Piaszczysta plaża

#11
Ocknął się. Wdech i wydech z cichym świstem unosiła jego klatkę. Z miejsca w którym leżał widział jedynie jasne niebo i sięgające po nie korony zielonych drzew. Złudzenia ustąpiły na dobre rzeczywistości, choć nie do końca sobie zdawał sprawę z tego co się właściwie przed chwilą wydarzyło, wszystko mu się mieszało, a on nie miał siły tego rozplątać. Mógł tam zostać, tam gdzie jest, równie dobrze, mógł już tylko czekać na koniec tej udręki.
Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niego, że ktoś na niego patrzy, ktoś coś do niego mówi. Przechylił pysk wiedziony ciekawością, podniósł się i o mało co na nowo nie zwalił się na ziemie, wszystkie mięśnie i kości jak w piekielnym chórze wydały z siebie najmocniejsze nuty bólu. Zakręciło mu się w głowie, ale oparł się jakoś fali omdlenia i ustał na prawie równych nogach. Najpierw dostrzegł tylko jej zarys, trochę trwało nim oczy wyrównały ostrość, potem obraz złączył się w logiczną całość, a wraz z tym przypomniał sobie to co próbował jej uczynić ogłupiały przez omamy. Nie wyglądała już poskręcany demon, choć gdy stała tak przed nim, budziła nie małą obawę z racji swojej korzystniejszej pozycji w tej pokracznej potyczce między nimi. Gdyby chciała, bez trudu odebrała by mu życie.
Zlustrował jej czarne, ciekawie umaszczone futro. Gdy jednak spojrzał w te oczy, pomyślał że znowu miał halucynacje. Eksplozja barw, rozlanych w niesamowite wzory. Jakby jakiś wszechwładny bóg, ugniótł cały kosmos w dwie małe kuleczki, bo akurat taki miał kaprys. Jeszcze chwila i zacznie w to wierzyć, ale nie potrafił odwrócić wzroku. Chyba dzięki temu że tak się na tym skoncentrował, jego ciało uspokoiło się, oddech stał się wolniejszy, a serce dało nieco na wstrzymanie.
Zażenowanie jakie na niego spadło, pomieszane z przerażeniem, było jak walnięcie porządnym głazem w jego łeb. Pięknie, po prostu pięknie. Nowy ląd, nowe ziemie i pierwszy wilk jakiego spotyka, okazuje się zostać ofiarą jego głupoty, a on jeszcze wpatruje się w te oczy pozlepiane z samych gwiazd i gdy to sobie uświadomił spuścił czym prędzej łeb ze wstydu.
- o ja durny – wyszeptał sam do siebie, mając nadzieje że nie usłyszy.
Co teraz?! Zabije go w rewanżu? Może powinien coś powiedzieć, właściwie to na pewno powinien coś teraz powiedzieć! Lecz bał się teraz drgnąć, w obawie że nawet najmniejszy jego ruch sprowokuje samice do czegoś groźnego. Stał więc teraz tak w bezruchu, wpatrzony we własne łapy i pomyślał. Pytała go o coś, konkretnie w odpowiedzi na jego własne pytanie. Wysilił się żeby coś sobie przypomnieć, ale wszystko mu się w głowie zacierało. Chyba, chyba pytała czego od niej chce.
- Ja..
Dobry dzen, albo, ładna dziś pogoda czyż nie? Z pewnością odpadało. Równie dobrze mógł zapytać czy nie ma czasem ochoty wspólnie z nim pohasać sobie po łące. Wszystko co powie, wydawało by się równie nie na miejscu.
- znacy, ja cie praszu o wybacenie..
A weź, mam tak na co dzień! Choć już, pokarze ci fajną łąkę do pohasania. Wyobrażał sobie jej odpowiedź. Może jakby dorzucił jeszcze jakiś komplement na temat jej oczu, to odpuści rozszarpanie mu gardła. Zganił się w duchu natychmiast za tak niedorzeczne pomysły.
Stał tak, czekając na jej gest, łaski lub śmierci. Nie potrafił odpowiedzieć na jej pytanie, zbyt dużą miał do siebie pogardę po czym co zaszło. Odpowiedział więc za niego, jego własny brzuch, niskim i przeciągłym burczeniem. Czuł się słaby, wynędzniały, pełen obaw o swój los, a na dodatek jeszcze wyjątkowo zażenowany.
Radoro daro slavo, radoro daro slavo, ahh, radoro, ahh, daro slavo

Piaszczysta plaża

#12
Uważnie obserwowała poczynania nieznajomego, cały czas pozostając w bezpieczniej odległości. Wykonała kolejny krok do tyłu, a gdy ten wstał i spojrzał na nią, zatrzęsła się. Fakt, iż z trudem utrzymywał świadomość i ledwo stał na łapach w żaden sposób nie umniejszał jej czujności, nie uspokajał i nie łagodził strachu. Burza wciąż obawiała się, że ten za moment ponownie przemieni się w potwora i skoczy ku niej, pożerając żywcem.
W chwili, w której przykryte mleczną mgiełką ślepia napotkały zdobiące jej oblicze galaktyki, zamarła. Trwała tak, niby zaklęta w kamień, do czasu, aż basior się odezwał. Nie zareagowała na przeprosiny. Nie zwróciła uwagi na dziwaczny sposób mówienia. Nie miała ochoty słuchać wyjaśnień; chciała jak najszybciej uzyskać odpowiedź na zadane przez siebie pytanie, w miarę możliwości udzielić potrzebującemu pomocy i uciec z tego przeklętego miejsca, zanim ogromna woda ich pochłonie.
Rozumiejąc, iż bury mógł wciąż nie odzyskać w pełni jasności umysłu (czego sama właśnie doświadczała), dała mu kilka kolejnych minut na określenie, czego potrzebuje. Jednak z każdą kolejną chwilą zdenerwowanie i zniecierpliwienie narastały, co niezwykle męczyło młodą wilczycę. Na szczęście, żołądek zażenowanego wilka postanowił udzielić odpowiedzi za swego właściciela, na co Gwiezdna Burza zareagowała nieco głośniejszym wydechem. Rozejrzała się. - Musimy stąd iść. Tu nie ma jedzenia. - Stwierdziła, rzucając przelotne spojrzenie morzu. Miała nadzieję, że Snomił nie będzie oponował i obędzie się bez przedstawień.
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Piaszczysta plaża

#13
To co właśnie powiedziała, zaskoczyło go. To jednak wilczyca postanowiła że nie zakończy tu i teraz jego życia? Dziwne. Cóż to za ziemie, cóż za wilki na niej żyją? Tam skąd pochodził, każda słabość przeciwnika była okazją, której nie można było od tak odpuścić. Życie i śmierć, czarne i białe, nie było miejsca na żadne wyjątki. Doprawdy jednak, głód skutecznie kazał zapomnieć o takich, nagle całkiem błahych wątpliwościach. Jej słowo, było jak komenda, której wyczerpane ciało usłuchało jakby odruchowo, ignorując wole Snomiła, jakakolwiek by nie była. Liczyło się tylko teraz przetrwanie, zawsze liczyło się tylko przetrwanie, ale tym razem nie zależało ono od śmiertelnej walki, a od... dobroci? To kompletnie nie pojęte dla Snomiła, ale łapy same już zrobiły krok w stronę samicy, usłusznie i ulegle. Pójdzie za nią, gdziekolwiek go poprowadzi. Skinął jej, dając znak, że jest gotów.
Radoro daro slavo, radoro daro slavo, ahh, radoro, ahh, daro slavo

Piaszczysta plaża

#14
Obserwowała nieznajomego w milczeniu. Pomimo zmieniającej się wokół nich aury, która z każdą kolejną chwilą stawała się coraz lżejsza i przyjemniejsza, mięśnie Gwiazdy nie rozluźniały się, a dystans pomiędzy nią, a burym nie zmniejszył się. Młódka cały czas nie mogła wymazać z pamięci przerażającego wspomnienia o zbliżającym się do niej żądnego krwi i mordu potwora. Jako, że pochodziła z innego środowiska niż Snomił i od maleńkości uczono jej życzliwości, czuła dziwną, wewnętrzną potrzebę zrobienia tego, co za słuszne uznaliby rodziciele czarnulki. Nie potrafiła jednak zaufać temu, w którego ślepiach błądziła nietypowa, tajemnicza mgła, a zachowanie potrafiło zmieniać się jak barwy w kalejdoskopie. Samo przebywanie w towarzystwie ciemnofutrego wywoływało u Burzy ciarki na całym ciele.
Niewielki krok, powolny, pozbawiony złych zamiarów ruch sprawił, iż wadera podskoczyła jak poparzona. Futro na grzbiecie zjeżyło się, a wilczyca nieznacznie się pochyliła, zasłaniając szyję. Trwała tak, niczym kamienny posąg, a minuty dłużyły się niemiłosiernie. Nie dostrzegając wrogości ze strony czarnookiego, uspokoiła się i powróciła do pozycji wyjściowej. - Idź pierwszy, poprowadzę cię. - Powiedziała, wskazując nosem właściwy kierunek. Wolała nie ryzykować.
Gdy postąpił kilka kroków, ruszyła za nim, kierując jego łapy w miejsce, które od roku mogła nazywać swym domem.

/Gwiezdna Burza + Snomił zt -> Serce lasu
Rezerwuję wizerunek tego wilka.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron