Namorzyny

#11
Wygnanie? Odejście? Oh, poczuła delikatne ukucie w swoja dumę. Czyżby wyglądała na kogoś, kto najwidoczniej nie jest godzien bycia w watasze? Albo zbyt próżny i głupi, by świadomie wybrać ciężki los samotnika, tym samym tracąc rodzinę? Uniosła lekko kącik pyska, jakby uśmiechała się sama do siebie, jednak dziwna zaciętość pojawiła się w jej oczach.
-Ani jedno, ani drugie. Moja wataha została rozbita przez inną. Część z mojej dawnej rodziny została wyrżnięta. Z drugą los nas rozdzielił.- odpowiedziała z dziwnym spokojem w głosie. Ruzha miał prawo do takich domysłów, a nie innych. Sama też nie chciała zatajać tego co spotkało jej stado.
Wadera na hałasy dobiegające do jej uszu obniżyła łeb, zwracając się w kierunku, z którego nadciągały. Uszy przylgnęły do ciała, a sierść się najeżyła. Na takich terenach chyba ciężko o większą zwierzynę. Nozdrza zaczęły intensywnie pracować starając się wyczuć jakąkolwiek woń.
-Nie jestem pewna..- odpowiedziała ciszej.


Namorzyny

#12


Huk, który wcześniej dotarł do uszu Fehu i Ruzhy nie zwiastował niczego złego - najprawdopodobniej był jedynie efektem upadku, bezwładnego opadnięcia słabego ciała na podmokłe podłoże, co z kolei wywołało odgłos pluśnięcia. Zmysł słuchu wilków przez dłuższy czas nie drażniło nic poza charczeniem, w dodatku nie wrogim, a raczej wzywającym pomocy. Towarzyszyło ono każdemu, niezwykle płytkiemu oddechowi, stanowiącego rozpaczliwą walkę o łyk powietrza, każdą kolejną minutę kończącego się życia. Nieprzyjemne dźwięki zostały przerwane przez kaszel oraz niepokojąco brzmiące krztuszenie się.
Woń przybysza była trudna do określenia. Składała się z mieszaniny zapachów charakterystycznych dla zakrzepniętej krwi, starych wymiocin, potu, trawy i ziemi. Prawdopodobnie stworzenie lądowało na ziemi nieraz, ale uparcie wstawało i poruszało się dalej, byle przed siebie, byle kogoś odnaleźć.

Namorzyny

#13
Skinął tylko łbem ze zrozumieniem. Nie tak, żeby nie było mu szkoda jej stada albo był nieczuły na jej tragedię. Ale coś właśnie robiło wiele hałasu wokół siebie. Wbił wzrok w kierunku epicentrum tego zamieszania. Jednak oczy natrafiały tylko na mrok między roślinnością. Przechylił głowę na bok, okazując ciekawość zamiast strachu. Chociaż czuł, że jeśli nadal będzie stał taki napięty to lewa łapa zacznie mu lekko drgać. Z niepokojem zerknął na towarzyszkę, gdy ta udzielała mu odpowiedzi. Po czół nagły skurcz w żołądku. I nie wiedział czy to dlatego, że nowy zapach krwi do niego dotarł czy dlatego, że samica wyglądała jak by zaraz coś miało ich zjeść.
- Brzmi jak przerośnięte ptaszydło - również odpowiedział szeptem uginając łapy, i chroniąc się tym przed pokazaniem, że zaczynają mu lekko drgać. Wciągnął ze świstem powietrze. - Idziemy zobaczyć? - spytał wyciągając szyję i mając cicha nadzieję, że może jednak uda mu się coś dostrzec. - Może to coś smacznego – dodał nieco pewniej siebie, słysząc kolejne ciężkie połknięcia powietrza. Wstał nie czekając na jej odpowiedz. Musiał zobaczyć to coś, brzmiało tak słabo, że raczej się na niego nie żuci. Poza tym był głodny. Usprawiedliwiał się w myślach robiąc pierwsze kroki w kierunku nieznanego.
"O jakże dziwnym jest świat,
Widziany przez oczy wariata,
W spojrzeniu ich, zdrowy człowieku,
Nie poznałbyś wcale świata."

Namorzyny

#14
Dźwięki były dziwne. Na pewno ich źródło było sporawych rozmiarów i słabe. Jednak z doświadczenia wiedziała, że lepiej być ostrożnym. Zwłaszcza, że nie widzieli co to tak naprawdę jest.
-No raczej, że idziemy.- poczęła robić kroki lekko za Ruzhą, pozwalając basiorowi prowadzić. Jej węch i słuch nieustannie pracowały. Woń towarzysząca istocie drażniła lekko delikatne błony. Zdecydowanie nie był to zapach jaki mogłaby polubić.
Jej ciało było napięte niczym struna, gotowa na wszelakie sposobności. Jeżeli byłoby to duże ranne zwierzę, to mogłoby być łatwym obiadem dla dwójki drapieżników. Z drugiej jednak nie znała tych terenów, nie wiedziała czego może się spodziewać. Zwłaszcza, że kraina ta wydawała się pulsować lekką dziwną energią, którą nawet ona wyczuwała.
Ciekawość pchała ją do przodu. Wiedziała, że gdyby zawróciła, wyrzuty z zaprzepaszczonej szansy do poznania czegoś nowego, na długo nie dałyby jej spokoju.


Namorzyny

#15
Źródło: Stacy Meads
Z każdym krokiem odległość pomiędzy dwojgiem wilków a niezidentyfikowanym zwierzem zmniejszała się, co pozwalało na dokładniejsze ocenienie jego woni. Spośród mieszaniny zapachów krwi, błota i wymiocin dało się również wyróżnić zapach charakterystyczny dla drapieżników, możliwe, że nawet innego psowatego. Dopiero przedarcie się przez gęste zarośla, gdzie ziemia nie pozostawała wiecznie pokryta przez płytką warstewkę wody, pozwalało odpowiedzieć na nurtujące Fehu i Ruzhy pytania.
Wśród ugniecionej trawy leżała bardzo wychudzona, wyliniała wadera, której resztki futra sklejone były różnorodnymi wydzielinami pochodzącymi z wycieńczonego organizmu. Na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie martwej, jednakże klatka piersiowa prędko unosiła się i opadała, a każdemu z płytkich oddechów szarej wilczycy towarzyszyło chorobliwe świszczenie. Z trudem uniosła sklejone powieki, kierując spojrzenie na wojowniczkę i grzywiastego. - O...ch - wyjęczała przeciągle, spoglądając na nieznajomych z bardzo wyraźnym przerażeniem. Okropnie zapadnięte oczy, w większości pokryte ropą, pozbawione były charakterystycznego dla żywych blasku. Malowała się w nich rezygnacja, chęć odejścia z tego świata, ale mimo tego... - Nie... Nie zabijajcie. - Wycharczała, po czym zakaszlała, dławiąc się własną posoką. Nie miała siły jej wypluć; nieładnie ściekała z pyska, brudząc otaczającą ich zieleń. Dokładniejsze oględziny umierającej pozwoliły stwierdzić, iż brzuch wadery był nieco za bardzo zaokrąglony, co świadczyło o zaawansowanej ciąży. Przyszła matka stęknęła. Od dłuższego czasu odczuwała skurcze, teraz ze zwiększonym natężeniem i znacznie mocniejsze.

Namorzyny

#16
Słysząc za sobą kroki wadery przyśpieszył. Fakt, że i ona postanowiła sprawdzić co kryło się poza zasięgiem ich wzroku, dodawał mu otuchy. Wytężył słuch i węch kierując się ku nieznanemu. Pewne zwątpienie dopadło go w momencie, w którym swierdził, iż najpewniej jest to ktoś ze szczytu łańcucha pokarmowego. Znów zwolnił, ostrożniej stawiając łapy na podłożu. Bo co jeśli ofiara i napastnik poprzez długą i wyczerpującą walkę zmieszali się zapachami. A teraz kat stał nad swoją ledwo żywą ofiarą. Wychylił głowę spomiędzy krzaków rozglądając się po przestrzeni poza nimi. W pierwszej chwili niczego nie ujrzał. Potem spostrzegł ciało.
- To wilk - mruknął do Fehu, a zauważając jej stan wyskoczył na trawę obok niej. Ubodło go, że planował zjeść rannego osobnika. Z lekkim zmieszaniem przeniósł spojrzenie z rannej na wcześniej już poznaną wilczycę. - Słabo to wygląda - rzekł niepewnie a potem znów utkwił ciemne oczy w nieznajomej, która przemówiła. Wzdrygnął się na sam pomysł zabicia jej. Owszem chciał ją jeszcze chwilę temu zjeść.. ale teraz okazała się wilkiem. Poza tym na okaz zdrowia nie wyglądała. No i wyglądało na to, że jest brzemienna.. albo tak bardzo wygłodniała, że brzuch jej urósł. Słyszał kiedyś o takich przypadkach, że z głodu zwierzęta zjadały kamienie.
"O jakże dziwnym jest świat,
Widziany przez oczy wariata,
W spojrzeniu ich, zdrowy człowieku,
Nie poznałbyś wcale świata."

Namorzyny

#17
Wadera podążając za grzywiastym analizowała w głowię i łączyła fakty, by móc dociec z czym mają do czynienia. Jednak to co ujrzały jej brązowe oczy zaskoczyło Fehu. Uniosła wysoko uszy, patrząc na samicę. Wyglądała naprawdę fatalnie. Może była chora? Wtedy trzeba by było zostawić ją na pastwę losu, a raczej już rzucić ją w objęcia śmierci. Nie podobała jej się ta opcja, wręcz napawała ją obrzydzeniem. Spojrzała na brzuch. Przy porodzie uczestniczyła raz i uznała to za coś potwornego i obrzydliwego.
Zbliżyła się niepewnie do nieznajomej, zbliżając spokojnie pysk do niej.
- Nic ci nie zrobimy. -zapewniła ją. Mimo, że jej nie znali, ba, sama znajomość Fehu i Ruzhy można nazwać na obecną chwilę bardzo powierzchowną, musieli jakoś jej pomóc. Spojrzała na rudzielca, z lekką niepewnością w oczach. Pomóc, tylko jak?
Zapach krwi drażnił nos Wojowniczki, jednak musiała go zignorować.
- Co się dzieje?- skierowała się do brzemiennej, mając nadzieję, że ta bedzie miała na tyle sił by móc udzielić odpowiedzi.


Namorzyny

#18
Źródło: Stacy Meads
Mimo zapewnień o braku wrogości, przerażenie w mętnych ślepiach wadery nie ustąpiło. Kilkukrotne mrugnięcie umożliwiło jej pozbycie się nadmiarów ropy, przez co Fehu i Ruzha mogli po raz pierwszy spojrzeć w jej, niegdyś, złote oczy. Teraz były niezwykle blade, matowe, będąc cieniem mądrych, doświadczonych i pięknych obręczy o szlachetnej barwie.
Zdawała sobie sprawę z tego, iż niedługo odejdzie z tego świata. Nigdy nie oszukiwała siebie samej, więc i w chwili największej słabości nie ośmieliła się złamać tej zasady. Czuła, że w ostatnich chwilach trwania swego żywota musi przekazać przypadkowo napotkanym wilkom posiadane przez siebie informacje, nieważne jak je odbiorą. Zostawić spuściznę, pozwolić komuś innemu zapełnić ostatnie stronice jej kroniki. – Byłam w ciąży, kiedy na mej drodze stan… achk… ął ogromny wilk o futrze krwistym i oczach błękit… - przerwała - …ych. Powiedział, że… – Wzięła głębszy wdech, próbując uspokoić oddech; niestety bezskutecznie. Słychać było głośne rzężenie. – On powiedział, że – zachłysnęła się gęstą krwią, na co organizm zareagował kilkukrotnym kaszlnięciem – urodzę stworz… o… ne - szara miała coraz większe problemy z mówieniem, jakby ktoś próbował jej to utrudnić, nie pozwolić na przekazanie niewygodnych dla siebie informacji – przez niego – z trudem przełknęła ślinę – arcy… dzieło. Że to ja zostałam wybrhhhgr… ana, by wydać na świat cząstk… khkhh...ę niebios. - Traciła siły. Poczuła nieprzyjemną wilgoć po wewnętrznej stronie ud oraz na ogonie. Stęknęła, zaczęła dyszeć.
Nie oczekiwała pomocy od nieznajomych. Zamknęła oczy, mocno zaciskając powieki. Widziała to już wielokrotnie, uczestniczyła w porodach wader ze swej dawnej watahy, więc dlaczego ona sama miała sobie nie poradzić?

Namorzyny

#19
Nasłuchując uważnie słów padających z wycieńczonych ust, Fehu musiała użyć trochę energii, by zrozumieć każde słowo. W pierwszej chwili pomyślała, że brzemienna stała sie obiektem ataku, albo po prostu jej partner okazał się niespełna rozumu. Wydać cząstkę niebios? Niemalże siłą powstrzymała się, by nie prychnąć z pogardą. Jednak jej wędrówka nauczyła ją, by nie lekceważyć pewnych spraw. Widziała wiele dziwnych rzeczy, a sama kraina biła aurą, której jej wojownicze serce, które doświadczyło głównie widoku krwi, gniewu i obcowania ze śmiercią, nie zrozumiałoby.
Jej umysł szybko analizował. Krwiste futro? W życiu nigdy się z czymś takim nie spotkała, samo to tknęło ją, by wierzyć samicy bardziej. Jednak musiała zachować dystans. Jej dusza ubolewała nad cierpieniem nieznajomej, co było dziwne, gdyż takie uczucia wypierała z siebie jak najbardziej. Nie dopuszczała ich do głosu, bo oznaczały dla niej słabość.
Fehu w kilku susach doskoczyła do wody, biorąc troche do pyska. Przytruchtała do wadery, lekko schładzając jej czoło chłodnym płynem. Następnie jeszcze raz doskoczyła, by ją napoić. Spojrzała niespokojnie w kierunku zadu obcej, rozumiejąc, że czas rozwiązania nadchodzi nieubłaganie.


Namorzyny

#20
Stał w pewniej odległości przypatrując się waderze. Tak wyglądało stworzenie, które odchodzi. Było w tym coś pięknego i obrzydliwego za razem. Nie schodziła z tego padałka łez szybko, jak zabijana zdobycz. Chociaż równie wytrwale walczyła o każdy oddech. Różniła ją chyba tylko świadomość tego, że koniec jest bliski. Zając umiera z nadzieję, że jeszcze uda mu się czmychnąć. A ona wie, że macki śmierci już ją oplotły. Jej walka ma inny cel. Wytężył słuch gdy samica zaczęła im coś opowiadać. Nie chciał jednak zbytnio się do niej zniżać. Z początku jej bełkot wdawał się sensowny. Końcówka zaczęła jednak sprawiać, że zaczął podejrzewać, iż złotookiej, poplątało się w głowie przez cierpienie jakiego doznała. I z pewnością nadal doznaje.
- Cząstkę niebios? - spytał nagłos, wydawało mu się, że pomimo braku sensu w tym co nieznajoma mówiła, chce dokończyć swoją opowieść. Może ból i głód wywołał u niej majaki. A cząstką niebios miały być po prostu szczenięta, które miały wyjść z jej łona. Nadała im piękniejszą nazwę by sam poród miał większe znaczenie nie tylko dla jej niedoli ale i dla reszty świata. Chociaż prawdopodobnie psiaki nie przeżyją długo bez rodzicielki.
"O jakże dziwnym jest świat,
Widziany przez oczy wariata,
W spojrzeniu ich, zdrowy człowieku,
Nie poznałbyś wcale świata."

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron