Lustrzane stawy

#41
Słowa wypowiedziane przez Fehu, sprawiły, że Jesień otworzyła lekko przymknięte oczy, jednocześnie zawieszając je na niej. Nie przypuszczała, że prawowita ciotka Naudira, zwróci uwagę, na ten szczegół w jego wypowiedzi ... a jednak. Uśmiechnęła się do niej ciepło, w podzięce, za ten możne niewielki, lecz jednak dużo znaczący dla brązowej gest.
Wtem jednak odezwał się podrostek, mącąc nieco względny "spokój" wadery. Sama treść jego wypowiedzi co prawda nie miała w sobie nic złego, lecz sposób w jaki to zrobił był wyjątkowo ... bezczelny. Nie potrafiła pojąć dlaczego zwrócił się do nowoprzybyłej w ten sposób. Po chwili jednak dotarło do niej, że malec ogólnie zachowuje się dużo inaczej wobec Fehu ... poważnie, chłodno. Na tą chwilę nie była w stanie wydedukować dlaczego tak jest - czyż nie powinien się cieszyć z tego spotkania? Maskowanie podobnych uczuć nie leżało w jego naturze, nigdy nie zauważyła, żeby to robił, więc nawet nie uwzględniła takiej możliwości. Miała jednak zamiar zwrócić uwagę na tą sprawę w najbliższym czasie, gdy już wyruszą.
Otwierała pysk, aby coś powiedzieć, lecz ostatecznie zrezygnowała. I tak nic by to nie dało, nigdy nic nie dawało... Cóż, może Fehu jakoś uda się wpłynąć na jego zachowanie - czas pokaże. Westchnęła ciężko. Postanowiła nie robić sobie jednak nadziei. Przyszłość była teraz dla niej jednym wielkim znakiem zapytania. Co z tego wszystkiego wyniknie? Nie miała pojęcia... najpierw przede wszystkim jednak przydałoby się znaleźć schronienie przed deszczem, który w ciągu ostatnich kilku chwil, tylko jeszcze bardziej się nasilił.
- Niestety nie, właśnie mieliśmy zamiar się za jakimś rozejrzeć. - odpowiedziała, ponownie spoglądając na waderę.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Lustrzane stawy

#42
Woda spływała strugami po pysku wadery. Spojrzała na młodzika, wysłuchując jego słów. Skoczyła do niego, jeżąc sierść, a długie kły obnażyła tuż przy jego kufie, warcząc głośno. - Uważaj komu pyskujesz, bo możesz natrafić na kogoś, kto ci porachuje za to kości- burknęła, by przybrać ponownie poważny wyraz pyska.- Możesz mówić do naszej dwójki tak. Ona się tobą opiekowała, gdzie mogła zostawić cię na rychłą śmierć. Więc mimo braku więzów krwi, jej jest równie należny ten tytuł co mi. - zmrużyła ślepia, w których tańczyły gniewne płomienie. - A następnym razem, wepchnę ci szyszkę w zad jak będziesz sie tak odnosił do mnie. - zarechotała, widocznie rozbawiona. Pamiętała jak jej dziadek groził tym jej i jej braciom, gdy coś przeskrobali.
Skierowała wzrok na Deszczową i skinęła jej głową. - No to pozostaje nam szukać czegos i liczyć na odrobine szczęścia.


Lustrzane stawy

#43
Nie okazał żadnej oznaki strachu, kiedy Fehu gwałtownie się przybliżyła. Butnie zajrzał jej prosto w oczy i obdarzył czarującym uśmiechem. Nie bał się. Albo będzie go szanować, uzna jego prawo do własnego zdania i nie będzie niczym krępować niczym jego wolności... albo będą musieli się pożegnać. Nie był w stanie przebywać w otoczeniu kogoś, kto chciał go kontrolować czy próbować rządzić. Nie bał się także potencjalnych konsekwencji własnych czynów czy możliwości wpadnięcia przez nie w tarapaty. Walka nie była jedyną możliwością wyjścia z sytuacji. Zawsze można byłoby uciec lub przekonać rozmówcę o tym, że przelewanie krwi jest niepotrzebne.
- Czekam z niecierpliwością - odparował Fehu, oblizując kiełki.
Deszcz mu nie przeszkadzał, ale rozumiał, że inni mogą potrzebować schronienia. Nie oponował, nie widział takiej potrzeby. Było mu obojętne, gdzie się teraz udadzą... byle w każdym momencie mógł się odłączyć i podążyć własną drogą. Nie zapytał jednak o taką możliwość, chwila nie była zbyt odpowiednia. Zamiast tego przeciągnął się znacząco, gotowy do drogi.
- Zatem... ruszamy? - bardziej stwierdził niż zapytał.
Elden som tek - Liv
ogień odbierający
Elden som gjev - Liv
ogień dający
życie
Obrazek

theme

Lustrzane stawy

#44
Uśmiechnęła się słysząc groźbę Fehu skierowaną w stronę Naudira. Tego typu powiedzonka chyba były u nich rodzinne - z tego co pamiętała białemu podrostkowi, też się to zdarzało. Nie potrafiła teraz przywołać w pamięci żadnego konkretnego przykładu, ale mogła się założyć, że Khaleesi nie miałaby z tym żadnego problemu bo kierował je głównie do niej.
Malec chyba jednak niestety nie wziął sobie do serca słów ciotki odnośnie pyskowania. Westchnęła - cóż, teraz już chyba ciężko będzie cokolwiek z tym zrobić. Przeniosła zielonkawe oczy na taflę pobliskiego jeziorka - odbite w niej ciemne chmury zniekształcał deszcz, ale mimo to, sam widok, zdaniem brązowej nie utracił swojego uroku. Nieopodal dostrzegła dostrzegła jednak coś jeszcze - tuż przy brzegu rosła kępka śmiesznych żółtych kwiatków, teraz odrobinę oklapłych pod naporem uderzających w nie kropel deszczu. Opowiadała jej o nich Zrodzona z Burzy, jeden nawet znalazł dla siebie miejsce w sierści Deszczowej jakiś czas temu. Przyglądała im się przez chwilę, aby później pochylić się i zebrać odrobinę. To samo zrobiła później z podobnym, pomarańczowym kwiatkiem. Co prawda nie znała się za bardzo na ziołach, kojarzyła tylko niektóre podstawowa właściwości, lecz ta wiedza powinna wystarczyć. Rianall jeden wie, gdzie, w jakie miejsca zaniosą ich łapy, lecz nie było już Khaleesi, nie było i ziół. Sama więc postanowiła o to zadbać. Dzięki Białej Jesień zdała sobie sprawę jak wiele można zdziałać, dzięki wszystkim tym niepozornym roślinkom i doszła do wniosku, że jednak warto mieć ich chociaż trochę przy sobie.
- Tak... chyba możemy już ruszać. - powiedziała, po czym przeniosła wzrok na Fehu.

“She looked like autumn, when leaves turned and fruit ripened.”
~ Sarah Addison Allen

Lustrzane stawy

#45
Wywróciła oczami patrząc na Naudira - Zdecydowanie wdałeś się w swojego ojca. To dobrze.- uśmiechnęła się. Podobała jej się postawa młodego. Umiał nie okazywać strachu. Jednak miała nadzieje, że nie wiąże się to ze zbyt wielką pewnością siebie. Ona mogłaby młodego zgubić, jak wielu innych. Wystarczy, że raz nie docenisz przeciwnika, raz zbyt pewnie nadepniesz na kamień na szlaku górskim i już po tobie. Wilki z Północy wiedziały o tym dobrze. Nie raz zdarzały się przecież lawiny, czy ukryte doły pod śniegiem. Spojrzała na Deszczową Chmurę, która zebrała jakieś rośliny. Dobrze, że choć jedno z nich znało się trochę na ziołach. Wątpiła by basior posiadał takową wiedzę. Ona sama zaś wolała walczyć niż zbierać kwiatki. Od małego smak krwi nie był jej obcy, a siniaki i rany były normą. Jak tylko nauczyła się biegać i skakać zabierano ją na polowania na zające. Miała być szybka, silna i wytrwała. Północ nie znosi słabości, a raz okazana może być wyrokiem śmierci.
Czuła, że deszcz słabnie, jednak stanie dalej w jednym miejscu drażniło ją. Czuła napięcie w mięśniach, powodowane jeszcze częściowo zdarzeniami z Oazy. Pokiwała na słowa Deszczowej Chmury uśmiechając się delikatnie. - Cudownie. - spojrzała na swoich towarzyszy, by następnie zniknąć pomiędzy drzewami.

// zt. x 3 > Pole Lawendy


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron