Jezioro deltowe

#71
Cisza, milczenie i wyostrzone zmysły towarzyszące skupieniu umożliwiły burej usłyszenie cichego westchnięcia dochodzącego zza pleców. Skłoniło ją to do jeszcze dokładniejszego nadstawienia uszu, przez co mogła do nich dotrzeć krótka wypowiedź Akashy. Zacisnąwszy kły na rybie, gniewnie wyszarpnęła ją z wody i potrząsnęła łbem. Poczęła powoli wycofywać się z wody, po to tylko, by wyrzucić zdobycz na brzeg i czym prędzej powrócić w to samo miejsce, w którym przed chwilą udało jej się coś upolować. Uczyniła tak kilkakrotnie, a uznawszy, iż mięsa wystarczy, ostatecznie opuściła zbiornik wodny i dokładnie otrzepała futro. Długie przebywanie w jeziorze skutecznie oczyściło futro oraz ciało Sentrosi ze wszystkich krwawych plam. Nie patrząc na białofutrego zaczęła mówić. - Nie obchodzi cię... - Wymamrotała chrapliwie, nawiązując do wcześniej zignorowanych słów szczenięcia. Przerwała, coby rzucić fioletowookiemu krótkie spojrzenie. - ...CO dokładniej? - Zapytała, a w nieprzyjemnym głosie zatańczyła gniewna nuta. Ignorancja i brak chęci do działania, walki o swoje były cechami, których szczególnie nie trawiła. Nie czekając na odpowiedź, ruszyła ku wcześniej złowionym rybom i wziąwszy jedną w pysk, rzuciła ją w kierunku Akashy. Ta wylądowała w okolicach jego łap. - Jedzenie? Woda? Ja? Życie? Pierwsze dwa są niedorzeczne, trzecie mam w dupie, a z ostatnim mogę pomóc. - Mówiła dalej, wwiercając dwukolorowe soczewki w postać podrostka. Ostatnie słowa nie miały pozytywnego wydźwięku, wiadomym było, iż nie miała na myśli wsparcia, wskazania odpowiedniej drogi lub opieki. Następnie pochyliła się nad zdobyczami i zaczęła je szybko pożerać. Niemalże pochłaniać. Co tu się oszukiwać - Sentrosi nie grzeszyła dobrymi manierami.

Vouellyesentrosyiaelk córka Vouellye'sheneayealke i Reevera

Jezioro deltowe

#72
Nażarłszy się do syta, oblizała mordę, po czym uniosła łeb, jednocześnie się prostując. Rzuciła Akashy krótkie, niezbyt przyjemne spojrzenie, a następnie przeniosła je na martwą rybę, która cały czas leżała pod jego łapami. - Hmpf. - Wymruczała pod nosem niezidentyfikowany wyraz, po czym niespodziewanie zerwała się i doskoczyła do szczenięcia. - Rozumiem, że nie obchodzi cię - wykonała krótką przerwę, niebiańskie ślepie zalśniło - wszystko? Pomogę. - Wyszczerzyła zębiska, niby w uśmiechu, po czym bezceremonialnie przywaliła maluchowi łapą w pysk w taki sposób, iż zarył o ziemię. Sentrosi nie dbała o to czy oblicze fiołkowookiego zostanie naznaczone blizną, czy nie. Właściwie, to nic ją nie obchodziło, ale nie potrafiła znieść takiego braku zaangażowania, zapału, jakiegokolwiek zainteresowania, a co najważniejsze - zerowej chęci życia. Gardziła osobnikami czekającymi na to, aż wszystko zostanie im podane na tacy. Nienawidziła nieudolnych, nieporadnych i niezdecydowanych istot. Ona sama wywalczyła wszystko, co teraz posiadała, kim była. Dzięki własnej sile wydarła się z pułapki, w którą wpadła poprzez swą własną młodzieńczą naiwność. Nie pogodziła się z losem zgotowanym jej przez dzikich, odcięła się od pępowiny zapewniającej pozorne bezpieczeństwo i rozpoczęła samotną wędrówkę. Nieprzystosowani powinni umrzeć. Tak działa selekcja naturalna.
Nie w smak było jej teraz dokonywać samosądów i wykonywać wyroki, toteż jedynie splunęła na leżącego nieopodal basiorka i odwróciła się, mocno zarzucając kitą. - A mogłam wziąć tego drugiego. – Dało się jedynie usłyszeć, gdy bura odchodziła.
/zt

Vouellyesentrosyiaelk córka Vouellye'sheneayealke i Reevera

Jezioro deltowe

#73
Była to chwila, dla niego była to krótka chwila, pogrążył się w zamyśleniu, rozmowie z własnym, alternatywnym głosem.. I co go z tego wyrwało? Uderzenie, silne uderzenie w mały kremowy pyszczek. Było to tak mocne iż mały, słaby jeszcze Akasha upadł na ziemie.. Jeszcze nie dotarło do niego co się tak naprawdę dzieje, jeszcze myślami był gdzie indziej.. Gdy odzyskał pełnie świadomości zobaczył burą, widocznie złą waderę.. Czemu się tak na niego zezłościła? Zrobił coś nie tak? Poczuł ciepło, to.. to chyba krew.. tak.. to na pewno była krew.. czyja? Rozejrzał się. Nikogo nie zobaczył, a więc był ranny.
- C..co..? - Wydobył z siebie te trzy literki, nie zdążył więcej jakoby bura splunęła na niego, a naturalnym odruchem był grymas i zamknięcie jadaczki. Czuł się zmieszany z błotem, nie ważny. Po chwili bura zaczęła się oddalać.. Powiódł za nią wzrokiem, smutnym, jakoby inny byłby nie na miejscu. Podniósł się z ziemi oglądając dookoła.. Łapy.. całe.. Tyłek.. no cały. "Oko.. to oko" Usłyszał w swojej głowie cichy szept.
- Ale.. widzę.. ja.. przecież widzę.. - Nie rozumiał, jeszcze jego słów nie rozumiał. Podszedł do tafli wody, jakoby nie chciał mieć cudzego dna na swoim futerku. Powoli wszedł do wody, głębiej, głębiej aż... był po łapy w wodzie, włożył pyszczek do wody. Potrzepał nim i wtedy poczuł.. ból, szczypanie w okolicy lewego oczka.. Wyskoczył z wody jak poparzony. "Mówiłem.. oko" Usłyszał znów. Zerknął w tafle wody, zobaczył, że przy oczku ma ranę, nie była ona jakoś specjalnie duża, ale jeżeli się ją zostawi.. to i blizenka zostanie.. Rozejrzał się ponownie. Ryba, którą rzuciła mu bura nadal leżała martwa na ziemi. Delikatnie się uśmiechnął, nie żywił urazy.. on po prostu nie rozumiał jej zachowania.. Nie wiedział też, że jego chwila trwała aż tak długo.. Wyszedł z wody, by podejść do ryby. Przydeptał ją łapkami, a środek zaczął wyjadać. Chociaż tyle, na jego mały głodny żołądeczek. Starczy mu to na jakiś czas. Zjadł ją tak szybko jak tylko mógł, czuł dziwny niepokój wewnątrz siebie.
- Nie podoba mi sie... - Rozejrzał się jeszcze szybko po czym dosłownie wystrzelił w głąb lasu, ale tak by na razie mieć rzekę w zasięgu wzroku.. W końcu woda, to ważna rzecz.
/zt

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron