Hatvan/Walka

#1
Walka – imię, które nadała mu matka.
Hatvan – imię, które wybrał sobie sam

Skała, Jednouchy, Ścierwojad, Paskudna Gęba.

Wiek
4 lata




Wygląd

Hatvana trudno przeoczyć. Jak na prawdziwego samca przystało, może się poszczycić pokaźną sylwetką, długimi, silnymi łapami i mocnym karkiem, dźwigającym łeb wielki jak wiadro. O ile należy przyznać, że natura szczodrze obdarzyła go mięśniami, o tyle nie da się ukryć, że poskąpiła mu urody. Futro basiora nosi różne odcienie szarości, tylko gdzieniegdzie poprzetykane bielą, beżem i brązem. Choć zdrowe, bo grube i gęste, niemal doszczętnie pozbawione jest połysku. W kilku miejscach, zamiast futra, na ciele wilka pojawiły się strupy zgrubiałej, spękanej skóry lub łysina zdradzająca stare, dawno zabliźnione rany.
Znacznie bardziej szkaradne jest jego oblicze. Pysk basiora przybrał srebrzystoszare umaszczenie, i choć nie ma nic wspólnego ze starczą siwizną, wyraźnie dodaje mu lat. Znad ozdobionego licznymi zadrapaniami nosa łypią dwa zimne kamienie – oczy, które sprawiają wrażenie, jakby niegdyś były złocistożółte, lecz z biegiem czasu spłowiały i stały się tak blade, jak rozwodnione piwo. Hatvan ma również jeden uszczerbek, którego nie da się ukryć, a mianowicie brak większości lewego ucha. Na jego miejscu pozostał tylko paskudny strzępek sterczącego mięsa i niczym nieokryta dziura.



Charakter

Spotkany po raz pierwszy, Hatvan mógłby być łatwo pomylony ze skałą, nie tylko ze względu na wygląd przywodzący na myśl szary, ciężki, nieociosany głaz, lecz także z uwagi na jego powagę i małomówność. Sprawia wrażenie typa, który nie lubi strzępić sobie języka, nie odzywa się niepytany i stroni od pogawędek o byle czym. Często jednak pokazuje swoje inne oblicze i daje się poznać jako ciekawy rozmówca, a może nawet towarzysz polowań czy dłuższych wypraw. Jednak to, co pozostaje niezmienne, to jego ośli upór i bądź co bądź, charakter wolnego strzelca.



Historia

Wieczór był chłodny. Lekkie podmuchy wiatru przeczesywały gęste futro szarego basiora i towarzyszącej mu rudobrązowej wilczycy. Siedzieli obok siebie na błotnistym brzegu jeziora, wsłuchując się w koncert świerszczy i odpędzając muchy leniwymi machnięciami ogonów. Wilczyca od dłuższego czasu próbowała wyłowić spojrzenie Hatvana, ten jednak uparcie unikał jej wzroku, co rusz znajdując sobie nowy, równie nieciekawy punkt do obserwacji. Tym razem były to kaczki unoszące się bezwładnie na tafli rozhuśtanej wody.
W końcu przerwała milczenie.
- Hatvan. Obiecałeś.
Nawet się nie poruszył, ale siedziała na tyle blisko, że usłyszała cichy pomruk niezadowolenia i rezygnacji. Zbliżyła się, by delikatnie musnąć wilgotnym pyskiem jego kark i wtulić się w szorstkie srebrne futro. Żeby przypomnieć mu, że jest jej coś winien.
- Chyba nie proszę o zbyt wiele? Nie, nie odpowiadaj. Wiem, że należy mi się to, a nawet dużo więcej, ale ty wiesz swoje.
Nagle basior odwrócił łeb, by spojrzeć na swoją towarzyszkę. Jego uśmiech wskazywał na to, że był rozbawiony i rozczulony zarazem. Przejechał mokrym językiem po jej uchu.
- No dobrze. Cóż. Pytałaś, skąd jestem. Nie stąd. Przybyłem z daleka. Tam było trochę inaczej. Mniej lasów, więcej stepów i skaliste wzniesienia na horyzoncie. Mój ojciec i matka byli alfami, przewodzili dość licznej watasze. Urodziłem się jako drugi, a nie, trzeci z miotu. Ale to nieważne. Później niż oni otworzyłem ślepia, a i tak uważałem, że to mi należało się więcej. Tylko ja nie prosiłem, ja sobie brałem. Wszędzie byłem pierwszy i wszędzie było mnie pełno. A jak odkąd tylko przestałem się chwiać na łapach, wiedziałem, do czego jestem stworzony. Rodzeństwo zaczęło mówić na mnie Walka, bo tylko to było mi w głowie, no i tak zostało. Walka. Matka też tak na mnie mówiła. Wszczynałem mnóstwo bijatyk, o wszystko. Uwielbiałem to, nawet jak mocno obrywałem. Później chełpiłem się, że mam nową bliznę.
Na wspomnienie szczeniackich czasów uśmiech wpełzł na pysk basiora niczym nieproszony gość, więc Hatvan czym prędzej przegnał go, nie chcąc rzucać się w nurt żałosnej tęsknoty za minionym czasem, który teraz wydawał się czymś tak odległym, jak dawno zapomniany sen.
- Cały czas nabierałem ciała i rosłem w siłę, przerosłem już brata z miotu i siostry razem wzięte. Ojcu się to nie podobało. Był bardzo młodym alfą, nie zdążył jeszcze upoić się władzą. Bał się, że najdalej za dwie jesienie nabiorę apetytu na jego posadę i rzucę się mu do gardła. Więc jak tylko się usamodzielniłem, skazał mnie za wygnanie.
Waderka otworzyła szerzej oczy, spojrzała na rozmówcę z niedowierzaniem. On mówił o tym zupełnie obojętnie, tak, jakby opowiadał o tych kaczkach płynących po jeziorze.
- Oczywiście znalazł sobie dobry pretekst - kontynuował. - Przecież nie mógł zrobić banity z własnego syna przed oczyma całego stada. Kto zaufałby takiemu alfie? Powiedział, że moja siostra ledwo uchowała się wśród żywych, po tym, jak ją pokiereszowałem. Nie wiem kto pokiereszował moją siostrę, ale to nie byłem ja. Nie zaczepiałem sióstr. Ale alfie, obrońcy bezbronnych, zaufaliby. Słowo się rzekło. Walka stał się wygnańcem.
Basior poruszył łapą i poczuł, że od zbyt długiego siedzenia w jednej pozycji zdrętwiały mu kończyny. Wstał, wyprostował się i przeciągnął niezgrabnie, znacząc mokrą glebę śladami swoich wielkich łap. Wilczyca nie spuszczała z niego wzroku, i wówczas pomyślała, że chociaż jest wielki i niezgrabny, to ma w sobie jakiś dziwny urok.
- Od tamtej pory musiałem sobie radzić sam. Nie umiałem polować, bo skąd miałbym umieć? Takich rzeczy uczy się w stadzie. Potrafiłem tylko złapać jakieś drobne zwierzęta, małe ssaki. Często szukałem padliny, a jeśli miała już właściciela, to trudno, akurat...
- Akurat walczyć potrafiłeś dobrze - dokończyła za niego, uśmiechając się zawadiacko. Lubił ten uśmiech.
- Racja. Ale to nie jest długodystansowe rozwiązanie. W końcu ile można przeżuwać cuchnące rozkładem truchło, suche, oślizgłe i pełne robactwa? Albo wyławiać spośród traw gryzonie, które ma się na jeden kęs, o ile nie utkną ci między zębami. Zatęskniłem za smakiem świeżego jelenia, miękkiego, soczystego mięsa, co jak się wgryziesz, to ciepła krew wypełnia ci usta, aż jęzor mrowi. Dlatego robię to, co robię. I robię to, co robię dobrze. Tylko to potrafię. Powiedzą mi, że słyszą samotnika, kręci się pod legowiskami od dłuższego czasu. Żaden problem. Ktoś nie chce załatwiać sporu polubownie, ale nie chce też brudzić sobie łap? Od tego jestem. Robię to, do czego inni się nie nadają. A za mnie robią to, do czego ja się nie nadaję. Wygrana walka - jeleni udziec. Bardzo sprawiedliwe.
Wilczyca spojrzała na niego wzrokiem, który u każdego wyglądał tak samo - jak mieszanina podziwu i obrzydzenia. Przez chwilę wydawało mu się, że odwróci się od niego i odejdzie, ale ona tylko spojrzała mu w oczy i spytała:
- A dlaczego po prostu nie dołączyłeś do innej watahy? Wiem, że to nie to samo co rodzina, krew z krwi, ale sam widzisz, ile krew jest czasem warta. Byłoby ci łatwiej polować, bronić się i szukać schronienia. I nie musiałbyś odwalać za to wszystko brudnej roboty.
Prychnął, choć prawie niesłyszalnie.
- Właśnie o to chodzi. Mnie to odpowiada. Powiedzą, co mam zrobić - walcz z tym, walcz z tamtym, pozbądź się tamtego - ja to robię, dostaję, co mi się należy, napełniam brzuch ich zdobyczą, wysypiam się w ich legowisku, a rano idę, i nic mnie już przy nich nie trzyma. Żadne rodzinne więzy ani obowiązki wobec stada. Mogę iść w cholerę i zapomnieć ich imiona. Mam pełen brzuch i pustą głowę. Taki sposób na życie to był dotychczas mój najlepszy pomysł. Byłem młody i gówno wiedziałem, ale na pewno wiedziałem i wiem do dziś, że kontakty z innymi nie mogą opierać się na bezinteresowności. Każdy ma w czymś interes. A jeśli wydaje ci się, że nie, to albo czas przejrzeć na oczy, albo spie*dalać.
Zdał sobie sprawę, że mógł zabrzmieć trochę zbyt stanowczo jak dla niej, ale o dziwo, gdy na nią spojrzał, obdarzyła go tak samo zadziornym spojrzeniem, jak chwilę wcześniej. Przeszła obok niego tak blisko, że otarła szyją o jego bok, a on poczuł przyjemny dreszcz przebiegający po jego kręgosłupie.
- A jaki jaki masz interes w tym, by być tu teraz ze mną? - spytała, siadając naprzeciw niego.
- Ano, mam - mruknął zdawkowo, próbując wyczytać z jej bursztynowych oczu, czy to nie pułapka.
- Jeszcze jedno - wyszeptała, kiedy znalazła się tak blisko, by dosięgnąć pyskiem do jego ucha... a właściwie tego, co z niego zostało. - Dlaczego Hatvan?
Uśmiechnął się paskudnie, choć pewnie próbował być tak samo urzekający jak ona, gdy się z nim droczyła. Objął ją łapą i zdecydowanym ruchem pociągnął za sobą, tak, że oboje upadli miękko w kępę wysokiej trawy.
- Hatvan to liczba - wymruczał. - Sześćdziesiąt. Policz blizny na moim ciele, powinno się zgadzać. Masz czas tylko do rana. Choć myślę, że przed świtem może ich być już trochę więcej...
Kiedy nad ranem otworzyła oczy, jego już nie było.


Kariera
Samotny wilk > ...



Rodzina

Zapomniana.





Relacje
Pozytywne
- Imię wilka, z którym postać ma pozytywną relację - krótki opis
-
Neutralne
- matka - Hatvan rzadko wraca wspomnieniami do swojej rodziny. Matkę szanuje na tyle, na ile wypada, wciąż jednak pamięta rozgoryczenie, jakie przeżywał w młodości, kiedy nie wstawiła się za nim, gdy został wygnany.
- rodzeństwo - Nie miałby nic przeciwko spotkaniu swoich braci lub sióstr (o ile by ich rozpoznał), jednak nie odczuwa takiej potrzeby.

Negatywne
- Imię wilka, z którym postać ma negatywną relację - krótki opis
-

Początkowe rozdysponowanie statystyk (25 - dorosły oraz szczenię od 1,5 roku, 15 - szczenię, do 1,5 roku):
Atak: 15
Zręczność: 10
Magia: 0

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron