła łbem. Słysząc kolejne, zawahała się nieco, pozwalając zdobiącym jej jasne oblicze bursztynowym ślepiom wodzić od jednego czworonoga do drugiego.
Z powodu traumatycznych wspomnień z okresu szczenięctwa, gdy to zmuszona była patrzyć, jak niegdysiejsi przyjaciele walczą o ochłapy mięsa wśród otaczającego ich watahę głodu, nędzy i szaleństwa, na jej psychice pozostał trwały ślad, w postaci lęku przed przedstawicielami jej własnego gatunku. Podczas swej długiej tułaczki zazwyczaj unikała innych wilków, wspominając okrucieństwa, jakie miały miejsce podczas przewrotu w ich rodzimej watasze. Z lękiem owym walczyła przez wiele lat, lecz nigdy nie pokonała go w pełni. Teraz jego nikły cień powrócił, lecz jedynie po to, by zostać zagłuszonym przez głos rozsądku... Głos nowej Lokatt, tej, którą chciała być.
Pragnęła żyć w dostatku. Móc bezpiecznie budzić się i udawać na spoczynek, mieć zawsze pełen brzuch i kogoś, kto w razie potrzeby mógłby ją obronić. Nie chciała dłużej musieć ukrywać się, uciekać, czy chować w cieniu. A to mogły zapewnić jej tylko inne wilki... Najlepiej silna wataha. Jej samej nie uśmiechało by się stanąć na jej czele, było to w jej mniemaniu zbyt niebezpieczne i stanowczo zbyt odpowiedzialne. Nie obchodziło ją dobro ogółu, jedynie jej własne. Wolałaby dołączyć do istniejącego już stada lub... Doprowadzić do powstania takowego, lecz wówczas zamiast zająć miejsce na jego czele odsunęłaby się w cień, niemalże niezauważalnie stopniowo rozszerzając swe wpływy.
Tak, czy owak, tym razem pomysł Naerys był całkiem dobry.
- Tak, sądzę, że powinniśmy do nich zagadać - oznajmiła, skinąwszy łbem, po czym odwróciwszy się uprzednio w stronę opuszczonego niedawno lasu, wyglądając śladu albinoski, puściła się zaraz lekkim, lecz energicznym truchtem w stronę leżącego nieopodal basiora, licząc na to, iż zarówno jej towarzyszka, jak i tamten drugi wilk podążą jej śladem.

Mierzeja

#9
Westchnął głośno. Nie musiał przysłuchiwać się dialogowi pomiędzy dwiema waderami, żeby zrozumieć jego treść. Nie były bynajmniej z tym dyskretne. Nie uśmiechało mu się specjalnie udzielać rad lub pomocy kolejnym nieznajomym. W zasadzie trudno było powiedzieć o nim, że miał jakichkolwiek znajomych.
Gdyby nie usłyszał z jakim zamiarem zmierza do niego szara wadera, zerwałby się z nóg i przyjął postawę defensywną. Zdecydowanie za szybko zbliżała się, biorąc pod uwagę, że w ogóle się nie znają. Jednak po samym jej głosie i wyrazie pyska było widać, że nie ma żadnych agresywnych zamiarów.
Z małym stęknięciem podniósł się z ziemi. Zdecydowanie za mało się rusza. Kraina zdawała się go rozleniwiać, co zaczynało źle wpływać na jego kondycję. Orion zdawał sobie z tego sprawę, jednak tu nie było wręcz nic, co mogłoby sprawić większy trud poza podróżowaniem. Stąd też znajdował się tak daleko od swojego legowiska. Po cichu miał nadzieję, że zwierzęta roślinożerne coraz bardziej będą wiedziały, jak zachowywać się wobec drapieżników. Co prawda czyniły postęp, ale odrobinę za wolno jak na jego gust. Czuł się niemalże, jakby je uczył. Całe szczęście sielankowy klimat nowego świata nie wpłynął jeszcze na jego siłę i czujność.
Po postawieniu się na cztery łapy przyjął postawę niemalże obronną. Gdy wadera, pędząca wyraźnie w jego kierunku była już za blisko według jego własnego mniemania, warknął na nią z dość nieprzyjemnym brzmieniem, dając jej znać, żeby nie podchodziła bliżej. Po określeniu swoich zastrzeżeń ruszył łbem, jakby chciał pospieszyć samice, chcąc by wyjawiła mu, z jakiego powodu do niego się udała.

Mierzeja

#10
Zbliżała się w kierunku samca nieuchronnie, szybko i energicznie, jak to miała w zwyczaju. Taki sposób poruszania wszedł jej po prostu w nawyk przez te wszystkie lata tułaczki, kiedy to niejednokrotnie zmuszona była uciekać. Ten epizod w jej życiu, spędzony w nieustannym biegu, miał jeden, podstawowy plus - teraz Lokatt mogła poszczycić się szybkością godną najznakomitszych łowców oraz sporą wytrzymałością. Dlatego jej samej zbliżanie się w ten sposób do obcego wilka nie wydawało się w żaden sposób niepokojące, stwarzające pozory ataku. Jednakże najwyraźniej się myliła, o czym przekonała się chwilę później, słysząc nieprzyjemny warkot wydobywający się z gardła basiora.
Zatrzymała się w pewnej odległości od niego, wystarczająco daleko, by nie mógł zbyt szybko do niej doskoczyć, lecz jednocześnie wystarczająco blisko, by móc mu się dokładnie przyjrzeć. Bursztynowe ślepia obrzuciły jego sylwetkę od łap po końcówki uszu, zatrzymując się na chwilę na jego błękitnych soczewkach, podczas, gdy jej oblicze nie wyrażało niczego konkretnego. Jedynie mogłoby się wydawać, iż blask zazwyczaj rozświetlający jej ciemne oczęta stał się jakby nieco chłodniejszy, niż zazwyczaj. Tylko to mogło świadczyć o niemiłym ukłuciu irytacji, jakie odczuła, będąc potraktowaną w tak nieprzyjemny sposób.
- Spokojnie. - odezwała się zaskakująco uprzejmym tonem, choć i w nim czaił się dziwny chłód. - Nie mamy złych zamiarów.
Umilkła na chwilę, pozwalając sobie na obrzucenie wzrokiem innego samca, po czym ponownie zwróciła oblicze w stronę swego rozmówcy. Z jego postawy wynikało, iż nie przepada zbytnio za towarzystwem, lecz również jego postawa wskazywała, że czuje się w tej krainie, jak w domu. Mógł sporo wiedzieć. Grunt tylko wyciągnąć od niego te informacje.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron